Leo Beenhakker po rozstaniu z reprezentacją Polski został oficjalnie dyrektorem sportowym Feyenoordu Rotterdam. Wszyscy mieli nadzieję, że Leo pomoże odbudować klub, który od dłuższego czas jest w dołku. Czy Holender podołał swojemu zadaniu?
Feyenoord Rotterdam swój ostatni, wielki sukces zanotował w 2002 roku, kiedy to zdobył Puchar UEFA. Od tego czasu włodarze klubu robią wszystko, by przywrócić swojemu zespołowi dawny blask. W tym celu zatrudniony został Leo Beenhakker. Jako dyrektor sportowy miał sprowadzić zawodników, którzy wyniosą swoją drużynę na szczyt.

Niestety brak zdecydowanych ruchów na rynku transferowych i kiepskie wyniki drużyny sprawiły, że zarówno holenderskie media jak i przede wszystkim kibice Feyenoordu mają dość nieporadności byłego selekcjonera reprezentacji Polski.
Jednak Leo Beenhakker w tradycyjnym stylu odpiera ataki i uważa, że zrobił wszystko, by Feyenoord Rotterdam miał odpowiednią kadrę do zwycięstwa w rodzimej lidze.
– Nie mam sobie nic do zarzucenia. Zrobiłem, co mogłem, ale się nie udało. Jesteśmy uzależnieni od innych. Ja znam wiele osób, a mimo to nie udało nam się ściągnąć klasowego zawodnika. Nie poddajemy się jednak. W następnych miesiącach będziemy jednak opierali swoją grę na tych piłkarzach, którzy już są w klubie. Natomiast zimą będziemy szukali dalej – mówił 68-letni Holender.
Jednak nasuwa się pytanie, czy biorąc pod uwagę lawinę krytyki, jaka spływa na byłego trenera m.in Realu Madryt, czy Leo Beenhakker do zimy pozostanie dyrektorem sportowym Feyenoordu?











