Lech Poznań od pewnego czasu zawsze jest stawiany w roli jednego z faworytów do mistrzowskiego tytułu. Nie inaczej jest w tym roku. Jednak ostatnie słabe występy mistrzów Polski z 2010 roku sprawiają, że w ewentualny powrót „Kolejorza” na szczyt wierzą nieliczni.
Początek sezonu był dla lechitów znakomity. Wygrywali mecz za meczem, a skutecznością imponował Artiom Rudniew. Poznaniacy grali ładną dla oka piłkę, co doceniali nawet kibice rywali. Przełom nastąpił po spotkaniu z Cracovią, które „Kolejorz” pewnie wygrał 3:0. Wtedy to ostatnie trafienia ligowe zanotował łotewski snajper. Później Lech zdołał jeszcze ograć Koronę Kilce po bramce Wojtkowiaka, ale od tego czasu nie zwyciężył w ani jednym spotkaniu! W innym klubie walczącym o mistrzostwo pięć meczów ligowych bez zwycięstwa, mając na rozkładzie takie „potęgi” jak Podbeskidzie czy Widzew, oznaczałoby dymisję szkoleniowca. Wszędzie, tylko nie w Poznaniu!

Hmm, może to i dobrze. Często narzekamy, że trenerzy nie mają czasu, by się wykazać, że prezesi są zbyt niecierpliwi, że od drużyny zbyt wiele się wymaga. Nie od dziś wiadomo również, jak wielką sympatią do Jose Bakero pała prezes Rutkowski, który ceni sobie piłkarską przeszłość oraz znajomości Hiszpana. Do Bakero jako człowieka nic nie mam. Dość sympatyczny facet, zawsze uśmiechnięty, chętnie zrobi sobie zdjęcie, podpisze się na kartce. Mam jednak poważne wątpliwości, czy jego umiejętności trenerskie są na tyle zadowalające, by mógł prowadzić klub walczący o tytuł mistrza Polski. Ktoś powie, że z Lechem doszedł do 1/16 LE, grał w finale Pucharu Polski. W jak dużym stopniu jest to jednak jego zasługa? Ci, którzy śledzą losy poznańskiej drużyny, doskonale pamiętają, w jakim momencie Bakero przejął zespół. Było to po zwycięstwie 4:1 nad Wisłą Kraków i na kilka dni przed meczem z Manchesterem City. Hiszpan za wiele zmienić nie mógł, pozostała myśl szkoleniowa Zielińskiego. Ostatecznie Lech wygrał z Anglikami 3:1, a ojcem sukcesów lechitów w pucharach okrzyknięto byłego zawodnika Barcelony.
W tym sezonie coraz częściej słychać głosy niezadowolenia z trybun. Kibole „Kolejorza” zarzucają trenerowi, że zbyt często tasuje składem, co sprawia, iż drużyna nie jest zgrana. Ich zdaniem Bakero szarga dobre imię klubu wynikami, jakie osiąga prowadzony przez niego zespół. Argumenty wydają się dość logiczne, ponieważ nawet postronna osoba może stwierdzić, że takie metody działania wielkich korzyści nie mogą przynieść. O ile w zeszłym roku Lech walczył w pucharach i istniała obawa, czy drużyna wytrzyma trudy sezonu, grając na trzech frontach, o tyle teraz rotacje w składzie nie powinny być aż tak częste. Kibice postanowili nawet napisać list do klubu, w którym wyrażają swoje niezadowolenie i nawołują do zdymisjonowania Hiszpana, grożąc bojkotem spotkań rozgrywanych przy Bułgarskiej. Niewielka grupa fanatyków „Kolejorza” pojawiła się nawet na treningu, by dać piłkarzom oraz trenerom do zrozumienia, że sytuacja musi zostać jak najszybciej opanowana. Zarząd mimo protestów nadal stoi murem za trenerem, twierdząc, że na podsumowanie pracy szkoleniowca przyjdzie czas po rundzie jesiennej. Tylko czy wtedy nie będzie już za późno?













