W bieżącym sezonie przez polskie boiska wyjątkowo szybko mknie niebieska lokomotywa. Wszystko wskazuje na to, że na koniec sezonu zupełnie niespodziewanie zatrzyma się na stacji europejskie puchary. Wszyscy wiemy, o kogo chodzi, lokomotywa jest tylko jedna. Nie, nie chodzi o Poznań, który obecnie może pochwalić się zardzewiałą drezyną, chodzi o lokomotywę z Chorzowa.

Skąd sukcesy chorzowskiej maszyny? To proste. Chorzowska lokomotywa ma po prostu znakomitego maszynistę. Ma on nie tylko duże doświadczenie w tym, co robi, ale także zna na wylot każdy kawałek swojej maszyny. Oczywiście mowa o Waldemarze Fornaliku. Jeśli przyjrzymy się szczegółowo jego CV, to zdziwimy się, co taki trener robi w Chorzowie, dlaczego nie trenuje bardziej medialnych drużyn Legii, Wisły czy Lecha. Otóż Fornalik, który jako piłkarz rozegrał 233 mecze ligowe, z powodzeniem prowadził borykającego się z ogromnymi problemami finansowymi Górnika Zabrze, poradził sobie nie najgorzej jako szkoleniowiec Odry Wodzisław, Polonii Warszawa czy Widzewa Łódź, no i w końcu stworzył coś z niczego w Ruchu Chorzów. Należy też pamiętać, że zanim rozpoczął pracę jako pierwszy trener, długo uchodził za świetnego asystenta. Tę funkcję pełnił m.in. w Wiśle Kraków czy Amice Wronki. Teraz steruje lokomotywą, która efektownie mknie po torach w kierunku europejskich pucharów.

Zespół piłkarski potrzebuje odpowiednich elementów, by funkcjonować jak dobrze naoliwiona lokomotywa. Trener Fornalik poukładał wszystkie części w taki sposób, że wszystkie tryby idealnie się zazębiają. Połączył rutynę z młodością, zachował proporcję pomiędzy defensywą a ofensywą, zbudował doskonałą atmosferę i dał czas swoim podopiecznym na odnalezienie nici porozumienia na boisku. Efekt widać gołym okiem, Ruch jest czwarty w tabeli, wciąż uczestniczy w Pucharze Polski i jest groźny nawet dla najmocniejszych drużyn T-Mobile Ekstraklasy.












