W ostatnim czasie obserwowaliśmy znaczny spadek formy zespołów, które przed rozpoczęciem sezonu zapowiadały walkę o mistrzostwo. W niektórych przypadkach dość długo musieliśmy czekać na przebudzenie. Przełamanie nadeszło w 16. kolejce.
Kibice Lecha Poznań swoje niezadowolenie z wyników osiąganych przez zespół okazywali na każdym kroku. „Kolejorz” zawsze mógł liczyć na wsparcie fanów. Frekwencja na ostatnim ligowym spotkaniu z ŁKS-em Łódź bardzo dobitnie pokazała, że sympatycy poznańskiej drużyny nie zgadzają się z filozofią prowadzenia zespołu, jaką preferuje Jose Bakero, któremu cały czas ufa prezes Rutkowski.

Każda passa kiedyś się kończy. Wydaje się, że po pięciu spotkaniach bez zwycięstwa pojedynek z ŁKS-em był najlepszym, co mogło spotkać poznaniaków. Po odejściu Michała Probierza łodzianie nie potrafią zdobywać punktów. Lechici już w pierwszej połowie pokazali, jak rozbieżne są cele stawiane przed zespołami. Prowadzenie 4:0 zaskoczyło chyba każdego. Na uwagę zasługuje fakt, że oprócz Artioma Rudniewa bramki zdobywali także inni piłkarze ofensywni, co zapewne ucieszyło trenera Bakero. W drugiej połowie oglądaliśmy w wykonaniu Lecha już niemal to samo co w poprzednich spotkaniach. „Kolejorz” długo utrzymywał się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. Zła passa została jednak przełamana. Pytanie tylko, na ile było to wynikiem dobrej gry Lecha, na ile zaś słabej postawy ŁKS-u? Odpowiedzi nie poznamy chyba w kolejnym spotkaniu, ponieważ rywalem zespołu z Poznania będzie równie słabe co ŁKS Zagłębie Lubin.
Mecz z udziałem „Miedziowych” był zresztą kolejnym spotkaniem, w którym jedna z drużyn przełamała złą passę. Była to Legia, która w Lubinie wygrała 4:0. Wprawdzie kryzys, a właściwie minikryzys, jaki dotknął ekipę Macieja Skorży, nie był tak poważny jak ten poznański, ale nie zmienia to faktu, że zwycięstwo niesamowicie poprawiło morale w warszawskim zespole. Po porażkach z Koroną i PSV niektórzy zaczęli zastanawiać się, czy aby z Legii nie uszło powietrze. „Wojskowi” szybko zaprzeczyli tej tezie, odnosząc bardzo pewne zwycięstwo. Pavel Hapal nie może pochwalić się zbyt korzystnym bilansem swojej pracy w Lubinie. Za jego kadencji Zagłębie przegrało aż cztery z pięciu spotkań, tracąc przy tym aż 16 bramek.
Drużyną, która chyba na dobre wyszła z kryzysu, jest Wisła. „Biała Gwiazda” po wygranej we Wrocławiu złapała wiatr w żagle. Wprawdzie ostatni mecz z Widzewem nie stał jeszcze na poziomie, jaki powinien reprezentować mistrz Polski, ale już wynik może kibiców krakowskiego zespołu zadowalać. Obecnie Wisła traci do prowadzącego Śląska tylko i aż siedem punktów. Czy wiosną „Biała Gwiazda” rozpocznie pogoń za liderem?












