Pierwsza w tym roku kolejka T-Mobile Ekstraklasy przyniosła kilka niespodziewanych rozstrzygnięć. Punkty stracili faworyci, dzięki czemu tabela nieco się spłaszczyła. Zapowiada to niesamowite emocje w dalszej części sezonu.
Z czołówki tabeli swój mecz wygrała jedynie Polonia Warszawa. Trzeba przyznać, że choć rywal, czyli ŁKS, nie postawił stołecznej drużynie zbyt wysokich wymagań, to podopieczni Jacka Zielińskiego zagrali dojrzały futbol. Chyba ani przez moment nie było osoby, która wątpiłaby w zwycięstwo gości. Na lewej stronie doskonale grał Brzyski, a w ataku błyszczał Cani. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną Polonii 2:0. Nikt nie miałby jednak pretensji, gdyby „Czarne Koszule” zwyciężyły większym stosunkiem bramek. W dodatku na pochwałę zasługuje niezła gra ściągniętego z Maccabi Hajfa Wladimera Dwaliszwilego.

Można powiedzieć, że punkty stracił lider z Wrocławia. Śląsk na własnym obiekcie zaledwie zremisował z Ruchem Chorzów. Tyle tylko, że „Niebiescy” należą do ścisłej czołówki tabeli i ich postawa raczej nie mogła nikogo zaskoczyć. Na dobrą sprawę podopieczni Oresta Lenczyka mieli sporo szczęścia, ponieważ najpierw za faul na Jankowskim zaledwie żółtą kartką ukarany został Fojut, a później arbiter uznał nieprawidłowego gola zdobytego przez Cetnarskiego. Lider z Wrocławia z całą pewnością nie zachwycił. Choć Śląsk do swojego konta dopisał jednak punkt, to jednak z sytuacji w tabeli można wywnioskować, iż remis z ruchem potraktowany zostanie raczej jako strata dwóch oczek. A o komplet w kolejnym spotkaniu będzie niezwykle trudno. Następnym rywalem Sebastiana Mili i spółki będzie bowiem Legia.
A propos warszawian. Oni również nie zachwycili. Do Zabrza jechali jako zdecydowany faworyt. Górnik zagrał jednak doskonale. Cała defensywa spisała się na medal, nie dała rozwinąć skrzydeł ofensywnym zawodnikom Legii. Również z przodu Adam Nawałka mógł liczyć na swoich piłkarzy. Znakomite zawody rozegrali Olkowski oraz Nakoulma, którzy dzięki swojej dobrej postawie znaleźli się w naszej jedenastce kolejki. Co można powiedzieć o „Wojskowych”? Jeżeli myślą o mistrzostwie Polski, to z całą pewnością taki mecz jak w Zabrzu nie może im się powtórzyć.

Niespodzianką był również remis Wisły w Lubinie. Pierwszy oficjalny mecz w tym roku wiślacy rozegrali kilka dni wcześniej i zaprezentowali się w nim fantastycznie. Wprawdzie bramkowego remisu w spotkaniu u siebie nie można uznać za wielki sukces, ale jeśli spojrzymy na okoliczności, w których „Białej Gwieździe” przyszło toczyć bój przez większość spotkania, postawa podopiecznych Kazimierza Moskala zasługuje na uznanie. W niedzielnym spotkaniu mało kto stawiał więc na Zagłębie. Czerwona latarnia naszej ligi zawiesiła jednak mistrzowi kraju poprzeczkę bardzo wysoko. Na swoim normalnym, wysokim poziomie zagrali w zasadzie chyba tylko Wilk i Melikson. Ten drugi wiosną zaczyna błyszczeć i wydaje się, że po kontuzji nie ma już śladu. Oby potwierdził to w czwartkowym meczu w Liege.











