Nie tego spodziewali się kibice Der Werkself przez sezonem. Bayer Leverkusen przez wielu ekspertów typowany był do walki o czołowe miejsca w tabeli. Więksi optymiści drużynę trenera Heiko Herrlicha widzieli nawet jako stawiającą czoła Bawarczykom. Nic jednak z tych rzeczy. Zamiast walki o choćby pierwszą czwórkę jest niepewna sytuacja w środku tabeli, a pod nogami trenera powoli wali się grunt. Czy w Leverkusen znowu postawią na innego szkoleniowca?
Na obecną chwilę sytuacja Aptekarzy jest nie do pozazdroszczenia. Drużyna ma jedynie trzy punkty przewagi nad strefą spadkową i jest to z pewnością powód do niepokoju. Chwaleni za poprzedni sezon zawodzą i jedynie w Lidze Europy dają powody do optymizmu. Tam udało się wywalczyć awans na dwie kolejki przed zakończeniem fazy grupowej. Jednak by grać w Europie w następnym sezonie potrzeba zdecydowanie lepszych wyników. Tymi, jakie Bayer osiąga w bieżącym sezonie trudno straszyć większych przeciwników. Na obecną chwilę mało komu trzęsą się nogi przed spotkaniem z ekipą z Leverkusen.
Bez strat, a jest gorzej
Bayer latem nie stracił swoich najlepszych zawodników. Leon Bailey rozchwytywany przez europejskich gigantów postanowił pozostać w Niemczech i pomóc klubowi w budowaniu zespołu, który mógłby osiągać lepsze wyniki. Ruch ten ze strony zarządu klubu należy uznać wręcz za wzmocnienie, ponieważ utrzymanie takiego piłkarza, gdy inni się o niego biją, jest nie lada wyczynem. Mało tego, pozostał także Julian Brandt, wielka nadzieja niemieckiej piłki. Nie zmienił się również trener, który sezon 2017/18 może uznać za udany. Heiko Herrlich zbudował ciekawą ekipę i to w dużej mierze opierając ją na młodych piłkarzach, do których należy zaliczyć jeszcze: Kaia Havertza, Panagiotisa Retsosa, Jonathana Taha czy Tina Jedvaja.
Nie brakuje także innych ważnych postaci, które nieźle sobie radziły w poprzednim sezonie, a w dodatku skład wzmocniono kilkoma innymi twarzami. Niemalże z miejsca pozycję między słupkami wywalczył sobie Lukas Hradecky sprowadzony z Eintrachtu Frankfurt. Fin, gdy powrócił po kontuzji, od razu posadził na ławkę starszego od siebie Ramzana Ozcana. Szybko miejsce w zespole znalazł sobie również Aleksandar Dragović wypożyczony z Leicester City. Szybko w zespole swoją pozycję wywalczył też Mitchell Weiser, którego sprowadzono z berlińskiej Herthy. Całość letnich wzmocnień dopełnił Paulinho. Brazylijczyk kosztował najwięcej, bo aż 25 mln euro, co na budżet transferowy Bayeru nie jest wcale małą kwotą. Należy jednak podkreślić, że transfer ten jest inwestycją na przyszłość. Może za jakiś czas o Paulinho będzie tak głośno jak o wspomnianym na początku Jamajczyku.
Heiko Herrlich na gorącym krześle
46-letni szkoleniowiec robi, co może, by sytuacja jego drużyny poprawiła się w 1. Bundeslidze. Coś jednak nie idzie. Ofensywa, która straszyła na papierze resztę stawki, dziś wywołuje uśmiechy politowania na twarzach rywali. Właściwie Bayerowi wyszły dwa mecze, jeżeli mowa o silnych zespołach z niemieckiego podwórka. Najpierw 28 października o potencjale ofensywnym Der Werkself przekonali się piłkarze Werderu Brema, którzy polegli na własnym terenie 2:6. Kilka dni później poległa druga w tabeli Borussia Monchengladbach, która w Pucharze Niemiec przegrała także u siebie, tyle że 0:5. Prócz tych pogromów Bayer już tak nie szalał. Zdecydowanie więcej zaliczał wpadek jak choćby z SC Freiburg czy Hannoverem 96.









