W Polsce zapanowała pewnego rodzaju moda, a może raczej choroba, na którą cierpią właściciele klubów. Majętni dobrodzieje – gdy coś im się nie spodoba – chcą bowiem za wszelką cenę przestawiać klocki i zmieniać je według własnego uznania. Mają do tego pełne prawo, bo przecież duże zasoby gotówki pozwalają na to, żeby szastać nią bez większych ograniczeń i bez rozmysłu. Jednak ktoś musi w końcu zadać trudne pytanie: gdzie ich to zaprowadzi?

Jeśli wyniki dwóch czy trzech meczów nie są zgodne z oczekiwaniami właściciela to winny jest oczywiście trener. Wiadomo, że kto płaci, ten również wymaga, ale najczęściej jest tak, że na efekty czyjejś pracy czeka się rok, dwa, czasem nawet dłużej. Oczywiście, zdarza się, że należy działać gwałtownie, żeby nie wylądować z ręką w nocniku, ale podobnie można skończyć, wykonując kilka pochopnych ruchów. Zbyt szybkie decyzję są tym bardziej bolesne, że znacznie bardziej kosztowne, a od pewnego czasu można zauważyć, że ich efekt jest wyjątkowo mizerny.
Przez kilka ostatnich lat prym w tej roli wiodła Wisła Kraków. W mieście nad Wisłą swego czasu zwalniano jednego trenera po drugim, wypłacając im pensje przez pewien czas od zwolnienia lub płacąc wysokie odszkodowanie. A należy pamiętać, że szkoleniowcy Wisły swoje oczekiwania finansowe mieli niemałe, bo „Biała Gwiazda” zazwyczaj zatrudniała szkoleniowców ze znanym nazwiskiem. W efekcie każda zmiana trenera łączyła się z wymianą kadry, przychodzili ulubieńcy szkoleniowców, piłkarz z zagranicy, a młodzież bez końca czekała na swoją szansę. Wreszcie Wisła popadła w przeciętność, a obecnie zajmowane siódme miejsce jest w dużym stopniu zasługą szczęśliwych zwycięstw w końcówkach, a nie rzeczywistej siły drużyny.

W ostatnim czasie pałeczkę od Wisły przejęła warszawska Polonia. Spodziewano się, że ofensywa transferowa i zatrudnienie trenera Jose Marii Bakero będzie pierwszym krokiem do stabilizacji w klubie z ulicy Konwiktorskiej. Nic bardziej mylnego. Prezes Józef Wojciechowski tylko czekał na pretekst do zwolnienia hiszpańskiego szkoleniowca, żeby powierzyć rolę opiekuna „Czarnych Koszul” Pawłowi Janasowi. Nie sposób ocenić, czy była to dobra decyzja, bo nikt nie wie, jakie wyniki miałaby Polonia, gdyby Bakero pozostał na swoim stanowisku. Liczby jednak nie kłamią, a one przemawiają przeciwko Janasowi i Wojciechowskiemu. Stołeczny zespół po dobrym starcie zaczął przegrywać lub remisować, nie wypracował stylu, którego oczekiwał prezes, w efekcie ósma w tabeli Polonia traci dystans do czołówki i może powoli zapominać o mistrzostwie Polski.












