Kto zasługuje na miano rewelacji jesieni w polskiej Ekstraklasie? Kandydatów jest wiele, liderująca Jagiellonia Białystok, wracający do czołówki Górnik Zabrze i przeżywająca najlepsze chwile w swojej historii Lechia Gdańsk. Jednak najbardziej ze wszystkich zaskakuje PGE GKS Bełchatów, który miał walczyć o utrzymanie a tymczasem jest w czubie tabeli.
Bełchatów miał bardzo udany poprzedni sezon. Kibice mieli powody do zadowolenia, gdyż GKS zajął wysokie piąte miejsce na koniec rozgrywek. Jednak już w trakcie rundy wiosennej szykował się prawdziwy odwrót związany z masowym odpływem czołowych zawodników. I rzeczywiście, odeszli Patryk Rachwał, Jakub Tosik, Dariusz Pietrasiak, Mariusz Ujek, Maciej Korzym… Wymieniać można by było dalej, ale zajęłoby to zbyt dużo miejsca. Do tego jeszcze przyszedł nowy szkoleniowiec. Dobrze rokującego Rafała Ulatowskiego zastąpił nikomu nie znany Maciej Bartoszek i chyba nikt nie wierzył, że tak niedoświadczony trener poradzi sobie z zaistniałą sytuacją.

Początek sezonu zapowiadał jednak zupełnie coś innego. Dobra forma Marcina Żewłakowa zapewniła bełchatowianom kilka cennych punktów, lecz wciąż wszyscy wątpili w to, że „Brunatni” zostaną w czołówce po zakończeniu piłkarskiej jesieni. W końcu z cienia zaczęli wychodzić inni, Grzegorz Kuświk i Kamil Poźniak udowodnili, że nauczyli się wiele od swoich byłych kolegów z boiska i przyłożyli kolejne cegiełki do wywalczenia czołowej pozycji na koniec rundy. Znakomicie spisywał się także Grzegorz Baran, który w przerwie letniej zamienił grający w europejskich pucharach Ruch Chorzów na Bełchatów właśnie. No i oczywiście Łukasz Sapela, dwojący się i trojący w bramce, wyciągający momentami piłki, które zdawały się być nie do obrony. Z tymi zawodnikami w roli głównej utworzył się zespół, który w pełni zasłużenie znajduje się na wysokim piątym miejscu. Potwierdzają to zwycięstwa z Lechem, Legią i Polonią, remis z Wisłą Kraków i cenny triumf nad drugim kandydatem do rewelacji jesieni, Lechią Gdańsk.
Gdzieś w tym całym zamieszaniu zagubił się Dawid Nowak, który chciał odejść, a nawet już podpisał kontrakt z warszawską Polonią. Ostatecznie po różnych nieporozumieniach piłkarz zdecydował się zostać w klubie z ulicy Sportowej. Wydawało się, że z nie przygotowanego Nowaka trener Bartoszek nie będzie miał zbyt wiele pożytku, ale logika po raz kolejny zawiodła i w meczu przeciwko swojemu niedoszłemu pracodawcy bełchatowski snajper popisał się hat-trickiem i znów trzy punkty zostały przy ulicy Sportowej.
Taka sytuacja nie jest precedensem na polskich stadionach. Wystarczy się cofnąć nieco ponad dziesięć lat wstecz i przyjrzeć się warszawskiej Legii. Po dobrych występach w Lidze Mistrzów i przegranej walce o mistrzostwo Polski Legia sprzedała pół składu, oddając też dwójkę czołowych zawodników do największego wówczas rywala, Widzewa Łódź. Wbrew zapowiedziom legioniści w znacznie zmienionym składzie wygrywali mecz za meczem i dopiero w ostatnich pojedynkach sezonu, po bezpośredniej porażce z łodzianami, stracili szanse na tytuł mistrzowski. Bełchatów to nieco mniejszy rozmiar kapelusza niż ówczesna Legia, jednak podobieństw pomiędzy Legią z końca lat dziewięćdziesiątych i dzisiejszym PGE GKS-em można dopatrzeć się wiele.











