Lech Poznań, Legia Warszawa, Wisła Kraków, Jagiellonia Białystok i Polonia Warszawa, te kluby zdaniem ekspertów miały dominować w tegorocznych rozgrywkach ligowych. Nikt nie przewidział jednak, że do grona faworytów wedrze się Lechia Gdańsk. I to w jakim stylu! Zwycięstwa 5:1 z Górnikiem Zabrze i 3:0 z warszawską Legią nie pozostawiają złudzeń, że pozycja gdańszczan w tabeli nie jest dziełem przypadku.

Przed sezonem można było zaobserwować w Gdańsku niepokojące zjawisko. Na stadion przy ulicy Traugutta zjeżdżali się piłkarze z najróżniejszych zakątków świata i przez kilka dni pod okiem szkoleniowców trenowali z pierwszym zespołem. Trudno policzyć, ilu zawodników zjawiło się na owym castingu, ale wystarczy powiedzieć, że byli wśród nich Albańczycy, Amerykanie, Grecy, Estończyk, Izraelczyk czy Ormianin. Niektórzy eksperci ze zdziwieniem pukali się w czoło, bo Lechia testowała kogo się dało, ale kontraktów długo z nikim nie podpisywała. W końcu nadeszła wiekopomna chwila i spośród tabunów piłkarzy, jacy przewinęli się przez stadion przy ulicy Traugutta, podpisano kontrakt z Brazylijczykiem Deleu i Litwinem Andriuskeviciusem. Następnie już w trakcie sezonu do drużyny dołączyli Abdou Razack Traore, Bedi Buval i Aleksandr Sazankow. A więc ostatecznie lechiści zdołali dokonać kilku transferów, choć początkowo przy tych posunięciach niewielu kibiców dostrzegało u władz klubu rozsądek.

Początek sezonu pokazał jednak coś zupełnie niespodziewanego. W pierwszym składzie od początku znaleźli się Andriuskevicius i Deleu. Oczywiście Lechia nie zachwycała, bo po trzech meczach miała zaledwie dwa punkty, ale gra podopiecznych Tomasza Kafarskiego wyglądała z każdym meczem coraz lepiej. W końcu maszyna zatrybiła w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław, a jej ważnym elementem z marszu stał się sprowadzony z Rosenborga Trondheim Traore. Później przyszło nieszczęśliwe i chyba niezasłużone potknięcie z PGE GKS-em Bełchatów, ale już w następnym meczu kolejna nowa twarz pokazała, że idealnie pasuje do gdańskiej układanki. Po golu Bedi Buvala Lechia pokonała Cracovię i miała już na swoim koncie osiem punktów. Co ciekawe do tego czasu wszyscy mówili, że rywale, z którymi zespół Tomasza Kafarskiego zwyciężał, mieli po prostu słabszy dzień. Jednak ta teoria runęła po pojedynkach z Górnikiem Zabrze, który wówczas był wiceliderem. Najpierw w Pucharze Polski gdańszczanie zwyciężyli w Zabrzu 2:0, a następnie rozgromili czternastokrotnych mistrzów Polski na swoim boisku 5:1. W tym spotkaniu na listę strzelców wpisał się kolejny nowy nabytek – Aleksandr Sazankow. To nie zachwyciło fachowców, którzy spodziewali się, że w kolejnym meczu „Biało-zielonych” na ziemię sprowadzi Legia Warszawa. Nic z tych rzeczy, to Lechia sprowadziła na ziemię legionistów oraz wszystkich znawców, którzy wątpili w siłę zespołu z ulicy Traugutta. Teraz już nikt nie wątpi, że gdańszczanie mogą odegrać bardzo ważną rolę w bieżącym sezonie, nikt też nie będzie naśmiewał się z castingu, jaki lechiści przeprowadzili przed sezonem.












