Valencia przegrała 0:1 z Barceloną w szlagierowym spotkaniu 26. kolejki Primera Division, a zwycięstwo Katalończykom zapewnił tradycyjnie już Leo Messi. Spotkanie na Mestalli stało na niezłym poziomie, jednak bezzębna drużyna gospodarzy nie potrafiła znaleźć sposobu na pokonanie rywala, który tego dnia był do ogrania.
Absolutny hit kolejki – tak zapowiadano to spotkania i wiele było w tym racji, wszak przeciwko sobie stanęły pierwsza i trzecia drużyna „najlepszej ligi świata”, jak przypominają przy każdej możliwej okazji komentatorzy hiszpańskiej telewizji. Gospodarze nie przystępowali do tego spotkania jako faworyci, co pokazali także wyjściowym ustawieniem, w którym na próżno można było szukać rasowego napastnika. Defensywna taktyka „Los Ches” nie mogła dziwić, natomiast jedyną niespodzianką w składzie „Blaugrany” był brak Pedro. Do Walencji zdążył natomiast dolecieć wyczarterowanym samolotem David Villa, którego występ stał pod znakiem zapytania z powodu konieczności pojawienia się w sądzie tego dnia. Dla „El Guaje” był to pierwszy mecz przeciwko byłemu pracodawcy od czasu transferu do Barcelony.

O tym, jak ważny był to mecz, niech świadczy fakt, że tylko dwa razy w sezonie kibice zgromadzeni na Estadio Mestalla przygotowują taką oprawę, jaką zaprezentowali tego wieczoru. Jedna z nich to przyjazd Realu, druga miała miejsce dzisiaj. Chóralne śpiewy i grająca przez większą część meczu orkiestra akompaniowały graczom, którzy postarali się stworzyć ciekawe widowisko, które lepiej rozpoczęli gospodarze. W 4. minucie dobrą sytuację strzelecką stworzył sobie najbardziej ofensywnie ustawiony Juan Mata, ale jego strzał z kilkunastu metrów przeleciał tuż obok prawego słupka bramki. Pomimo defensywnego ustawienia, dość nieoczekiwanie to „Nietoperze” zdominowali przebieg pierwszych minut w tym spotkaniu, raz po raz przeprowadzając groźne ataki. Taka sytuacja nie mogła się jednak długo utrzymywać i już pierwsza groźna akcja gości mogła skończyć się golem – w 9. minucie fatalnie do tyłu zagrał Banega, a uczynił to tak nieszczęśliwie, że wystawił piłkę Messiemu. Argentyńczyk przegrał jednak pojedynek sam na sam z Guaitą, pierwszą dobitkę zablokował natomiast Ricardo Costa, a drugą dobitkę zdołał już złapać bramkarz – to była stuprocentowa sytuacja dla Barcelony, sytuacja, której Messi nie zwykł marnować.
Kolejna groźna sytuacja miała miejsce w 15. minucie, ale osamotniony Adriano oddał lekki strzał z narożnika pola karnego, który bez problemów wyłapał Guaita. Dość nieoczekiwanie to Adriano należał do jednych z najaktywniejszych graczy w pierwszej połowie – raz po raz „szarpał” obronę gospodarzy, kilkukrotnie uderzając w dalszej części gry z dystansu, jednak za każdym razem niecelnie. Taka postawa ustawionego na lewej obronie zawodnika wynikała też z bardzo biernej gry w ofensywie Daniego Alvesa, kompletnie niewidocznego w pierwszej części spotkania. Kolejny gol był w zasięgu Barcelony w 18. minucie, ale po rzucie rożnym Busquets mimo iż uprzedził Guaitę, nie zdołał skierować piłki do siatki. Valencia mogła się jednak bardzo groźnie odgryźć w 20. minucie, kiedy to kontrę po minięciu Pinto golem zakończył Jordi Alba, jednak sędzia słusznie nie uznał bramki, gdyż skrzydłowy znajdował się w momencie podania na pozycji spalonej. Przy tej sytuacji ucierpiał bramkarz gości, który przez kilka dłuższych chwil nie podnosił się z murawy, jednak ostatecznie nominalny trzeci golkiper Barcelony, Mino, nie dostał szansy debiutu. W 31. minucie powinno było być 0:1, ale kolejną stuprocentową sytuację zmarnował Messi, który w sytuacji 2-1 przerzucił piłkę nad Guaitą, jednak przerzucił ją też minimalnie nad poprzeczką i na tablicy wyników wciąż widniał wynik remisowy.












