Deportivo przegrało z Barceloną 0:4 w ostatnim, sobotnim meczu 18. kolejki Primera Division. Po ciężkiej przeprawie z Athletikiem w Pucharze Króla, wydaje się że „Blaugrana” wraca do swojej wysokiej strzeleckiej dyspozycji. Zwycięstwo przyjezdnym zapewniły bramki Villi, Messiego, Iniesty i Pedro.
Barcelonie bardzo zależało na pierwszym w 2011 roku zwycięstwie, jednak Deportivo na El Riazor jest bardzo wymagającym przeciwnikiem – dość powiedzieć, że w tym sezonie u siebie przegrało dotychczas tylko z Almerią, w pozostałych siedmiu spotkaniach wywalczając przynajmniej remis. Na ten mecz trener Lotina przygotował specjalną taktykę, rezygnując ze swojej tradycyjnej koncepcji z piątką obrońców na rzecz ustawienia ich z liczbą zmniejszoną o jednego gracza. Jak się później okazało, niewiele to jednak pomogło.

Po burzliwej podróży samolotem i nerwowym lądowaniu w La Coruni, ekipa Barcelony nie zakładała już więcej problemów podczas wyprawy do Galicji, włączając w to spotkanie na El Riazor. Trener Guardiola dał odpocząć w tym spotkaniu Xaviemu, Alvesowi i Busquetsowi, którzy jeszcze na pewno czuli w nogach wymagające starcie na San Memes. Mógł być on natomiast zadowolony z powrotu do składu dwójki swoich stoperów – Puyola i Pique. Dodatkowo na ławce rezerwowych pojawił się najnowszy nabytek „Barcy”, Ibrahim Affelay, który otrzymał już pozwolenie na grę.
Od pierwszych minut tego spotkania widać jednak było, że wcale tak łatwo o zwycięstwo nie będzie. Dobrze kierowana obrona Deportivo skutecznie rozbijała liczne ataki „Blaugrany”, tylko sporadycznie pozwalając zabójczemu tercetowi Messi – Villa – Pedro przedostać się pod pole karne. Co więcej, gospodarze nie zamierzali wcale ograniczać się do samej defensywy – zapewne mieli w głowach to, jaki los podzieliły zespoły, które rozpoczynały rywalizację przeciwko mistrzowi Hiszpanii z takim właśnie założeniem. Dość niespodziewanie, to Deportivo pierwsze mogło zdobyć gola – w 20. minucie po błędzie Pique i nieudanej pułapce ofsajdowej Adrian znalazł się w idealnej sytuacji, ale kiedy piłka spadła przed nim na dziesiątym metrze, instynktownie uderzył, jednak posłał futbolówkę obok lewego słupka.
A o tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, gospodarze przekonali się już pięć minut później – Iniesta podał ze środka boiska na prawe skrzydło do Messiego, a ten prostopadłym podaniem obsłużył Villę, który w sytuacji sam na sam posłał piłkę między nogami Aranzubii i na El Riazor było 1:0 dla przyjezdnych. Obrońcy mogli się tylko zastanawiać, jak w miejscu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej nikogo nie było, nagle, jak spod ziemi, pojawił się bramkostrzelny Asturyjczyk.













