Barcelona ostatecznie zdołała wygrać 2:1 z Osasuną, mimo iż do przerwy przegrywała na Estadio Reyno de Navarra 0:1. Oznacza to, że w ćwierćfinale Pucharu Króla drużyna Pepa Guardioli zmierzy się z Realem Madryt.
Dość zaskakująco rozpoczął się mecz w Pampelunie, bo żadna z drużyn nie kwapiła się do ataku. O ile Barcelonę można zrozumieć, bo awans zapewniony już praktycznie miała i grała w rezerwowym składzie, to Osasuna pozostawiała po sobie nie najlepsze wrażenie, mimo że drużyna ta zawsze odznaczała się wielką wolą walki. I nieważne jest to, że w pierwszym meczu poległa 0:4. W każdym razie pierwsze dziesięć minut upłynęło nam na nudnej grze w środku boiska, która przerwana została zaledwie raz, w 6. minucie, kiedy to po zejściu z lewej strony do środka groźny strzał oddał Pedro, jednak na rzut rożny zdołał wybić go Riesgo.

Dopiero w 17. minucie w końcu zagotowało się na boisku, a konkretnie w polu karnym Barcelony. Zabawy Pinto z Abidalem, wprowadzonym chwilę wcześniej na boisko za kontuzjowanego Fontasa, we własnym polu karnym zakończyły się prostą stratą, piłkę spod nóg Francuza wyłuskał Calleja i od razu dograł ją na piąty metr, gdzie ustawiony był Leka. Ten minął strzałem Pinto, ale przed linią bramkową skutecznie głową interweniował Pique. Nie był to jednak koniec, bo futbolówka spadła pod nogi Punala, ale i jego strzał nie znalazł drogi do siatki, ponieważ na drodze stanął już golkiper „Blaugrany”. Sześć minut później szczęścia próbował Cejudo, ale jego bomba z woleja z dwudziestu metrów przeleciała wysoko nad poprzeczką.
Postraszona nieco Barcelona próbowała w kolejnych minutach zaczepnych akcji ofensywnych, ale przeważnie były to indywidualne próby, które kończyły się na wysokości pola karnego przeciwnika. Kiedy zawodnicy widzieli, że i to nie idzie, Cuenca próbował wymusić na arbitrze podyktowanie rzutu karnego, jednak Velasco Carballo na całe szczęście nie dał się nabrać. W 37. minucie odgryźli się gospodarze i gdyby po ich akcji padła bramka, moglibyśmy tylko wstać i bić im brawo. Najpierw Punal w środku boiska ograł jak dzieci trzech zawodników „Dumy Katalonii”, jednemu z nich zakładając nawet siatkę, po czym zagrał długą piłkę na lewą stronę. Stamtąd Satrustegui posłał znakomite dośrodkowanie na trzynasty metr pola karnego gości, gdzie bez przyjęcia huknął z woleja Lekić. Jego uderzenie przeleciało niestety 20-30 centymetrów obok prawego słupka Pinto. Chwilę później w polu karnym Osasuny znalazł się Pique i mógł zdobyć bardzo szczęśliwego gola, ale w sytuacji połapał się w porę Asier Riesgo.
W końcu nadeszła 41. minuta meczu. Lepiej prezentująca się w tym starciu Osasuna znowu wykorzystała błąd przyjezdnych, odbierając im piłkę przed ich „szesnastką”. Futbolówka szybko powędrowała do Lekicia, który bez zastanowienia huknął w krótki róg i pokonał Jose Manuela Pinto. Na Estadio Reyno de Navarra mieliśmy sensacyjne prowadzenie gospodarzy. Trzy minuty później mogło być 2:0. Znowu tragicznie zachowała się defensywa „Blaugrany”, która oddała piłkę pod nogi rywala. Szczęśliwcem okazał się Cejudo, który ruszył do przodu i oddał strzał z ostrego kąta, jednak piłka powędrowała w trybuny. W pierwszej połowie gospodarzom zabrakło już czasu na podwyższenie rezultatu i arbiter zakończył pierwszą część przy stanie 1:0. Pep Guardiola w przerwie musiał coś zmienić.












