Sensacja stała się faktem. Villarreal zremisował bezbramkowo z Barceloną w ostatnim sobotnim spotkaniu 21. kolejki Primera Division. To już kolejny w tym sezonie fatalny występ Katalończyków na boisku rywala. Występ, który sprawił, że po tej kolejce przewaga „Los Merengues” wzrosła już do siedmiu punktów.
Villarreal – zespół mający przed tą kolejką tyle samo punktów, co będąca w strefie spadkowej Granada. Zespół, który w tym sezonie zdobył 18 goli, z czego 1/3 trafił najlepszy strzelec, Marco Ruben. FC Barcelona – wicelider rozgrywek, który w tym sezonie strzelił 59 goli, a sam Leo Messi zdobył więcej bramek niż cały zespół „Żółtej Łodzi Podwodnej”. To chyba wystarczająco mówi o tym, kto ten mecz po prostu musiał wygrać. Nawet brak kontuzjowanych Iniesty czy Alexisa nie mógł sprawić, że ktokolwiek na El Madrigal marzyłby przynajmniej o urwaniu punktów „Blaugranie”. W sierpniu na Camp Nou gospodarze wygrali aż 5:0 i kibice nie mieli wielu powodów, aby optymistycznie myśleć o tym spotkaniem.

Pierwszy raz goście zagrozili bramce Diego Lopeza już w 3. minucie, kiedy to piłkę w polu karnym przejął Dani Alves, jednak jego strzał z kilku metrów intuicyjnie nogą odbił bramkarz. Następna godna zanotowania akcja to sytuacja z 10. minuty, kiedy to Cani oddał pierwszy celny strzał na bramkę Valdesa – strzał celny, ale bardzo słaby. W 17. minucie nikt chyba nie wiedział, jakim cudem nie padł gol dla Barcelony – świetnym, dalekim podaniem do Messiego popisał się Alves, a znajdujący się sam na sam z Lopezem Argentyńczyk, zamiast mijać bramkarza, zdecydował się przerzucić piłkę nad nim, ta jednak o centymetry przeleciała obok słupka. Mimo iż na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis, to goście ciągle dominowali na boisku, a szczególnie groźna była współpraca właśnie pomiędzy dwoma najlepszymi zawodnikami na boisku, Alvesem i Messim.
Villarreal miał jednak swoje szanse. W 27. minucie, po dośrodkowaniu Borjy Valero i błędzie Valdesa, który źle obliczył tor lotu piłki i nie porozumiał się z Pique, futbolówka dużym lobem zaczęła zmierzać do bramki, jednak tam świetnie ustawiony był Mascherano, który wybił piłkę z linii końcowej. Przez dalszą część pierwszej połowy dość niespodziewanie to gospodarze byli stroną o wiele groźniejszą. Najpierw w 35. minucie do dalekiej piłki pierwszy zdążył Marco Ruben i przepchnął Pique, ale wypychany przez Puyola oddał strzał, który poleciał w najwyższe rzędy trybun. Sekundy później „Żółta Łódź Podwodna” miała kolejne dwie sytuacje – najpierw z kilkunastu metrów uderzył Marcos Senna, ale dobrą interwencją Valdes zbił piłkę na rzut rożny, a kilkanaście sekund później tylko pozycja spalona Gonzalo Rodrigueza sprawiła, że gospodarze sensacyjnie nie objęli prowadzenia. To były naprawdę trudne minuty dla „Blaugrany”, która była bardzo blisko powtórki z dzisiejszego meczu Realu Madryt, czyli gonienia rywala. Przed spotkaniem z Barceloną sztab gospodarzy mówił, że weźmie przykład ze środowej taktyki „Los Merengues”, jednak mało kto spodziewał się, że naprawdę są oni w stanie zagrozić Katalończykom.











