Sevilla zremisowała z FC Barcelona 1:1 w najciekawszym meczu 28. kolejki Primera Division. Spotkanie to miało dwa oblicza – w pierwszej połowie absolutnie dominowali goście, w drugiej to Sevilla nie pozwalała Katalończykom na dużo. Antybohaterem spotkania został niestety sędzia Perez Lasa, który nie uznał prawidłowo zdobytego gola Leo Messiego oraz nie chciał odgwizdać ewidentnego rzutu karnego po faulu na Bojanie w drugiej części spotkania.
Mecz na Sanchez Pizjuan był słusznie zapowiadany jako hit 28. kolejki spotkań. Przeciwko sobie stanęły dwie drużyny, dla których remis nie był zadowalającym rezultatem – gospodarze, po kilku gorszych spotkaniach, stracili kontakt ze strefą pucharową i bardzo potrzebowali punktów, aby tę stratę jak najszybciej nadrobić. Niestraszne im było nawet wspomnienie ostatniego spotkania z „Dumą Katalonii”, które przegrali aż 0:5. Dodatkowo musieli pożegnać się z Luisem Fabiano, który zdecydował się ze skutkiem natychmiastowym wrócić do Brazylii, dostał jednak przed pierwszym gwizdkiem sędziego szansę na pożegnanie się z kibicami, którzy nagrodzili go owacją na stojąco za wszystkie sukcesy, jakie pomógł osiągnąć klubowi ze stolicy Andaluzji. Katalończycy z kolei potrzebowali bardzo punktów, aby bezpieczna przewaga nad Realem Madryt nie zmalała. Do składu Barcelony wrócił Victor Valdes, zatem goście w niemal najsilniejszym składzie wydawali się faworytem tego spotkania.

Pierwsze minuty potwierdziły, że to Katalończycy byli bardziej zmotywowani, a pierwszą bramkową sytuację stworzyli sobie oni już w 8. minucie spotkania. Tuż przed polem karnym po zagraniu Messiego ręką zagrał Fazio, a chwilę później z rzutu wolnego idealnie przymierzył właśnie Argentyńczyk i piłka wpadła do siatki, jednak ku zdziwieniu wszystkich, sędzia gola… nie uznał, gdyż odgwizdał faul (?) Busquetsa, który w normalny sposób stał obok rywala i nawzajem sobie przeszkadzali, usiłując zrobić sobie jak najlepsze miejsce. Sytuacja ta jednak nie miała żadnego wpływu na strzał Messiego, chyba nikt nie nazwałby jej nawet przewinieniem, jednak sędzia z tylko dla siebie zrozumiałych powodów gola nie uznał. Kilka minut później Barcelona straciła także Pedro, który z powodu kontuzji musiał już po kwadransie gry opuścić boisko, a na jego miejsce zameldował się Bojan, który jak zwykle ambitnie starał się wypracować sobie sytuację strzeleckie. Całą pierwszą połowę goście wręcz gnietli rywala, nie pozwalając mu nawet na przejście na połowę rywala. Dodatkowo, to zdecydowanie nie był dzień sędziego liniowego, który w pierwszych minutach spotkania dwukrotnie pokazywał pozycję spaloną graczy z Katalonii, mimo iż byli oni albo w linii z ostatnim obrońcą, albo nawet przed. Ciężko było jednak stwierdzić, czy sędzia krzywdził Barcelonę, czy tylko miał zły dzień, gdyż Sevilla nie stwarzała sobie żadnych sytuacji i nie można było powiedzieć, czy myliłby się dla dwóch stron jednakowo.











