Na zakończenie inauguracyjnej kolejki Primera Division Barcelona rozgromiła na Camp Nou Villarreal aż 5:0. Wyścig między „Blaugraną” i Realem Madryt zaczyna się już więc od pierwszej kolejki, bo wczoraj „Królewscy” wygrali z Saragossą 6:0.
Barcelona nie mogła trafić trudniejszego rywala (no może oprócz Realu Madryt) na inaugurację sezonu Primera Division. Szkoleniowiec „Blaugrany”, Pep Guardiola, w wielu wywiadach podkreślał, że mecze z Villarrealem, obok tych z „Królewskimi”, są dla jego zespołu najtrudniejszymi w ligowym sezonie. Mimo to Guardiola nie zawahał się posadzić na ławce rezerwowych Xaviego i Davida Villi. Na murawie od pierwszych minut pojawił się za to Cesc Fabregas, dla którego był to symboliczny powrót na Camp Nou. Jeszcze bardziej przemeblowana została defensywa „Dumy Katalonii” – zagrać nie mogli kontuzjowani Pique, Adriano, Maxwell i Puyol. Dodatkowo Dani Alves musiał odcierpieć za kartkowe grzechy z poprzedniego sezonu.

Mimo tak poważnych ubytków w składzie, pierwsza do natarcia ruszyła Barcelona. Sygnał do ataku dał Pedro, który z dużą ochotą rajdami lewym skrzydłem próbował rozmontować defensywę „Żółtej Łodzi Podwodnej”. I to właśnie Hiszpan jako pierwszy stanął przed szansą na otworzenie wyniku. Uderzał głową po dobrej centrze z prawego skrzydła, ale przeniósł piłkę wysoko nad bramką. Niepowodzenie akcji numer jeden tylko rozdrażniło piłkarzy Guardioli, którzy coraz odważniej atakowali bramkę Diego Lopeza. Chwilę po szansie Pedro w polu karnym szarżował Fabregas, ale były zawodnik Arsenalu zagalopował się z dryblingiem i nie zdołał nawet oddać strzału na bramkę Villarrealu.
Kilka minut później sprzymierzeńcem Diego Lopeza okazała się poprzeczka, która uratowała gości po dobrym strzale głową Sergio Busquetsa. Barcelona powoli rozwijała skrzydła, a piłkarze Juana Garrido koncentrowali się wyłącznie na bronieniu dostępu do własnej bramki. I to się na nich zemściło w 25. minucie. Thiago rozpędził się środkiem pola i mimo asysty obrońców, którzy spodziewali się podania Hiszpana do któregoś z kolegów, oddał strzał i piłka zatrzepotała w siatce bramki Lopeza.
W 37. minucie błysnął inny gracz Barcelony – konkretnie Victor Valdes. Po dość przypadkowej akcji w wyśmienitej sytuacji strzeleckiej znalazł się Giuseppe Rossi – piłka po jego uderzeniu odbiła się najpierw od poprzeczki, potem od ziemi i zmierzała do siatki, ale wtedy fantastyczną interwencją popisał się golkiper „Barcy”, który wygarnął futbolówkę z linii bramkowej.
W ostatniej minucie pierwszej połowy najszczęśliwszym człowiekiem na Camp Nou został Cesc Fabregas. Były gracz londyńskich „Kanonierów” podwyższył prowadzenie Barcelony po wyśmienitym podaniu od Messiego. Był to już drugi gol Hiszpana po powrocie do klubu z Katalonii tego pierwszego strzelił w meczu o Superpuchar Europy.










