FC Barcelona pokonała Real Sociedad 5:0 w ostatnim niedzielnym spotkaniu 15. kolejki Primera Division. Zwycięstwo Katalończyków ani przez chwilę nie było zagrożone, a „Duma Katalonii” całkowicie zdominowała przebieg spotkania.
Podobnie jak w spotkaniu Realu Madryt z ostatnim w tabeli Realem Saragossa, tak w potyczce mistrza z beniaminkiem na Camp Nou faworyt spotkania mógł być tylko jeden. W ostatnim spotkaniu, przeciwko Rubinowi Kazań w Lidze Mistrzów, Josep Guardiola wystawił rezerwowy skład, dając odpocząć swoim najważniejszym zawodnikom, co nie wróżyło dobrze niedzielnym rywalom. Trener desygnował do gry najsilniejszy skład, gdyż jedynymi kontuzjowanymi graczami w ekipie „Dumy Katalonii” są Jeffren i Gabriel Milito.

Real Sociedad nie był jednak zespołem z góry skazanym na porażkę – jeśli komplet punktów z Camp Nou udało się wywieźć Herculesowi, a remis ekipie Mallorki, to dlaczego nie szóstemu w tabeli beniaminkowi? Podopieczni Martina Lasarte od wielu meczów utrzymują równą i wysoką formę. Wielu liczyło przed tym meczem na zbierającego wysokie recenzje 19-letniego Antoine Griezmanna.
Pomimo wielkich zapowiedzi przyjezdnych, już pierwsze minuty pokazały, że w tym meczu grała będzie tylko jedna drużyna. Przewagę „Blaugrany” już w 9. minucie potwierdził David Villa, który wszedł niemal z piłką do siatki po pięknej akcji Messiego oraz Pedro, który odegrał wzdłuż linii bramkowej, gdzie do piłki dopadł „El Guaje”. Podpieczni Guardioli po raz kolejny grali w tym sezonie jak natchnieni – dziesiątki podań wymieniali między sobą Messi, Xavi, Iniesta, a akcje z przodu starali się wykończać Villa z Pedro.
Również defensywa spisywała się bez zarzutu – szansę w tym spotkaniu otrzymał Javier Mascherano i można powiedzieć, że wykorzystał ją w stu procentach. Przed meczem trener mówił, że nie można gracza w takiej formie sadzać na ławce, a on swoją grą to potwierdził – jego interwencje były pewne, a dodatkowo świetnie spisywał się jego kolega z defensywy, Dani Alves. To, co zrobił w 17. minucie, śmiało można by powiedzieć, że było bardziej w stylu Messiego niż Brazylijczyka – w pełnym biegu minął czwórkę rywali, zagrał z klepki z Villą i po minięciu kolejnych dwóch rywali uderzył na bramkę, ale niestety niecelnie – byłby to zapewne gol kolejki.
W 21. minucie kolejną akcję marzenie przeprowadziła Barcelona, ale po zagraniu Iniesty tylko obok bramki uderzył Pedro. W 29. minucie bardzo blisko strzelenia swojego pierwszego gola w tym spotkaniu był Messi, ale po indywidualnej akcji i minięciu Claudio Bravo piłkę z linii końcowej wybił jeden z obrońców. Minutę później jednak zagranie Daniego Alvesa można śmiało określić pudłem kolejki – po trójkowej akcji Messiego, Villi i Alvesa, po podaniu wzdłuż bramki od „El Guaje” piłka trafiła do Brazylijczyka, który… z odległości metra wybił ją do tyłu!












