FC Barcelona wygrała z Atletico Madryt 5:0 w ostatnim sobotnim spotkaniu 6. kolejki Primera Division. Wynik nie oddaje jednak tego, jak bardzo Katalończycy zdominowali to spotkanie, a ich grę w tym spotkaniu można opisać tylko w jeden sposób: deklasacja rywala. Hat-trickiem popisał się Lionel Messi, a pięknej urody były zwłaszcza dwa pierwsze trafienia Argentyńczyka, który za każdym razem swoim rajdem ośmieszał defensywę gości.
Starcie na Camp Nou słusznie uważano za najciekawsze w tej serii spotkań, jednak mało kto spodziewał się, że będzie tak jednostronne. Przeciwko sobie stanęli dwaj superstrzelcy, Lionel Messi z jednej i Radamel Falcao z drugiej strony. Barcelona po raz kolejny nie wystąpiła w optymalnym zestawieniu defensywy, bez Pique i Puyola, a na trybunach zasiedli kontuzjowani Iniesta i Affelay, natomiast Atletico wybiegło praktycznie w najsilniejszym składzie. W przeciwieństwie do środowego spotkania z Valencią, szansę od pierwszej minuty dostał David Villa. Josep Guardiola, w odróżnieniu do poprzedniego starcia, nie eksperymentował i cofnął Daniego Alvesa z powrotem na pozycję obrońcy, jednak ponownie wystawił tylko trójkę defensorów.

Spotkanie rozpoczęło się od poukładanej gry obydwu drużyn, a pierwsi bramkową sytuację stworzyli sobie goście, a konkretnie uczynił to Tiago, którego strzał z 20 metrów trafił w poprzeczkę. Rozzłościło to na pewno Katalończyków, którzy już w 10. minucie w swojej pierwszej sytuacji zdobyli bramkę. Kapitalnym podaniem popisał się Xavi, a w polu karnym piłkę na klatkę piersiową przyjął Villa, minął zwodem najpierw obrońcę, a później bramkarza i posłał piłkę do siatki – był to bez wątpienia imponujący początek w wykonaniu „El Guaje” i całej Barcelony. Z każdą kolejną minutę przewaga gospodarzy zdawała się wzrastać, a dowodem tego mogła być sytuacja z 13. minuty, kiedy to kolejne podanie od Xaviego otrzymał znajdujący się na pozycji spalonej Pedro. Sędzia jednak nie przerwał gry, ale Pedro w sytuacji sam na sam posłał piłkę obok dalszego słupka.
Minęły zaledwie dwie minuty, a Atletico przegrywało już 0:2. Tym razem sytuację zapoczątkował Pedro, który zabrał piłkę Godinowi, a później posłał ją w kierunku Messiego, będącego na pozycji spalonej. Argentyńczyk nie dotknął jednak piłki, zaczął biec obok Pedro, który dogonił piłkę i odegrał ją w polu karnym do Messiego, a ten strzelił, lecz prosto w Courtoisa. Bramkarz interweniował jednak tak nieszczęśliwie, że piłka trafiła prosto w nadbiegającego Joao Mirandę i wturlała się do siatki. Sytuacja ta wzbudziła sprzeciw graczy gości, którzy sugerowali, że mimo iż Messi początkowo nie dotknął piłki, to jednak wziął udział w akcji, będąc na pozycji spalonej. Sędzia nie przychylił się do tej interpretacji i gola uznał. Przez kolejne minuty Atletico próbowało odgryźć się Katalończykom, jednak osamotniony w ataku Falcao nie był sobie w stanie sam poradzić.












