Barcelona pokonała Granadę 2:0 po bardzo trudnym meczu. Gole strzelali Xavi, a także samobójczego Borja Gomez. Katalończycy bramki zdobywali przed samym końcem starcia. Przez większą część spotkania bardzo cierpieli.
Przed meczem z Granadą Tito Vilanova miał właściwie tylko jeden problem – zestawienie pary stoperów. Pique i Puyol wypadli z powodu kontuzji, został więc tylko Javier Mascherano. Trener Barcelony długo wahał się, kto będzie jego partnerem. Mówiło się, że może być nim Marc Bartra, ale ostatecznie wybór padł na bardziej doświadczonego Aleksa Songa. Po raz pierwszy od wielu miesięcy w wyjściowej jedenastce „Dumy Katalonii” znalazło się miejsce dla Davida Villi.
Pierwsze minuty spotkania niespodziewanie należały do Granady. Zawodnicy z południa Hiszpanii zagościli w polu karnym gospodarzy już kilkadziesiąt sekund po gwizdku inaugurującym pierwszą połowę. Było trochę zamieszania, ale ostatecznie defensorzy Barcelony poradzili sobie z zagrożeniem. „Dumie Katalonii” mniej więcej pięć minut zajęło wejście na najwyższe obroty, ale gdy to już się stało, Granada zniknęła. W 8. minucie Dani Alves genialnym długim podaniem wypatrzył w polu karnym Leo Messiego. Argentyńczyk opanował piłkę, ale później oddał bardzo przeciętny strzał. Jego główną wadą było to, że był absurdalnie niecelny. Niecelne strzały, chociażby nie wiadomo jak piękne, zawsze są złe. Dwie minuty później na bramkę Victora Valdesa uderzał Floro Flores. Celnie, ale zupełnie niezaskakująco. Niedługo potem swoją szansę miał Mikel Rico. Łysy Bask wykorzystał niezrozumienie defensorów Barcelony i z 15. metra huknął na bramkę. Niecelnie. „Blaugrana” odpowiedziała kolejnym błyskiem geniuszu Daniego Alvesa. Brazylijczyk doskonale zagrał do Thiago, ale młody pomocnik został uprzedzony przez golkipera gości. Barcelona dominowała, ale mimo upływu czasu nie była w stanie przedrzeć się przez solidne zasieki Andaluzyjczyków.
Nie minęło 20 minut, a realizator zaczął pokazywać siedzącego na ławce rezerwowych Xaviego, sugerując, że problem leży w środku pola gospodarzy. W 23. minucie meczu Cesc Fabregas był bardzo bliski otworzenia wyniku spotkania, ale jego mocne uderzenie trafiło prosto w odważnie wychodzącego bramkarza. Barcelona, nie mogąc pokonać rywala atakiem pozycyjnym, zdecydowała się lekko cofnąć i czekać na kontry. W okolicach 30. minuty dwie takie akcje zmarnował bardzo słaby dziś Thiago. W odpowiedzi świetną akcję przeprowadzili goście. Brahimi wpuścił w pole karne Siqueirę, a lewy obrońca prawie pokonał Valdesa. Prawie. Skończyło się na strachu i rzucie rożnym. Warto zaznaczyć, że w tej sytuacji wielką pracę w defensywie wykonał Alexis Sanchez, który zajął miejsce wracającego spacerkiem Daniego Alvesa. Czas mijał, a obraz gry nie zmieniał się. Barcelona była wyraźnie bardziej aktywna, ale zupełnie nic z tego nie wynikało. Każdy strzał gospodarzy był blokowany, każda wrzutka wybijana.
Druga część widowiska rozpoczęła się – niespodzianka – od ataku Barcelony. David Villa był o krok od wyjścia sam na sam z bramkarzem. Przeszkodził mu sędzia, całkiem słusznie odgwizdując spalonego. Chwilę później „El Guaje” doszedł do pozycji strzeleckiej, ale jego lekkie uderzenie zostało pewnie wyłapane przez Tono. Można było odnieść wrażenie, że gospodarze grali nieco lepiej, wyżej ustawiali linię ataku, szybciej wymieniali piłkę. Tylko że to niczego nie zmieniało w sytuacji, gdy obrona Granady była bezbłędna. Nic dziwnego, że już siedem minut po przerwie Tito Vilanova przeprowadził podwójną zmianę. W miejsce Villi pojawił się Pedro, a w miejsce Thiago Xavi. Przyjezdni pierwszą w miarę składną akcję ofensywną przeprowadzili w 56. minucie. Skończyło się w okolicach linii pola karnego. Chwilę później Antonio Floro Flores poprosił o zmianę, uskarżając się na bóle w nodze. W jego miejsce zameldował się Youssef El-Arabi. Wraz z upływem czasu mecz robił się coraz bardziej nudny i przewidywalny. Barcelona nie radziła sobie z Granadą, a gdy już dochodziła do sytuacji strzeleckich, haniebnie je marnowała. W 65. minucie Leo Messi miał po prostu doskonałą okazję do otworzenia wyniku spotkania. Argentyńczyk trafiłby do siatki w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Dziś nie trafił. Tono zatrzymał najlepszego piłkarza świata.










