Real Madryt przegrał z Barceloną 1:2 w pierwszym spotkaniu 1/4 finału Puchar Króla. Pierwszego gola zdobył w 11. minucie Cristiano Ronaldo, któremu przy trafieniu pomogła niepewna interwencja Pinto, jednak w drugiej połowie dużo lepiej zaprezentowała się ekipa gości, która dzięki trafieniom Puyola i Abidala jest zdecydowanym faworytem przed przyszłotygodniowym rewanżem.
Każde starcie Realu i Barcelony pełne jest emocji, w ostatnich latach jednak emocji jest aż za dużo, głównie tych negatywnych. Ślepy los sprawił, że w tym roku obydwie ekipy trafiły na siebie już na etapie ćwierćfinału Pucharu Króla, dając kibicom dodatkowe dwa Gran Derbi. Mimo, iż kilka tygodni temu „Blaugrana” nie dała szans Realowi na Santiago Bernabeu, gładko rozprawiając się z podopiecznymi Jose Mourinho 1:3, tym razem jednak znowu bardzo trudno było wskazać faworyta. Dwumecze rządzą się zupełnie innymi prawami niż ligowy maraton i nikt nie miał wątpliwości, że kibice będą świadkami niezwykłego widowiska. Niczym nie zaskoczył Pep Guardiola, desygnując od pierwszej minuty najsilniejszy możliwy skład, dokonując tylko tradycyjnie przed pucharowym spotkaniem zmiany na pozycji bramkarza. Za to wyjściowa jedenastka Realu musiała zadziwić – obecność w niej Hamita Altintopa, który w tym sezonie rozegrał nieco ponad sto minut, czy Ricardo Carvalho, który ostatni raz grał… we wrześniu, musiała zaskakiwać i sprawiła, że to spotkanie było jeszcze bardziej niezwykłe i różne od poprzednich.

Grudniowe spotkanie przyniosło pierwszego gola już w pierwszej minucie, jednak w dzisiejszym meczu kibice musieli poczekać trochę dłużej. Początek spotkania przyniósł tradycyjne gwizdy za każdym razem, kiedy przy piłce znajdowali się piłkarze gości, oraz bardzo defensywne ustawienie gospodarzy, co pokazała sytuacja, kiedy Ronaldo wybił piłkę spod nóg Daniego Alvesa pod własnym polem karnym. Jednak defensywnie ustawiona drużyna „Los Merengues” już pierwszy celny strzał zamieniła na bramkę. W 11. minucie piłkę w środku boiska dostał Benzema, odegrał natychmiast na lewe skrzydło do wybiegającego Ronaldo, a Portugalczyk mocnym strzałem w sam środek bramki pokonał katalońskiego bramkarza. Podobnie jak w poprzednim spotkaniu, znowu nie popisał się bramkarz Barcelony, w grudniu był to Valdes, tym razem to Pinto przepuścił strzał, który powinien bez trudu przynajmniej wybić przed siebie. Goście mieli świetną sytuację w 16. minucie, kiedy to Fabregas dograł w pole karne do Alexisa, a będący ostatnio w doskonałej formie Chilijczyk zdołał w bardzo trudnej sytuacji oddać strzał głową, który jednak zatrzymał się tylko na słupku.
Kolejne minuty upływały na dość ostrej grze, podczas której zaczęła się psychologiczna wojna pomiędzy obydwiema stronami. Najpierw Pepe otrzymał żółtą kartkę za nadepnięcie Busquetsa w 17. minucie, który wyraźnie przesadził z bólem, a trzy minuty później Portugalczyk zrewanżował się tym samym, bowiem po wyskoku do górnej piłki i wejściu Pique, Pepe także przesadził z odczuwaniem bólu, jednak dopiął swego, bo i Pique otrzymał kartkę. Barcelona miała dwie świetne akcje z lewej strony boiska. Najpierw w 25. minucie świetnie uderzył Messi, ale jeszcze lepiej obronił Casillas, a w 30. minucie w podobnej sytuacji znalazł się Iniesta, ale był za bardzo odchylony, aby trafić w światło bramki. Dobrze grała cała dość eksperymentalna linia obrony gospodarzy, a piłkarze Barcelony raz po raz byli łapani na spalonym. W kluczowych momentach, kiedy wydawało się, że gol dla Barcelony musi w końcu paść, udanymi interwencjami popisywał się Ramos.











