Barcelona wygrała na Camp Nou z Valencią 1:0, dzięki czemu zachowała lokatę lidera Primera Division. Jedynego gola jeszcze przed przerwą zdobył Brazylijczyk Adriano.
Na Camp Nou od początku meczu byliśmy świadkami naprawdę ciekawych zawodów. Prowadzeni przez asystenta Tito Vilanovy Katalończycy standardowo utrzymywali się dłużej przy piłce, ale drużyna „Nietoperzy” umiejętnie się broniła, a także potrafiła wyjść do przodu z ciekawą akcją. W 8. minucie to Pedro oddał pierwszy celny strzał, ale Diego Alves nie miał problemów z jego obroną. Chwilę później w odpowiedzi ruszyli goście, jednak piłka po groźnym uderzeniu Soldado sprzed „szesnastki” minęła lewy słupek Valdesa. W 19. minucie przed pierwszą znakomitą szansą na zdobycie bramki stanął Messi, ale Diego Alves po strzale głową argentyńskiego napastnika z najwyższym trudem odbił piłkę do boku.

Z każdą kolejną minutą „Barca” zyskiwała coraz większą przewagę i udokumentowała ją w końcu w 23. minucie spotkania. Po krótko rozegranym rzucie rożnym piłka powędrowała do Adriano, który mocnym strzałem sprzed pola karnego nie dał bramkarzowi szans na skuteczną interwencję. 60 sekund później mogło być już 2:0, ale Alves wygrał pojedynek z Pedro. Po kolejnych dwóch minutach nie mogło, a powinno być już 2:0. Po fatalnej stracie Valencii Messi podał do niepilnowanego Fabregasa, który miał mnóstwo czasu i mógł zrobić z piłką, co tylko chciał. Zdecydował się na techniczną podcinkę, która minęła bramkę przyjezdnych.
Ostatni kwadrans pierwszej połowy na Camp Nou to bardzo mizerne widowisko. Goście skupili się na wywieraniu presji na arbitrze, aby ten przy jakimkolwiek kontakcie Gerarda Pique z zawodnikiem Valencii pokazał Katalończykowi drugą żółtą kartkę. Gospodarze z kolei w dalszym ciągu wymieniali setki podań, z których nic nie wynikało – Diego Alves ostatnie piętnaście minut spędził na oglądaniu tego, co się dzieje na boisku.
Na drugą połowę Valencia wyszła dużo bardziej zdeterminowana i w pierwszych minutach kilkukrotnie gościła w polu karnym Barcelony. Jednak to gospodarze stworzyli sobie pierwszą groźną szansę. W 53. minucie Alexis ładnie ograł w polu karnym Ruiza, dograł do Fabregasa, ale ten fatalnie spudłował z mniej więcej jedenastu metrów. Pięć minut później dużo lepiej strzelał Adriano, ale spokojnie interweniował Diego Alves. W odpowiedzi ruszyła Valencia, zdobywając nawet bramkę, lecz Perez Lasa jej nie uznał. „Nietoperze” grały jednak coraz odważniej i zaczęły stwarzać problemy drużynie Tito Vilanovy.
Kolejne dwadzieścia minut to brak jakichkolwiek okazji bramkowych. Barcelona grała nieco lepiej, ale dobrze zorganizowana linia obrony „Los Ches” nie dopuszczała Messiego i spółki aż tak blisko swojej bramki, by „Barca” mogła zdobyć drugiego gola. Na osiem minut przed końcem Camp Nou mogło zadrżeć – bynajmniej nie z powodu akcji rywala. Na boisku pojawił się jednak Nelson Valdes, który niemal dokładnie dwa lata temu uciszył stadion „Blaugrany”, zdobywając dwie bramki w wygranym przez ekipę Herculesa Alicante 2:0 meczu.











