Na Ciudad de Valencia miejscowe Levante długo prowadziło z Barceloną 1:0. Gospodarze mieli pół szansy na gola i ją wykorzystali, „Blaugrana” natomiast nie miała absolutnie żadnego dobrego pomysłu na sforsowanie defensywy rywala. W drugiej połowie dał o sobie znać geniusz i stalowe nerwy Messiego, dzięki któremu goście odnieśli ostatecznie zwycięstwo.
Goście rozpoczęli bardzo nerwowo, co było o tyle dziwne, że na boisko nie wybiegł przecież Gerard Pique, najpierw pozwalając na dośrodkowanie do Kone, a następnie wybijając piłkę pod nogi rywala. W czwartej minucie obejrzeliśmy pierwszy strzał na bramkę, jednak Xavi nie włożył w niego ani dużo siły, ani precyzji. Chwilę później technicznym uderzeniem Munuę sprawdził Pedro, ale golkiper ekipy z Walencji był na posterunku. Następnie swój pokaźny dorobek bramkowy próbował powiększyć Messi, ale oddając strzał, bardzo się odchylił i w efekcie nie trafił. Po kilkunastu sekundach z najbliższej odległości głową uderzał Thiago, ale minimalnie niecelnie. W 13. minucie „Barca” miała dwie kolejne szanse na gola, ale najpierw Cesc, a później Pedro nie zdołali oddać skutecznego strzału.

Pierwsza konkretna akcja Levante miała miejsce trzy minuty później, ale zakończyła się jeszcze przed polem karnym Valdesa. „Blaugrana” chwilę później wypracowała następne okazje na objęcie prowadzenia (dośrodkowanie Pedro i kolejny strzał głową Thiago). Barcelona dominowała, w pierwszych 20. minutach zaliczając już dziesięć strzałów. Kilkadziesiąt sekund później pierwsze wejście graczy Levante w pole karne skończyło się golem – po rzucie rożnym piłka trafiła w ręce Busquetsa, co nie uszło uwadze sędziego. Tak jak Sporting w Madrycie, tak Levante objęło prowadzenie z „Barcą” po rzucie karnym (pewny strzał Barkero). W końcówce drugiego kwadransa Messi idealnie dośrodkował na głowę Fabregasa, ale Munua pewnie złapał piłkę.
Nie wiedzieć czemu, „Blaugrana” wymyśliła sobie grę górnymi piłkami na Messiego, Pedro i Alexisa, co absolutnie nie zdawało egzaminu. Ustawienie Levante było rzadko spotykane – dziewięciu piłkarzy zgromadzonych na kilkunastu metrach kwadratowych przed swoją bramką. Z takimi zasiekami nawet Barcelona miała spore problemy. Po odebraniu piłki cała chmara błyskawicznie ruszała do przodu – jedna z takich szarż zakończyła się minimalnie niecelnym strzałem Pedro Lopeza z narożnika pola karnego. Goście natomiast w dalszym ciągu wymieniali setki bezproduktywnych podań na przedpolu Levante, aż prosiło się, żeby zagrać piłkę za plecy obrońcy. W końcówce pierwszej połowy przy próbie rozpędzenia się ostro wycięty przez Botelho został Messi, ale rzut wolny nic „Blaugranie” nie dał.












