Po pucharowej porażce z Betisem piłkarze Barcelony nie mieli problemów z otrząśnięciem się i pokonaniem Racingu. Gole strzelali kolejno: Pedro, Messi i Iniesta. Mecz, zdominowany przez gospodarzy, był niezwykle czystym widowiskiem. Sędzia nie miał okazji pokazać choćby jednej kartki.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem pana Iglesiasa Villanuevy, w momencie ogłaszania wyjściowych jedenastek obu ekip, zrobiło się ciekawie. W Barcelonie zabrakło miejsca dla Pique. Hiszpan nie jest kontuzjowany, zasiadł na ławce rezerwowych. Być może Pep Guardiola chciał dać mu odpocząć po ostatnim nawale spotkań, być może „Mister” zauważył to, co niemal każdy kibic – Pique ostatnio wyraźnie spuścił z tonu i zaczął popełniać głupie błędy. Pod nieobecność zmagającego się z lekkim urazem Alvesa, miejsce na prawej stronie obrony zajął jego rodak, Adriano. Reszta jedenastki bez zmian, czyli katalońska „once de gala”. W drużynie Racingu zabrakło przede wszystkim największej gwiazdy drużyny, byłego piłkarza Realu Madryt, Pedro Munitisa, który tydzień temu, w meczu z Athletikiem Bilbao, obejrzał czerwoną kartkę.
Piłkarze przyjezdnych wyszli na murawę w koszulkach, które świadczyły o tym, że są myślami ze swoim kolegą Oscarem Serrano, który obecnie zmaga się urazem. Niestety, po raz kolejny mecz Barcelony poprzedziła minuta ciszy. Tym razem gracze uczcili pamięć byłego snajpera „Blaugrany”, Jordiego Villi, który zmarł kilka dni temu i został dziś pochowany.
Mecz rozpoczął się tak jak zwykle, czyli od ataków Barcelony. Zazwyczaj rywal wytrzymał chociaż pięć minut, desperacko broniąc się przed tym, co nieuniknione, tym razem padł przed upływem stu sekund. Pięknym strzałem podcinką piłkę w kierunku bramki Tono posłał Messi, a Pedro tylko dopełnił formalności. Dla piłkarza z Teneryfy był to szósty kolejny mecz z co najmniej jednym trafieniem – imponujące. Barcelona dominowa w sposób, w jaki tylko ona potrafi dominować. Messi, któremu wyraźnie podoba się funkcja cofniętego napastnika, posyłał w pole karne piłki, które chyba nawet Xaviemu nie przyszłyby na myśl. Argentyńczyk zdecydowanie czuł się dziś dobrze na murawie. W pewnym momencie musiał walczyć z sześcioma rywalami, którzy w desperacki sposób starali się zabrać mu piłkę. Zabrali, ale sam widok był znamienny.
Pierwsza akcja ofensywna Racingu jest warta wspomnienia tylko dlatego, że Marcus Rosenberg wygrał pojedynek z Carlesem Puyolem.
Z czasem tempo meczu opadło, Barcelona widocznie nie odczuwała potrzeby forsowania tempa, grając spokojnie w obronie i nieco chaotycznie w pomocy. W 27. minucie spotkania „Tarzan” w jakiś niewyjaśniony sposób znalazł się w linii napadu i miał doskonałą okazję do dobicia strzału Messiego. Zatrzymała go doskonała parada Tono, który przy okazji nabawił się urazu. Do rozgrzewki ruszył Mario Fernandez, ale po kilku minutach pierwszy bramkarz uspokajająco machnął ręką, dając znak, że będzie grał. Jakby na dowód tym zapewnieniom, świetnie obronił groźny strzał Barcelony. Kilka minut później świetnie wbiegającego z piłką w pole karne „El Guaje” Villę zatrzymał Henrique. Piłkarz wypożyczony z Barcelony zrobił to taki sposób, że sędziemu nie pozostało nic innego jak odgwizdać rzut karny. Do futbolówki podszedł Messi i pewnie podwyższył wynik spotkania, pokazując, że ostatnie pudło z Betisem to przypadek, nie objaw słabości. Niespodziewanie, końcówka pierwszej połowy należała do przyjezdnych. Najpierw świetny strzał na bramkę Valdesa oddał Adrian, jednak Katalończyk świetną interwencją po raz kolejny udowodnił, że ciągle znajduje się w znakomitej formie. Potem pokonać go próbował również Kennedy – efekt był ten sam.












