W ostatnim meczu 18. kolejki hiszpańskiej Primera Division Espanyol zremisował u siebie z Barceloną 1:1. Bramki w bardzo ciekawym i wyrównanym spotkaniu zdobyli Cesc Fabregas i Alvaro Vazquez. W końcówce sędzia nie podyktował rzutu karnego dla gości.
W 6. minucie blisko otwarcia wyniku byli gospodarze – po szybkim rajdzie lewą stroną mocny strzał głową oddał Joan Verdu, ale Victor Valdes popisał się nieprzeciętnym refleksem i sparował piłkę zmierzającą w okienko bramki. Goście odpowiedzieli groźną akcją dopiero po niemal ośmiu minutach – lekkomyślnej zabawy w polu karnym „Los Pericos” omal nie zakończył Leo Messi, który przejął piłkę na piątym metrze i odegrał do Cesca, a ten bez problemu zdobył bramkę. Jedynym problemem był fakt, że sędzia gola nie uznał, bo Argentyńczyk, przejmując piłkę, pomógł sobie ręką.

Chwilę później przewaga gości znalazła jednak odzwierciedlenie w wyniku – z piłką z prawej strony pola karnego rozpędził się Alves, po czym mocno dośrodkował w pole karne. Na futbolówkę z impetem wpadł Cesc, a ta, mimo interwencji golkipera, poszybowała wprost do bramki Espanyolu. 0:1 na Cornella-El Prat! Gospodarze momentalnie odzyskali inicjatywę – najpierw po fatalnym błędzie Alvesa z dystansu strzelał Marquez (zdecydowanie za mocno), a po chwili z lewej strony kąśliwie uderzał Thievy, ale zagranie to zostało zablokowane przez Pique. W odpowiedzi podobnie strzelał Iniesta, ale też bezskutecznie.
Z czasem zacięty opór, który „Los Pericos” stawiali odwiecznemu rywalowi, zaczął się załamywać. Barcelona na dobre złapała swój normalny rytm. I choć nie stwarzała niezliczonych sytuacji podbramkowych, to przewaga gości stawała się coraz bardziej wyraźna. Espanyol jednak nie rezygnował i w dalszym ciągu starał się ukłuć mistrza – dwukrotnie z dystansu uderzał Thievy, dobrą okazję mieli też Romaric i Verdu – ale albo w ostatniej chwili niebezpieczeństwo zażegnywali obrońcy „Barcy”, albo dobrze radził sobie Victor Valdes. W końcówce pierwszej połowy świetnie w polu karnym zachował się Fabregas, ale po ograniu obrońcy strzelił niecelnie.
W przerwie Pep Guardiola zapewne udzielił reprymendy swoim zawodnikom, drugą połowę bowiem zaczęli bardzo dobrze. Niezwykle aktywny był Alves, a gdy już zapędził się pod samą bramkę, jego pozycję dublował Gerard Pique. Po jednej z takich akcji, kiedy to rosły Hiszpan podawał do niewysokiego Brazylijczyka, Cristian Alvarez musiał w pocie czoła interweniować. W odpowiedzi ładną akcję na jeden kontakt przeprowadzili gospodarze, a wykończył ją technicznym strzałem – minimalnie niecelnym – Joan Verdu. W 59. minucie sędzia nie uznał już drugiej bramki dla „Barcy”, tym razem Alvesa. Po raz kolejny słusznie – w tym wypadku strzelec był na spalonym.












