Przed nami 18. kolejka Primera Division. W najciekawszym spotkaniu liderująca Barcelona podejmie Sevillę. Real Madryt jedzie do Bilbao, a Villarreal do Valencii.
Już dziś o 22:00 hit kolejki. Barcelona i Sevilla zagrają na Camp Nou. Co ciekawe, będzie to trzeci mecz obu drużyn w ciągu niespełna dwóch tygodni. Mecze w ramach Pucharu Króla zakończyły się wynikami 1:2 oraz 0:1. Andaluzyjczycy przeszli dalej dzięki bramkom strzelonym na wyjeździe. Fakt, że „Duma Katalonii” odpadła jest sporym zaskoczeniem. Podopieczni Pepa Guardioli będą z pewnością podwójnie zmotywowani, by wynagrodzić kibicom utratę możliwości obronienia potrójnej korony.

Piłkarze Sevilli ostatnimi czasy sprawują się fatalnie w meczach ligowych. Przegrali trzy kolejne starcia. O ile Atletico jest drużyną, która nawet bez formy jest groźna, to porażki z Getafe i Racingiem Santander nie miały prawa przydarzyć się ekipie walczącej o najwyższe cele (co ciekawe, Sevilla – jako jedyna hiszpańska drużyna – ma jeszcze szansę na potrójną koronę). Wyniki te można w jakimś stopniu tłumaczyć brakami kadrowymi. Puchar Narodów Afryki i plaga kontuzji sprawiły, że Manolo Jimenez jeszcze niedawno nie miał do dyspozycji dziesięciu graczy, w tym takich, jak: Navas, Fabiano, Kanoute czy Zokora. W ostatnim meczu urazów nabawili się Squillaci oraz Aldo Duscher. Wiadomo, że Navas jest już zdrowy i nic nie stoi na przeszkodzie, by zagrał w Barcelonie.
Gospodarze wystąpią bez Toure oraz Keity, którzy przebywają w Angoli. Kontuzji nie wyleczył jeszcze Jeffren Suarez. Zagra natomiast, zawieszony za kartki w ostatniej kolejce, Ibra. Po obejrzeniu środowego meczu obu ekip, można zaryzykować stwierdzenie, że wszystko się może zdarzyć. Chociaż Barcelona zaprezentowała się lepiej, to jednak Sevilla miała doskonałe okazje bramkowe a także dwie niesłusznie nieuznane bramki. Jednak, gdyby trzeba było postawić na jedną z ekip, to byłaby to jednak „Blaugrana”.
Dwie godziny wcześniej, na boisku w Bilbao, wybiegną piłkarze miejscowego Atletiku i Realu Madryt. Mecze na San Mames nigdy nie są łatwe, przekonała się o tym już Barcelona, tylko remisując. Fanatyczni Baskowie nie darzą sympatią przyjezdnych, zwłaszcza, jeśli jest to Real. Za Madrytem przemawia jednak statystyka – wygrali ostatnie osiem spotkań z Atletikiem.
O ile w drużynie trenera Caparrosa trudno doszukać się kontuzji, które mogłyby w wyraźny sposób osłabić skład, to już Manuel Pellegrini nie ma takiego komfortu. Oczywiście najbardziej boli strata Pepe, który – jak wiadomo – nie zagra do końca sezonu. W meczu na La Catedral nie zagra Gonzalo Higuain. Najlepszy strzelec zespołu naderwał włókna mięśniowe i będzie pauzował około trzech tygodni. Do Bilbao nie wybierają się także Ruud van Nistelrooy oraz Rafa van der Vaart. Występ Xabiego Alonso stoi pod znakiem zapytania. Momo Diarra przebywa na Pucharze Narodów Afryki. Wracają za to Lass i Ramos, którzy odpokutowali już kary za nadmiar żółtych kartek. Do dyspozycji trenera będzie też Garay.











