Jeszcze nie umilkły echa poprzedniego El Clasico, a już, za sprawą złośliwego zbiegu okoliczności, nadchodzi kolejny z serii tych wielkich spotkań. „Barca” nie rozjechała Realu tak jak buńczucznie zapowiadali niektórzy z jej kibiców, „Los Blancos” również nie odwdzięczyli się rywalowi za serię porażek na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Kto będzie górą jutrzejszego wieczora i zdobędzie Puchar Króla Hiszpanii?
Zanim przejdziemy do wszystkich aspektów związanych z samym finałem Copa del Rey, nie można nie wspomnieć o swoistym preludium tego spotkania, czyli meczu ligowym. Tych wszystkich, którzy jakimś cudem nie obejrzeli sobotniego spotkania lub chcą po prostu przypomnieć sobie, co działo się na Estadio Santiago Bernabeu, odsyłam pod ten link.

Ogólnie rzecz ujmując, „Barca” grała swoje, tylko nieco gorzej, Real też próbował grać swoje, ale nie bardzo mu to wychodziło. Nie można zarzucić żadnemu z zespołów, że zaprezentował zachowawczy futbol (chyba że doczepimy się do taktyki Mourinho z trzema defensywnymi pomocnikami – wszak jeszcze nie tak dawno wystawienie w składzie dwóch zakrawało na kpinę). Obydwa zespoły starały się ugryźć odwiecznego rywala, jednak podejmując przy tym tak niewielkie ryzyko, że nie mogło się to skończyć wynikiem jak sprzed czterech lat (pamiętny mecz marzenie dla bezstronnego kibica zakończony wynikiem 3:3). Dwa rzuty karne dały dwa gole, dwa gole dały remis, remis dał mistrzostwo Barcelonie, które, na dobrą sprawę, było już pewne od kilku tygodni (jeśli nie od listopada).
Składy, jakie wybiegły naprzeciw siebie w spotkaniu ligowym, mogą się powtórzyć i w spotkaniu pucharowym. Ale wcale nie muszą. Z jednej strony, na takim poziomie, kiedy rywal zna wszystkie ustawienia i koncepcje gry, jak i walory i wady każdego, nawet rezerwowego piłkarza, szafowanie składem w jednym, by wystawić zupełnie inną jedenastkę w drugim meczu, nie ma większego sensu. Poza tym, nie pozwalają na to w dużym stopniu obydwu trenerom zawodnicy (Barcelonie dość uboga kadra, Realowi zaś kontuzje, szczególnie pivotów). Z drugiej strony, podczas tak zaciętych meczów, między tak wysokiej klasy trenerami, o wyniku może zadecydować jedna akcja, jeden niewielki aspekt taktyczny czy roszada, której rywal może się nie spodziewać. Szczególnie Jose Mourinho może mieć w zanadrzu taki pomysł, po pierwsze dlatego, że Real nie jest faworytem żadnego z meczów i musi pokazać coś zaskakującego, a po drugie, Portugalczyk jest bardziej doświadczonym trenerem od Guardioli i właśnie na polu taktyczno-personalnym może się najbardziej wykazać.
Jeśli chodzi o statystyczne spojrzenie na nadchodzące, finałowe spotkanie, odsyłam do tekstu opisującego statystyki zwycięstw Realu i „Barcy” we wszystkich poprzednich edycjach Pucharu Króla. Znajdziecie go pod linkiem.











