Dwie bramki Leo Messiego załatwiły sprawę na El Sardinero. Barcelona bardzo pewnie pokonała tam Racing Santander, który był dzisiaj dla niej tylko i wyłącznie bezbarwnym tłem.
Zgodnie z oczekiwaniami to goście od pierwszej minuty byli stroną przeważającą, Racing zaś ograniczał się do długich podań na szybkiego Babacara. Ten jednak nie był w stanie wygrywać starć jeden na jeden z defensorami „Barcy”. Katalończycy pierwszy groźny strzał na bramkę oddali w 5. minucie za sprawą Pedro. Uderzenie Hiszpana minęło jednak o pół metra lewy słupek Mario Fernandeza. Trzy minuty później golkiper Racingu był już zmuszony do interwencji, przecinając groźne dośrodkowanie Cuenki z prawej strony boiska. W „szesnastce” gospodarzy zrobiło się gorąco także w 13. minucie, kiedy Andres Iniesta ładnie sklepał piłkę z Fabregasem, ale w ostatniej chwili wbiegł przed niego jeden z obrońców ekipy z Santander i nie pozwolił mu jej uderzyć. 180 sekund później swoich sił w końcu postanowił spróbować Messi. Argentyńczyk sprawdził umiejętności Fernandeza strzałem z rzutu wolnego, którego sam wcześniej wypracował, ale uderzył zbyt lekko, by móc liczyć na to, że futbolówka wpadnie do siatki. Najlepszą sytuację Barcelona stworzyła sobie w 23. minucie spotkania. Iniesta dostał podanie w polu karnym i bardzo sprytnym strzałem lobował Fernandeza, jednak piłka zatrzymała się na poprzeczce.

Przyjezdni wyraźnie się rozpędzali i już w kolejnej akcji mogli, a może nawet powinni, zdobyć pierwszą bramkę. Fabregas wbiegł w pole karne rywala na pełnej szybkości, ale bardzo dobrą interwencją popisał się Fernandez. Bramka padła w końcu w 29. minucie, a jej strzelcem był oczywiście Lionel Messi. Xavi podał do Fabregasa, ten bez przyjęcia dorzucił piłkę wzdłuż bramki, a Argentyńczyk skierował ją wślizgiem do siatki. Chwilę później w dobrej sytuacji znalazł się Pedro, jednak jego uderzenie było już bardzo nieprecyzyjne. Po strzelonej bramce na placu gry nie zmieniło się nic – goście nadal atakowali i w każdej akcji siali popłoch w formacji defensywnej Racingu, jednak próby strzałów Alvesa i Xaviego były nieudane, a dośrodkowania za każdym razem okazywały się niedokładne.
Najbliżej strzelenia bramki dla Barcelony był defensor Racingu Alvaro, który w 39. minucie wybijał wrzucaną z lewej strony piłkę tak niebezpiecznie, że ta minęła słupek bramki Kantabryjczyków o zaledwie kilkanaście centymetrów. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie, chociaż podopieczni Pepa Guardioli do samego końca uporczywie naciskali na swojego przeciwnika.
Po zmianie stron na boisku zmieniło się niewiele. Przy futbolówce ciągle utrzymywała się Barcelona, ale stwarzane przez nią sytuację nadal nie były na tyle klarowne, aby podwyższyć wynik spotkania. Racing od pierwszego gwizdka w drugiej odsłonie stosował zdecydowanie wyższy pressing niż przed przerwą i Katalończykom nie było już tak łatwo rozgrywać piłki na połowie 18. drużyny w ligowej tabeli. W końcu nadeszła jednak 54. minuta, kiedy to arbiter podyktował dla Barcelony rzut karny, który na bramkę zamienił Leo Messi. Pozostają jednak pewne wątpliwości co do słuszności podjętej przez Carlosa Del Cerro Grande decyzji. Zawodnicy Racingu bardzo mocno atakowali arbitra, uważając, że Cesc Fabregas „jedenastkę” wymusił. Za protesty żółte kartki obejrzeli Alvaro i Cisma, z tym że ten drugi zapracował na karę podwójnie, bo to właśnie on sprokurował rzut karny. W 60. minucie mogło być już 3:0. Cuenca wpadł w pole karne drużyny z Santander, zakręcił jednym z defensorów, ale oddany przez niego strzał zatrzymał się na słupku.











