Tempo rozgrywania meczów w hiszpańskim Pucharze Króla jest szalone. Piłkarze grają tydzień po tygodniu. Teraz czas na rewanżowe meczu ćwierćfinałowe. Barcelona po manicie w pierwszym meczu do Sewilli jedzie po pewny awans, Real również bez trudu powinien uporać się z lokalnym rywalem. Najciekawiej będzie na Sanchez Pizjuan.
W oczekiwaniu na partidazo
Jedyny środowy mecz będzie starciem dwóch wielkich firm, których losy w tym sezonie układają się skrajnie różnie. Villarreal pod wodzą Juana Garrido spisuje się świetnie, tylko katastrofa mogłaby odebrać mu miano trzeciej siły ligi i miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Kluczowym elementem tej układanki jest fakt, że drużynie brak zdecydowanego lidera, odpowiedzialność jest rozmyta. Jest Joan Capdevila, podstawowy gracz reprezentacji Hiszpanii, jest trzymający tyły Bruno, jest wzbijający się na wyżyny formy Borja i na owych wyżynach przebywający od dawna Santi Cazorla, są błyskotliwi napastnicy. Każdy z nich stara się równie mocno, gdy jeden z nich ma gorszy dzień, dwóch innych rozgrywa mecz życia.
W Sevilli jest inaczej. Sevilla to drużyna tak uzależniona od Jesusa Navasa, jak to tylko możliwe. Hiszpan nie bierze się za rozgrywanie piłki, nie jest liderem – to raczej cichy chłopak, który do niedawna walczył z chronicznym strachem przed opuszczaniem rodzinnego miasta. Jednak Jesusito, nawet w tak marnej jak na siebie formie jak teraz, to gracz wybitny. Działacze Sevilli otwarcie mówią, że liczą głównie na niego i są święcie przekonani, że gdyby skrzydłowy nie nabawił się poważnej kontuzji, to drużyna nie zanotowałaby passy pięciu kolejnych porażek. Ostatnio, już z nim w składzie, Andaluzyjczycy ulegli Espanyolowi. Navas był najlepszy na boisku, ale na nic się to nie zdało.
W pierwszym meczu obu drużyn padł remis 3:3, więc wszystko jest możliwe. Sevilla z pewnością nie zagra na niski, najlepiej bezbramkowy, remis, bo to taktyka samobójcza. Villarreal to drużyna, która, poza Barceloną oczywiście, najlepiej posługuje się atakiem pozycyjnym. Ma kilku naprawdę kreatywnych graczy, których podania bywają zabójcze dla defensorów lepszych niż Alexis i Caceres. Sevilla musi zaatakować, licząc na skuteczność skrzydłowych, instynkt znajdującego się ostatnio w życiowej formie Frederica Kanoute i pewność Romarica, który ostatnio pełni w ekipie Manzano rolę zarówno stopera, jak i napastnika.
Mecz będzie na pewno wspaniałym widowiskiem, w którym wskazanie faworyta jest niemal niemożliwe. Wydaje się jednak, że delikatna przewaga znajduje się po stronie przyjezdnych, który dysponują najzwyczajniej w świecie lepszym składem.











