FC Barcelona strzeliła Espanyolowi aż pięć goli, tracąc przy tym jednego. Mimo wysokiego zwycięstwa, Espanyol pozostawił po sobie dobre wrażenie, pokazując wielką nieustępliwość i wolę walki. No ale na razie nie ma na świecie drużyny, która byłaby w stanie zatrzymać Messiego i spółkę.
O tym, że derby Katalonii nie są zwykłym meczem, przekonać się mógł każdy, kto widział oprawę całego widowiska. Cornalla-El Prat było dziś całe w niebieskie i białe pasy. Piłkarzy Barcelony witały ogłuszające gwizdy, który ucichły tylko w momencie wyczytywania nazwiska Andresa Iniesty, który od czasu finału mundialu i oddania hołdu Daniemu Jarque jest przez kibiców Espanyolu traktowany jak zawodnik ich drużyny.

Od początku meczu widać było, że Espanyol nie ma zamiaru się dziś bronić. Obie drużyny wyszły z myślą, by rozbić rywala. Jeśli trzeba będzie przy tym łamać nogi – trudno. Pierwsze minuty stały pod znakiem błędów młodych obrońców Espanyolu, których „Duma Katalonii” nie była w stanie wykorzystać. Messi nie trafił na pustą bramkę z 10. metra – niesamowite. Argentyńczyk trafił w tym sezonie kilkanaście bardziej ekwilibrystycznych goli. Presja Daniego Alvesa i brak wsparcia dla defensorów ze strony Jose Callejona sprawiły, że prawą stroną sunął atak za atakiem. Z braku możliwości czystego zatrzymywania barcelonistów gracze Pochettino ostro faulowali.
W 19. minucie świetne podanie Messiego na gola zamienił Pedro. Zawodnicy gospodarzy zgłaszali faul na Callejonie, ale powtórki pokazały, że wychowanek Realu odbił się do Sergio Busquetsa, a Katalończyk prawie nie zauważył, że nastąpił kontakt. Chwilę potem okazję na wyrównanie zmarnował niezwykle aktywny i agresywny dziś Osvaldo. Jednak na posterunku był Victor Valdes. Chwilę później portero „Barcy” po raz kolejny udowodnił swój kunszt, zatrzymując Callejona.
Potem rozpętał się festiwal fauli uwieczniony brutalnym faulem Sergio Busquetsa i żółtą kartką dla pivota „Blaugrany”. Ów festiwal zakończył Xavi Hernandez, strzelając całkiem ładnego gola po całkiem ładnej asyście Daniego Alvesa, który mimo wszystko raczej nie zdawał sobie sprawy z tego, że podaje piłkę. Piękna, zespołowa akcja, w której udział wzięli niemal wszyscy gracze formacji ofensywnych.
Twarz Mauricio Pochettino wyraźnie wskazywała, że kończą mu się pomysły. Na szczęście mieli je jeszcze jego piłkarze. Genialną piłkę ze środka pola w kierunku Callejona posłał Marquez. Obrona „Barcy” zaspała. Nie zaspał Valdes, który powoli wyrastał na jednego z głównych bohaterów meczu. Spektakularna parada Hiszpana przypomniała, jak dobrym jest bramkarzem. Kolejne faule Espanyolu zmuszały sędziego Undiano Mallenco do wyciągania żółtego kartonika (trzy razy w pięć minut). Czerwona kartka wisiała w powietrzu. A Barcelona sobie grała tak, jak tylko ona potrafi. Wielki luz i spokój był wręcz jej problemem. „El Guaje” spokojnie mógł strzelić trzeciego gola dla swojej drużyny. Wolał jednak pobawić się z obrońcami. Ostatecznie przegrał z Victorem Ruizem. Tym akcentem zakończa się pierwsza połowa.











