Za nami kolejna seria gier w naszej ekstraklasie, a niespodzianek nadal nie brakuje. Cieszy jedna rzecz – w końcu zaczynają błyszczeć zawodnicy stosunkowo nowi, choć ciągle mamy ich mało. Nie da się ukryć, że w odróżnieniu od poprzedniego tygodnia, tym razem spotkał nas kłopot bogactwa w tworzeniu zestawienia. Ale to może tylko cieszyć.
A oto i nasz zespół:
Bramkarz:
Bartłomiej Drągowski (Jagiellonia Białystok) – Trudno powiedzieć, czy był bezbłędny, ale z pewnością można powiedzieć, że zaczarował własną bramkę. Młody golkiper zaczyna wyrastać na gwiazdę swojego zespołu. W meczu z Wisłą jak nie on bronił, to pomagał słupek, a sam też zanotował kilka świetnych interwencji.
Obrońcy:
Barry Douglas (Lech Poznań) – W końcu dobry mecz w jego wykonaniu. Nikt nie ma wątpliwości, że umiejętności ma spore, brakowało tylko formy. W meczu z GKS wyłączył z gry skrzydłowych po swojej stronie i sam szalał w akcjach ofensywnych, powodując m.in. samobójcze trafienie Malarza.
Michał Pazdan (Jagiellonia Białystok) – Brożek? Stilić? Jemu to bez różnicy. W meczu z Wisłą zatrzymywał wszystkich. Miał też luz, przy dobrej dyspozycji Drągowskiego, więc robił, co chciał. Jakby tego było mało, otworzył wynik spotkania i poprowadził swoją ekipę do trzech oczek.
Csaba Horvath (Piast Gliwice) – Nigdy nie prezentował jakiegoś wybitnego poziomu ani nawet nie wyróżniał się na tle szarzyzny. Ale trzeba mu przyznać, że świetnie zatrzymał Legię. W defensywie był niemal bezbłędny, aż nie do poznania. Fantastycznie zatrzymywał ataki i co istotne, nie wybijał na oślep, tylko zaczynał konstruowanie akcji.











