Malaga przegrała z Atletico Madryt 0:3 w meczu 16. kolejki Primera Division. Po odpadnięciu obrońców trofeum z Ligi Europejskiej, zwycięstwo to było bardzo potrzebne podopiecznym Quique Floresa i pozwoliło im awansować na pozycję premiowaną grą w europejskich pucharach.
Patrząc na układ ligowej tabeli, bardzo jednoznacznie można było wskazać faworyta niedzielnego spotkania – znając wynik meczu Getafe, Atleti nie mogło pozwolić sobie choćby na remis, jeśli chciało utrzymać się w grupie walczącej o europejskie puchary. W czwartek obrońcy tytuły sprawili swoim kibicom bardzo niemiłą niespodziankę i pożegnali się z Ligą Europejską już po fazie grupowej, dlatego też chcieli jak najlepiej zaprezentować się w dzisiejszym spotkaniu. Forma podopiecznych Quique Floresa, pomimo iż rosnąca, nie jest najwyższa – przed zwycięstwem z Deportivo i remisem z Bayerem Leverkusen, wcześniej doznali wspomnianej porażki 2:3 z Arisem Saloniki oraz przegrali z Espanyolem i, co było największą niespodzianką, ze słabiutkim Levante.

Będąca w strefie spadkowej ekipa gospodarzy właśnie w tym ostatnim spotkaniu mogła upatrywać swojej szansy. Malaga została w ostatniej kolejce rozbita przez beniaminka z Alicante, a dodatkowo podopieczni Manuela Pellegriniego schodzili pokonanani w siedmiu z ostatnich dziewięciu spotkań. W ubiegłym sezonie Malaga dwukrotnie pokonywała jednak zespół ze stolicy, dlatego też tylko nieznacznym faworytem tego spotkania był zespół gości.
Początek spotkania pokazał, że będzie to mecz walki – akcji bramkowych było jak na lekarstwo, a gra toczyła się w środku pola i pomimo posiadania w barwach Atletico takich graczy, jak Reyes czy Simao Sabrosa, była bardzo wyrównana. Świetnie spisywały się także linie defensywne obydwu drużyn, nie pozwalając napastnikom rywala na przedarcie się pod własne pole karne. W wyjściowej jedenastce zabrakło Diego Forlana, zatem ciężar strzelania bramek musiał wziąć na sobie osamotniony Kun Aguero.
Pierwsza groźna sytuacja zakończyła się od razu golem. W 22. minucie z lewej strony z rzutu wolnego dośrodkował Simao Sabrosa, a w polu karnym znalazł się Tiago, który strzałem głową nie dał szans Rubenowi na skuteczną interwencję i goście wyszli na prowadzenie.
Malaga mogła odegrać się w 32. minucie, ale świetna interwencja De Gei uchroniła jego zespół przed stratą gola. Z rzutu wolnego piłkę w kierunku dalszego słupka zagrał Duda, żaden z graczy jednak nie sięgnął piłki i gdyby nie piękna parada bramkarza, który wyczekał do samego końca lotu futbolówki, mielibyśmy na La Rosaleda wyrównanie.
Pomimo iż trudno w to uwierzyć, pierwsza połowa nie przyniosła więcej bramkowych sytuacji oprócz tych dwóch. Gracze obydwu drużyn nie odpuszczali żadnej piłki i wszystkimi możliwymi metodami nie dopuszczali rywali pod swoje własne pole karne. Nie brakowało drobnych, ale wybijających z rytmu fauli, sędzia jednak tylko jeden raz sięgał po żółty kartonik.











