Atletico Madryt skromnie pokonało Espanyol Barcelona 1:0. Jedyną bramkę zdobył Diego Costa po znakomitym zagraniu Davida Villi. Mecz był dosyć wyrównany, a o wyniku przesądziły indywidualności.
W ostatnim sobotnim spotkaniu Atletico na Vicente Calderon podejmowało Espanyol. Goście jako pierwszy zespół w lidze zdołali wygrać z ekipą Diego Simeone. Mimo wszystko to gospodarze byli faworytem dzisiejszego spotkania, szczególnie że byli uskrzydleni wygraną z Milanem i awansem do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Katalończycy są raczej typowym hiszpańskim średniakiem, który jednak nie raz sprawił problemy faworytom. Czy popularne „Papużki” i tym razem mogą się pokusić o niespodziankę i urwać punkty madrytczykom? O tym przekonamy się po końcowym gwizdku.
Atletico zaatakowało już od początku spotkania. W 2. minucie groźnie dośrodkował w pole karne Filipe Luis, ale żaden z jego kolegów nie sięgnął piłki. Dobrą okazję miał również Espanyol. W 6. minucie Gabi chciał podać do Luisa, ale piłkę przejął Pizzi, który zagrał do Stuaniego, lecz ten oddał strzał prosto w Courtoisa. Jedni i drudzy notowali dużo strat w środku pola. Dlatego też ich gra przechodziła najczęściej skrzydłami. Po jednym z takich wejść Atletico zyskało rzut wolny. Piłkę wrzucał Sosa, a niski David Villa wyskoczył ponad obrońcami, ale Casilla zdołał sparować ten strzał. W 18. minucie Gabi wolejem przeniósł piłkę nad bramką. Gospodarze mieli trochę pecha przy wykańczaniu sytuacji. Chwilę później Sergio Garcia uderzył na bramkę Courtoisa. Piłka odbiła się jeszcze od Alderweirelda i bramkarz z trudem interweniował.
Raz po raz gospodarze próbowali wyjść na prowadzenie. Dobre sytuacje mieli Filipe Luis, David Villa i Diego Costa. Goście nie ograniczali się tylko do przeszkadzania rywalom, ale również, o ile przechwytywali piłkę, starali się atakować. Lecz dobrze była dysponowana defensywa „Los Rojiblancos”. Końcówka pierwszej połowy należała w całości do ekipy z Vicente Calderon. Przyjezdni mądrze się bronili, ale byli zamknięci na własnej połowie.
Pierwsza część mogła się podobać. Obie drużyny stworzyły niezłe widowisko, które z pewnością docenią przede wszystkim taktycy. Espanyol bowiem słynie z eliminowania atutów przeciwnika. Katalończycy są taką słabszą wersją „Los Rojiblancos”, mimo tego starali się zranić faworyta. Przewagę optyczną miało Atletico, ale nie mogło sobie stworzyć żadnej setki. Przyjezdni, o ile mogli sobie pozwolić na atak, to kontrowali, ale i ekipa Simeone pokazała, że ma szczelną obronę. Najlepsze sytuacje miał David Villa wtedy, gdy o dziwo wyskakiwał do piłki w polu karnym rywala.
W drugiej połowie zmiany w stylu gry nie było. Znowu atakowało Atletico, a Espanyol się bronił. Powoli gra gospodarzy się zazębiała, chociaż nadal kluczowym podaniom brakowało precyzji. „Los Rojiblancos” zapewne odczuwali jeszcze trudy wtorkowego meczu z Milanem. W 54. minucie Filipe Luis bardzo dobrze dośrodkował prosto na głowę niekrytego Davida Villi. Najlepszy strzelec „La Furia Roja” posłał jednak futbolówkę wysoko nad bramką. Chwilę później Hiszpan posłał genialne prostopadłe podanie za linię defensywy. Do piłki błyskawicznie doskoczył Diego Costa i strzałem w długi róg nie dał szans Casilli. Espanyol musiał zaatakować. Piłkę w pole karne bił Simao Sabrosa, ale goście mieli problemy z oddaniem strzału. Za to „Los Colchoneros” atakowali groźnie, chociaż bez nadmiernej intensywności.










