Zawodnicy Atletico Madryt wygrali z Malagą 2:1, mimo że przez długi czas przegrywali 0:1. Gole strzelali kolejno Eliseu, „Koke” oraz Adrian. Trzy punkty sprawiają, że podopieczni Diego Simeone ciągle mają szansę na grę w Lidze Mistrzów.
Dla obu ekip dzisiejsze spotkanie było jednym z najważniejszych w sezonie. Piłkarze Malagi wiedzieli, że trzy punkty na Calderon zapewnią im prawo gry w eliminacjach Ligi Mistrzów. Zawodnicy Atletico zdawali sobie sprawę, że ewentualna porażka nie tylko przekreśli ich szansę na występ w przyszłorocznej edycji Champions League, ale może także sprawić, że z rąk wyśliźnie się również awans do Ligi Europy. Zarówno Manuel Pellegrini, jak i „Cholo” Simeone zdecydowali się na wystawienie najmocniejszych, bardzo ofensywnie usposobionych jedenastek.

Starcie niespodziewanie rozpoczęło się od ataków gości, którzy wyglądali na ekipę znacznie bardziej zdeterminowaną, by otworzyć wynik spotkania. Thibaut Courtois już w 4. minucie musiał dać pokaz swoich umiejętności. Belg pięknie obronił groźne uderzenie Isco. Nie minęło 120 sekund, a golkiper Atletico znów musiał wyciągać się jak długi – tym razem strzelał Joaquin. Malaga narzuciła naprawdę mocne tempo. Andaluzyjczycy nie ograniczali się do ataków jedną stroną boiska, ciągle zmieniali tempo i przerzucali ciężar gry. Isco, Cazorla i Camacho zupełnie zdominowali środek pola. „Los Colchoneros” starali się szturmować bramkę Kameniego skrzydłami. W okolicach 10. minuty zmęczony nieskładnymi atakami pozycyjnymi Falcao zdecydował się na strzał rozpaczy z okolic rogu pola karnego. Niespodziewanie uderzenie Kolumbijczyka okazało się niezwykle groźne. Po dynamicznym początku meczu Malaga troszkę zwolniła, zostawiając więcej miejsca gospodarzom i licząc, że jej obrona nie da się zaskoczyć. Po przeciwnej stronie barykady bardzo starał się Adrian, ale jego wysiłki były raz za razem niweczone przez kolegów.
„Los Boquerones” spokojnie czekali na kontry. Doczekali się w 34. minucie, kiedy to Isco i Rondon wygrali pojedynek biegowy z duetem stoperów Atletico i znaleźli się przed Courtois. Hiszpan wyłożył piłkę Wenezuelczykowi tak umiejętnie, że temu pozostało już tylko wpakowanie jej do siatki obok spóźnionego bramkarza. Snajper jednak gola nie strzelił. Kopnął dobre dwa metry obok słupka, a potem się wywrócił. Żeby Salomonowi nie było przykro, pod drugą bramką koszmarnie skiksował Falcao. Można by uznać, że rozgrywany na Calderon mecz był spotkaniem dwóch ekip, które są tak bezzębne w ofensywie, że niezdolne do umieszczenia piłki w siatce nawet wtedy, gdy wydaje się to dziecinnie proste. Na szczęście tuż przed przerwą Eliseu wynagrodził nam wszystko. Portugalczyk dostał piłkę na 35. metrze, zrobił parę kroków i uderzył. W okienko. Cudownie. Genialnie. Skrzydłowy chwilę po trafieniu był tak naładowany emocjami, że walił pięściami w murawę. Wiedział, że to trafienie może zapewnić Maladze miejsce w Lidze Mistrzów. Niedługo potem sędzia Muniz Fernandez zakończył pierwszą połowę.










