Atletico Madryt nie dało szans Sportingowi Gijon i zaaplikowało mu cztery gole. Dwa trafienia zaliczył Diego Forlan, po jednym Jurado i Simao. Ekipa z Vicente Calderon będzie przez dwa tygodnie na szczycie tabeli La Liga.
Atletico wybiegło na pierwszy mecz nowego sezonu ligowego w niemal najmocniejszym składzie. Spośród zawodników zgłaszających pretensje do gry w pierwszym składzie zabrakło jedynie Tiago i Filipe Luisa. Brazylijczyk z polskimi korzeniami powoli wraca do zdrowia po poważnym urazie sprzed pół roku. Na bramce stanął oczywiście David de Gea, który już na dobre wygryzł Sergio Asenjo ze składu. Formację obronną stworzyli Ujfalusi, Perea, Lopez i nowy nabytek klubu, Diego Godin. W pomocy za destrukcję odpowiedzialni byli Assuncao i Raul Garcia. Teoretycznie na skrzydłach, a praktycznie bliżej środka biegali Reyes i Jurado. Atak to oczywiście Forlan i Kun Aguero.
Rywale również wystąpili w mocnym składzie, delegując na boisko swoich najlepszych graczy. Diego Castro i Miguel de las Cuevas mieli robić to, co przed rokiem, czyli rozrywać obronę rywala. Na szpicy zagrał David Barral, a za plecami miał Carmelo Gonzaleza.

Przed meczem kibice zgromadzeni na Vicente Calderon byli świadkami wzruszającej ceremonii. Ich ulubieńcy wnieśli na murawę trofeum wygrane w w meczu z Interem Mediolan. Superpuchar Europy dumnie dzierżyli dwaj kapitanowie ekipy, czyli Antonio Lopez i Simao Sabrosa. Po chwili wzruszenia, po brawach i okrzykach radości, piłkarze wrócili do tego, za co im płacą i rozpoczęli mecz. Faworyt był jeden, Atletico szybko pokazało, kto będzie dziś rządził na murawie. Co chwila sunęły ataki napędzane przez niesamowitego Jose Antonio Reyesa. Hiszpan grał z obandażowaną głową, ale nie przeszkadzało mu to czarować kibiców na trybunach. W 9. minucie spotkania były gracz Realu Madryt był bliski zdobycia gola, ale świetne podanie Lopeza przeciął defensor z Gijonu. Rzut rożny, zamieszanie, umiejętności Jurado, strzał, gol. Proste jak blond włosy Diego Forlana. Gdy wydawało się, że wychowanek Realu rozpoczął festiwal strzelecki, Atletico zwolniło. Widocznie Quique Floresowi nie zależało na pogromie. Gijon przejął inicjatywę, ale o dziwo obrona gospodarzy się nie zachwiała, Perea nie zaliczył asysty przy bramce rywali, Ujfalusi nie sprokurował rzutu karnego. Atletico najzwyczajniej w świecie poczekało. Poczekało, by strzelić kolejną bramkę. Tym razem był to popis Kuna Aguero, który przebojowym dryblingiem wbił się w obronę Sporingu, minął kilku rywali, a gdy stracił piłkę, ta wpadła pod nogi Diego Forlana. Urugwajczykowi pozostało już tylko umieścić ją w siatce i obdarzyć kolegę rozbrajającym uśmiechem. Koniec pierwszej połowy zbiegł się z urazem jednego z graczy Gijonu. Gdy sędzia gwizdkiem dał znać, że piłkarze powinni udać się do szatni, na stadionie trwała fiesta.











