Za nami hitowe spotkanie trzeciej z pierwszą drużyną Premier League. Arsenal wygrał po golu Danny’ego Welbecka w ostatniej minucie spotkania. Wcześniej bramki zdobyli Jamie Vardy dla Leicester i Theo Walcott dla „Kanonierów”. Mimo porażki Leicester pozostaje liderem Premiership.
Leicester podchodził do tego spotkania jako lider. Pozycja ta już nikogo nie dziwi. Jeszcze dwa miesiące temu wszyscy byli pewni, że „Lisy” w końcu się potkną i ta niesamowita i zaskakująca historia dobiegnie końca. Vardy i spółka nie chcą się jednak budzić z tego pięknego snu i wciąż walczą o mistrzostwo Anglii. Ten tytuł dla Leicester jest coraz bardziej prawdopodobny. I nikogo on już nie będzie dziwił. Leicester przegrał w tym sezonie tylko dwa razy. W Boxing Day z Liverpoolem i pod koniec września z Arsenalem właśnie. Spotkanie z Arsenalem miało być ostatnim zakrętem na drodze do mistrzostwa. W ciągu miesiąca Leicester mierzyło się ze wszystkimi drużynami z TOP4. Z Tottenhamem i City podopieczni Ranieriego wygrali.
Jeszcze na początku stycznia „Kanonierzy” byli liderem Premier League. To oni mieli zdetronizować Leicester i w końcu, po wielu latach sięgnąć po tytuł. Wtedy jednak złapała ich zadyszka. Spośród ostatnich pięciu spotkań podopieczni Wengera wygrali tylko to ostatnie, z Bournemouth Artura Boruca. Ta słaba ostatnio dyspozycja poskutkowała spadkiem na przeklęte czwarte miejsce. Co gorsza Arsenal został wyprzedzony w tabeli przez odwiecznego rywala – Tottenham. Po ostatniej kolejce i zwycięstwie nad „Wisienkami” oraz wygranej Leicester z Manchesterem City „Kanonierzy” awansowali ostatecznie na trzecie miejsce i to właśnie z tej pozycji podchodzili do dzisiejszego hitu.
Spotkanie bardzo dobrze rozpoczęła drużyna gospodarzy. Arsenal przeważał, rozgrywał piłkę, atakował i stwarzał sobie sytuacje. Można wręcz powiedzieć, że byliśmy świadkami małej nawałnicy na bramkę Schmeihela. Taki obrót spraw nie powinien jednak nikogo dziwić. Leicester z drużynami z czołówki gra przyczajony, broni się i czeka na dogodną sytuację do wyprowadzenia ataku. Tak było w meczach z City, Tottenhamem, Liverpoolem. I tak było dziś przeciwko Arsenalowi.











