Arka Gdynia zwyciężyła w meczu z Górnikiem Zabrze. Decydujący okazał się gol z rzutu karnego, który został podyktowany w kontrowersyjnych okolicznościach. Górnik miał wiele okazji do odrobienia strat, jednak rażący brak skuteczności zadecydował o ostatecznym triumfie gdynian.
Początek meczu nie rozgrzał zbyt mocno kibiców. Przez pierwsze pół godziny gra toczyła się w środku pola. Górnik starał się długo rozgrywać piłkę natomiast Arka szukała szczęścia w szybkich akcjach. Przewagę optyczną mieli zabrzanie, ale wynikało to bardziej z taktyki, jaką na to spotkanie obrał szkoleniowiec gdynian, Dariusz Pasieka.

Po 30. minutach zrobiło się bardzo gorąco i to po obu stronach boiska. Najpierw dogodną sytuacje stworzyli sobie piłkarze Arki. Z dziesięciu metrów silny strzał oddał Zawistowski, ale na posterunku był dobrze interweniujący Nowak. W rewanżu szybka kontra Górnika. Piotr Gierczaka i Tomasz Zahorski popędzili na bramkę Norberta Witkowskiego, jednak popularny „Zahor” zamiast dograć do wychodzącego partnera, zdecydował się na strzał, który nie sprawił żadnych kłopotów golkiperowi Arki. Podopieczni Dariusza Pasieki odpowiedzieli strzałem z dystansu Burkhardta, z kolei górnicy szukali gola po strzale Świątka.
Bramka padła pod koniec pierwszej połowy i z całą pewnością był to gol, o którym kibice będą długo dyskutować. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska sędzia dopatrzył się przewinienia w polu karnym i podyktował rzut karny dla Arki. Żółtą kartką został ukarany Adam Banaś, ale powtórki nie wyjaśniły jednoznacznie, w którym momencie obrońca Górnika przekroczył przepisy. Jedenastkę pewnie na bramkę zamienił Filip Burkhardt i od 43. minuty Arka prowadziła 1:0.
Druga odsłona meczu rozpoczęła się podobnie jak pierwsza, czyli spokojna gra w środku pola. Pierwszy groźny strzał po przerwie oddał Grzegorz Bonin i golkiper Arki miał spore problemy ze złapaniem piłki.

Kolejne minuty gry to wciąż przewaga optyczna Górnika, z której jednak wynikało niewiele sytuacji. Na uwagę zasługuje aktywność Tomasza Zahorskiego oraz dobra gra Grzegorza Bonina, który zwłaszcza w pierwszej połowie atakował raz prawą, raz lewą stroną, często też nacierając na bramkę rywala środkiem boiska. Właśnie po akcji byłego piłkarza Korony Kielce w znakomitej sytuacji znalazł się Adrian Świątek, lecz utalentowany napastnik w prostej sytuacji zachował się jak początkujący junior.











