Zanim zaprezentujemy wam grupę najlepszych zawodników, czas na jedenastu ludzi, którzy w tym sezonie nas zawiedli. Oczekiwania były wielkie, ale nic z tego nie wyszło. Zakończone niedawno rozgrywki pokazały nam, że nie każdy talent jest taki wielki, jak się jeszcze niedawno wydawało.
Joel Robles (Rayo Vallecano)
Wychowanek Atletico został w styczniu wypożyczony do Rayo Vallecano. Łatka największego hiszpańskiego talentu bramkarskiego zupełnie nie pasowała do pozycji trzeciego golkipera „Los Colchoneros”. Pod Madrytem Joel miał się odrodzić i pokazać światu, jak gigantycznymi umiejętnościami dysponuje. Rozegrał trzynaście meczów i wpuścił w nich 28 goli, czyli ponad dwa w spotkaniu. To dużo, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę dość marną defensywę Rayo. To za dużo jak na taki talent. Ogólnie Hiszpan zbierał niezłe noty, rzadko zawalał, ale mimo wszystko nie tego się po nim spodziewaliśmy. Gdyby rozegrał chociaż ze trzy mecze na poziomie najlepszych bramkarzy ligi… Ale nie. Wszystko było takie nijakie. Marne. Takie zwykłe. Jak ponury żart brzmią teraz słowa Joela, który przed rozpoczęciem sezonu mówił, że odejdzie z Atletico, jeśli nie dostanie bluzy z numerem jeden i pewnego miejsca w wyjściowym składzie. Thibaut Courtois i Sergio Asenjo w tym momencie umiejętnościami zjadają go na śniadanie.
Antonio Barragan (Valencia CF)
W pierwszej części sezonu był koszmarnie słaby. W drugiej tylko słaby, więc – jak by nie patrzeć – jest progres. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę nazwiska reszty obrońców Valencii, obecność Barragana w pierwszej jedenastce zawsze będzie wzbudzała uśmiech politowania. Hiszpan nigdy nie miał umiejętności wystarczających, by grać w drużynie klasy „Los Ches”. Pewnie gdyby Lewantyńczycy mieli w kadrze jeszcze chociaż jednego w miarę dobrego prawego obrońcę, Antonio nie wstawałby z ławki nawet na chwilę. Niestety, jego rywalami byli (i ciągle są) Bruno Saltor i Miguel Brito. Pierwszy nigdy nie umiał grać w piłkę, drugi umiał, ale zapomniał, skupiając się na wymachiwaniu bronią, spóźnianiu się na treningi i byciu kontuzjowanym. Valencia od pół roku desperacko szuka nowego gracza na newralgiczną pozycję. Na początku dużo mówiło się o van der Wielu, teraz coraz częściej słyszy się nazwisko Mathieu Debuchy’ego. Francuz to były klubowy kolega Adila Ramiego, z aklimatyzacją nie będzie problemu.
Gerard Pique (FC Barcelona)
Ta nominacja może być dla wielu szokująca, ale my wiemy swoje. W ciągu całego sezonu Katalończyk prezentował beznadziejną formę, łącznie może przez dwa miesiące grał na tyle przyzwoicie, że Pep Guardiola nie miał wyrzutów sumienia, wystawiając go w pierwszym składzie. Pique nie ma formy, a do tego nie wygląda na człowieka, który chciałby tę formę odzyskać. Dziennikarze sugerują, że wszystkiemu winna jest Shakira, której defensor poświęca więcej czasu, niż powinien. Podobnie sprawy mają się z różnymi innymi niepotrzebnymi obowiązkami stopera. Pique pojawia się na pokazach mody, bywa w klubach, na koncertach i Bóg wie gdzie jeszcze. Wszystko, tylko nie ciężka praca. W tym momencie nikt nie ma wątpliwości, że reprezentant Hiszpanii nie zasługuje na miejsce w składzie Barcelony. Niektórzy wieszczą nawet jego rychły transfer. My nie posuwalibyśmy się aż tak daleko. W końcu Pique w formie to czołowy obrońca globu. Lepiej postawić go na nogi, niż wyrzucać na śmietnik.










