Bezpodstawnie najlepsi


O samouwielbieniu angielskiej reprezentacji

24 czerwca 2018 Bezpodstawnie najlepsi

Przed każdym mundialem wymieniani w gronie faworytów raczej z zasady niż dzięki rzeczywistym możliwościom. Święcie przekonani o własnej sile, mierzą w zwycięstwo, pompując do monstrualnych rozmiarów balon oczekiwań. Po odpadnięciu z turnieju (zazwyczaj w ćwierćfinale) słychać tylko ogłuszający huk. Balon pęka, a wydostający się toksyczny gaz rozpoczyna dyskusję na temat faktycznego stanu angielskiej reprezentacji. I tak (zazwyczaj) co dwa lata historia się powtarza.


Udostępnij na Udostępnij na

Mistrzostwa świata w 2002 roku miały być istnym odkupieniem dla Davida Beckhama. Czerwona kartka dla Anglika w spotkaniu 1/8 finału przeciwko Argentynie na francuskim mundialu cztery lata wcześniej znacznie osłabiła zespół „Synów Albionu”. Ostatecznie po serii rzutów karnych Anglicy odpadli z turnieju, a winnym porażki brytyjskie media jednogłośnie ogłosiły Davida Beckhama.

Futbol pisze jednak piękne scenariusze i tak podczas losowania fazy zasadniczej mistrzostw świata w Korei Południowej i Japonii Anglicy trafili do jednej grupy wraz ze Szwecją, Nigerią oraz Argentyną. Po poznaniu rywali dominującym tematem w brytyjskich mediach była żądza rewanżu „Synów Albionu” na rywalach z Ameryki Południowej oraz szanse na sukces zespołu prowadzonego przez Svena-Gorana Erikssona na azjatyckich boiskach. Szanse jak zwykle określane były jako bardzo duże, nawet mimo dramatycznego awansu do turnieju, który Anglicy wyszarpali w ostatnich sekundach decydującego spotkania przeciwko Grecji.

Na Wyspach panowała euforia. Media coraz śmielej z każdym tygodniem mówiły o zdobyciu tytułu, a królowa Elżbieta II miała rozważyć nawet nadanie tytułu szlacheckiego Svenowi-Goranowi Erikssonowi w przypadku wygrania mundialu przez Anglików. Balon oczekiwań napompowano do monstrualnych rozmiarów, a wielkimi krokami zbliżał się pierwszy mecz „Synów Albionu” na azjatyckim mundialu przeciwko Szwecji.

Ambitni Anglicy i sinusoida nastrojów

90 minut przeciwko reprezentacji „Trzech Koron” sprowadziło Anglików na ziemię. Tylko remis w spotkaniu przeciwko Szwedom spowodował lekką dezorientację. Pojawiły się także ciche głosy mówiące o tym, że być może szanse na wygranie turnieju wcale nie są takie duże. Szybko zostały jednak zagłuszone przez euforię związaną ze zwycięstwem nad Argentyną. Piętnowany cztery lata wcześniej David Beckham został narodowym bohaterem, a jego bramka z rzutu karnego przesądziła o wyniku spotkania.

Remis ze Szwedami uznano za wypadek przy pracy, a Anglicy ponownie poczuli się niezwyciężeni. Bezbramkowy remis z Nigerią przywrócił wątpliwości co do faktycznego stanu siły „Synów Albionu”, jednak awans do 1/8 finału po raz kolejny uciszył głosy powątpiewania w końcowy sukces. Tym bardziej że w pierwszym meczu fazy pucharowej Anglicy bez większych problemów rozprawili się z Duńczykami 3:0. Ostatnią przeszkodą, która stała na drodze zespołu Svena-Gorana Erikssona do strefy medalowej, była Brazylia.

Jednak błąd golkipera Anglików, Davida Seamana, przy rzucie wolnym wykonywanym przez wschodzącą gwiazdę futbolu – Ronaldinho Gaucho sprawił, że „Synów Albionu” ostatecznie pożegnali się z azjatyckim mundialem i marzeniami o choćby brązowym medalu.

Mimo porażki na azjatyckich boiskach Sven-Goran Eriksson nadal był obdarzony kredytem zaufania ze strony angielskiej federacji. Kolejny wielki turniej – Euro 2004 nie zachwiało posadą szwedzkiego szkoleniowca, a porażkę w ćwierćfinale z Portugalią po serii rzutów karnych uznano za kolejny (choć bolesny) krok ku nadchodzącym sukcesom reprezentacji.

Eliminacje do niemieckiego mundialu w 2006 roku „Synowie Albionu” przeszli bez większych problemów, odnosząc aż osiem zwycięstw w dziesięciu spotkaniach i przegrywając zaledwie jeden mecz. To zaostrzyło apetyty. Ponadto pokolenie znakomitych angielskich zawodników na czele ze Stevenem Gerrardem i Frankiem Lampardem wchodziło w optymalny dla piłkarzy wiek, co uznano na Wyspach za kolejny zwiastun sukcesów na nadchodzącym turnieju.

Faza grupowa nie stanowiła problemu dla zespołu Svena-Gorana Erikssona. Anglicy w pokonanym boju zostawili Paragwaj i Trynidad i Tobago oraz zanotowali remis ze Szwecją. Wywalczenie awansu do fazy pucharowej bez większych komplikacji jeszcze bardziej nasiliło presję i żądzę związaną ze zdobyciem tytułu. W 1/8 finału „Synowie Albionu” odprawili Ekwador, a w ćwierćfinale tak jak dwa lata wcześniej na zawodników Svena-Gorana Erikssona czekała Portugalia.

Spotkanie jak przez kalkę przypominało batalię obu drużyn podczas Euro 2004. Równie dramatyczne i również zakończone serią rzutów karnych, w której Anglicy ponownie okazali się gorsi. Z jedenastu metrów pudłowali zawodnicy dotychczas pewnie wykorzystujący rzuty karne – Steven Gerrard czy Frank Lampard. Po raz kolejny czegoś zabrakło i po raz kolejny Anglicy nie sprostali oczekiwaniom.

Nowe, ale czy lepsze?

Po niemieckim mundialu Sven-Goran Eriksson zrezygnował z prowadzenia reprezentacji Anglii i przekazał stanowisko dotychczasowemu asystentowi Steve’owi McClarenowi. Nowy szkoleniowiec nie wytrwał jednak długo. Po przegranych eliminacjach do Euro 2008 angielska federacja zwolniła Steve’a McClarena, a brak awansu na międzynarodową imprezę pierwszy raz od 1994 roku sprawił, iż osoba szkoleniowca stała się mediach synonimem porażki i nieudolności.

Następcą „McClowna” (jak zaczęły nazywać McClarena brytyjskie media) angielska federacja ogłosiła Fabio Capello.  Włoch stał się drugim po Svenie-Goranie Erikssonie nieangielskim szkoleniowcem na stanowisku trenera reprezentacji „Synów Albionu”. Brytyjskie media często debatowały o wysokich zarobkach Fabio Capello, jednak świetne wyniki w eliminacjach do mundialu w RPA rozwiały jakiekolwiek wątpliwości dotyczące słuszności zatrudnienia Włocha. Anglicy w dziesięciu spotkaniach zwyciężyli dziewięciokrotnie pokonując m.in. dwa razy Chorwatów (4:1 i 5:1).

Przejście przez eliminacje niczym burza po raz kolejny napompowało balon oczekiwań. W osobie Fabio Capello zaczęto upatrywać szkoleniowca, który jest skazany na sukces z reprezentacją. Mistrzostwa świata w RPA wszystko jednak zweryfikowały.

Już faza grupowa turnieju okazała się dla Anglików ciężkim zadaniem. Teoretycznie łatwi rywale: Algieria, Słowenia oraz Stany Zjednoczone zawiesili poprzeczkę na tyle wysoko, że zespół Fabio Capello zdobył zaledwie pięć punktów i awansował z grupy dopiero z drugiej pozycji. To stworzyło spory problem, gdyż już na etapie 1/8 finału Anglicy musieli zmierzyć się z Niemcami.

Przy wyniku 2:1 arbiter główny spotkania, Urugwajczyk Jorge Larrionda, niesłusznie nie uznał wyrównującej bramki Franka Lamparda, po strzale którego piłka odbiła się od poprzeczki i całym obwodem przeszła linię bramkową. Ostatecznie Anglicy przegrali 1:4, a na Wyspach bardziej od żalu rozczarowań dało się wyczuć złość skierowaną na niesłuszną decyzję sędziego. Sytuacja po strzale Franka Lamparda doprowadziła natomiast do wprowadzenia technologii Goal-line na boiska Premier League.

Błędna decyzja sędziego poniekąd obroniła posadę Fabio Capello, choć brytyjskie media domagały się zwolnienia szkoleniowca. Przed Włochem postawiono nowe zadanie – awans na Euro 2012. Eliminacje nie sprawiły Anglikom większych problemów. Po wywalczeniu awansu Fabio Capello zrezygnował jednak z posady szkoleniowca „Synów Albionu”. Przyczyną rozstania miał być konflikt włoskiego trenera z angielską federacją.

Kompromitacja i wesoły Hodgson

Następcą Fabio Capello angielska federacja mianowała Roya Hodgsona. Angielski szkoleniowiec z miejsca został rzucony na głęboką wodę, gdyż wielkimi krokami zbliżało się Euro 2012 na polskich oraz ukraińskich stadionach. Choć oczekiwania tym razem wygórowane nie były (zespół był w budowie), to „Synowie Albionu” nie zaskoczyli i ponownie odpadli w ćwierćfinale po serii rzutów karnych, tym razem z Włochami.

Prawdziwym egzaminem dla zawodników Roya Hodgsona miały być jednak mistrzostwa świata w Brazylii w 2014 roku. W grupie eliminacyjnej Anglicy tylko o punkt wyprzedzili drugich w tabeli Ukraińców, co powinno być pierwszym zwiastunem nadchodzących wydarzeń. Nie było. Angielskie media święcie przekonane o sile swojej reprezentacji ponownie napompowały balon oczekiwań związanych z sukcesem na turnieju. Jednak nigdy wcześniej w XXI wieku nie pękł on z tak donośnym hukiem.

Anglicy na brazylijskich stadionach całkowicie się skompromitowali. Zaledwie jeden zdobyty punkt w trzech spotkaniach i ostatnie miejsce w grupie – to obraz klęski totalnej. Na domiar złego po powrocie zespołu na Wyspy media obiegły fotografie uśmiechniętego Roya Hodgsona wychodzącego z samolotu niczym po powrocie z wakacji. Chociaż występ reprezentacji na brazylijskim mundialu był niepodważalną kompromitacją, to ku zaskoczeniu wszystkich angielski szkoleniowiec nie został zwolniony.

Roy Hodgson zdołał jeszcze awansować z zespołem „Synów Albionu” na Euro 2016 we Francji, gdzie wraz z reprezentacją dotarł do 1/8 finału rozgrywek. Anglicy zaszokowali jednak świat i odpadli z turnieju po porażce z Islandią. Cierpliwość federacji się wyczerpała, a Roy Hodgson został zwolniony z funkcji szkoleniowca reprezentacji.

Od lat szanse na sukces angielskiej kadry na międzynarodowych turniejach są bezpodstawnie przewartościowane. Święcie przekonani o swojej sile „Synowie Albionu” raz za razem nie spełniają wygórowanych oczekiwań. Nikt jednak nie wyciąga lekcji z kolejnych porażek, a okres pompowania balonu zbyt wysokich aspiracji niepopartych argumentami sportowymi jest niczym zapętlona rzeczywistość. Nikt na Wyspach nie potrafi bądź nie chce jej przerwać.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski