Przed każdym mundialem wymieniani w gronie faworytów raczej z zasady niż dzięki rzeczywistym możliwościom. Święcie przekonani o własnej sile, mierzą w zwycięstwo, pompując do monstrualnych rozmiarów balon oczekiwań. Po odpadnięciu z turnieju (zazwyczaj w ćwierćfinale) słychać tylko ogłuszający huk. Balon pęka, a wydostający się toksyczny gaz rozpoczyna dyskusję na temat faktycznego stanu angielskiej reprezentacji. I tak (zazwyczaj) co dwa lata historia się powtarza.
Mistrzostwa świata w 2002 roku miały być istnym odkupieniem dla Davida Beckhama. Czerwona kartka dla Anglika w spotkaniu 1/8 finału przeciwko Argentynie na francuskim mundialu cztery lata wcześniej znacznie osłabiła zespół „Synów Albionu”. Ostatecznie po serii rzutów karnych Anglicy odpadli z turnieju, a winnym porażki brytyjskie media jednogłośnie ogłosiły Davida Beckhama.
Futbol pisze jednak piękne scenariusze i tak podczas losowania fazy zasadniczej mistrzostw świata w Korei Południowej i Japonii Anglicy trafili do jednej grupy wraz ze Szwecją, Nigerią oraz Argentyną. Po poznaniu rywali dominującym tematem w brytyjskich mediach była żądza rewanżu „Synów Albionu” na rywalach z Ameryki Południowej oraz szanse na sukces zespołu prowadzonego przez Svena-Gorana Erikssona na azjatyckich boiskach. Szanse jak zwykle określane były jako bardzo duże, nawet mimo dramatycznego awansu do turnieju, który Anglicy wyszarpali w ostatnich sekundach decydującego spotkania przeciwko Grecji.
Na Wyspach panowała euforia. Media coraz śmielej z każdym tygodniem mówiły o zdobyciu tytułu, a królowa Elżbieta II miała rozważyć nawet nadanie tytułu szlacheckiego Svenowi-Goranowi Erikssonowi w przypadku wygrania mundialu przez Anglików. Balon oczekiwań napompowano do monstrualnych rozmiarów, a wielkimi krokami zbliżał się pierwszy mecz „Synów Albionu” na azjatyckim mundialu przeciwko Szwecji.
Ambitni Anglicy i sinusoida nastrojów
90 minut przeciwko reprezentacji „Trzech Koron” sprowadziło Anglików na ziemię. Tylko remis w spotkaniu przeciwko Szwedom spowodował lekką dezorientację. Pojawiły się także ciche głosy mówiące o tym, że być może szanse na wygranie turnieju wcale nie są takie duże. Szybko zostały jednak zagłuszone przez euforię związaną ze zwycięstwem nad Argentyną. Piętnowany cztery lata wcześniej David Beckham został narodowym bohaterem, a jego bramka z rzutu karnego przesądziła o wyniku spotkania.
Remis ze Szwedami uznano za wypadek przy pracy, a Anglicy ponownie poczuli się niezwyciężeni. Bezbramkowy remis z Nigerią przywrócił wątpliwości co do faktycznego stanu siły „Synów Albionu”, jednak awans do 1/8 finału po raz kolejny uciszył głosy powątpiewania w końcowy sukces. Tym bardziej że w pierwszym meczu fazy pucharowej Anglicy bez większych problemów rozprawili się z Duńczykami 3:0. Ostatnią przeszkodą, która stała na drodze zespołu Svena-Gorana Erikssona do strefy medalowej, była Brazylia.













