Podopieczni Steve’a Bruce’a, nie ma co ukrywać, są na fali. W ostatnich kolejkach Premiership zatrzymali wiele uznanych drużyn. Ostatnio na ich pazur nadział się Manchester United. Dlaczego Sunderland osiąga tak niesamowite wyniki? Ano składa się na to kilka czynników.
King Bruce Steve, taktyki mistrz
Oprócz tego, że Steve Bruce był wyjątkowym, znakomitym piłkarzem, jest on również menadżerem o klasie wyższej niż przeciętna. Oczywiście tytuł śródtytułu jest może nieco na wyrost, lecz Anglik ma nosa. Szkoleniowiec ten w swojej karierze przeżył wiele cudownych momentów. W 2007 roku wprowadził Birmingham do Premiership. Sezon później przeniósł się do Wigan, gdzie miał przed sobą ciężkie zadanie reorganizacji drużyny. W rozgrywkach 2007/2008, po walce do ostatniej kolejki, zdołał utrzymać ten klub w najwyżej klasie rozgrywkowej, a już rok później zajął z nim dość wysokie, jedenaste miejsce, chociaż w styczniowym okienku transferowym stracił kluczowego zawodnika, Williama Palaciosa.

Przed początkiem zeszłego sezonu, 3 czerwca, były zawodnik Manchesteru United podpisał trzyletnią umowę z „Czarnymi Kotami”. To za jego kadencji, pomimo serii czternastu meczów bez zwycięstwa, klub zajął trzynastą lokatę w lidze. W dużej mierze była to też zasługa Darrena Benta, do którego transferu oczywiście w znacznym stopniu przyczynił się Bruce. Menadżer ten ma nosa do klasowych rywali, nigdy nie boi się też bronić swojego zdania, nawet jeżeli czasami niemal jasne jest, że racji on nie ma. Brak jakichkolwiek kompleksów w stosunku do rywali czyni go jedną z najbardziej barwnych postaci Premiership. Wystarczy choćby przytoczyć niedawną sytuację w starciu z Liverpoolem, kiedy to Michael Turner lekkim kopnięciem wznowił grę, a raczej jak sam uważał – tylko oddał piłkę bramkarzowi. Błąd wykorzystał duet Kuyt i Torres, a na wszystko swoją teorię posiadał oczywiście Bruce: – Myślę, że wszyscy na boisku, włączając w to drużynę Liverpoolu, wiedzieli, że Turner nie wykonał tego wolnego. Podał tę piłkę bramkarzowi, by on zajął się jego wykonaniem z miejsca, z którego wykonany być powinien. Jeżeli Michael miałby wznowić grę, to sędzia by zagwizdał i kazał zrobić to z miejsca zdarzenia oddalonego stamtąd o 25 jardów.
Cóż, jak wykazały telewizyjne powtórki, gra została wznowiona z miejsca, z którego powinna. Ale za to niektórzy właśnie cenią Bruce’a – za bezpośredniość nawet w nielogicznych sytuacjach i tę upartość, bronienie siebie i własnych podopiecznych. Dodając do tego jego rozwiązania taktyczne, zgrana drużyna rodzi się sama. Wystarczy tylko wspomnieć, kto ostatnio zatrzymał się na „Czarnych Kotach”. Poleciał Mancini i jego „Obywatele”, zgasł Ferguson i jego „Diabły”, bezradny był Wenger wraz z resztą „Kanonierów”, skompromitowali się też podopieczni Hodgsona. Zresztą sam Bruce mówił, że najlepsze zespoły korzystnie wpływają na jego podopiecznych, którzy prezentują wtedy pełnię możliwości. Żeby tylko nie grali oni tak brutalnie. Ostatnio ciągnięto nawet spory o to, czy Cattermole powinien dalej pełnić obowiązki kapitana, gdyż często łapie on kartki. Zresztą nie tylko on grzeszy brutalnością, to dość charakterystyczna cecha obecnego Sunderlandu.













