W futbolowym świecie występuje wiele różnorakich bohaterów. Od jednej skrajności do drugiej. Część można uważać za wzór, część niekoniecznie. Trzeba jednak przyznać, że niektórzy piłkarze, choćby się starali, to sprawiają wrażenie niereformowalnych.
Po zakończeniu jedenastej kolejki Premier League na myśl nasuwać może się pewna bardzo znana postać. Tego lata dołączyła ona do Manchesteru City za kwotę ponad 20 milionów funtów. Obiecywała poprawę i walkę o największe trofea. A miała nad czym pracować. W końcu we Włoszech uchodziła za niepoważną, konfliktową, ekscentryczną. O kim mowa? Mario Balotelli, oczywiście.

Napastnik ten poszedł za swoim byłym szkoleniowcem z Interu i przeniósł się na Wyspy. Wydane na niego pieniądze z pewnością muszą ciążyć, gdyż od takiego piłkarza zaczyna się oczekiwać wiele. Ale czy zbyt wiele? No właśnie, bo przysparzające chluby zachowanie nie wymaga raczej niewyobrażalnych męczarni, a strzelanie bramek to już inna sprawa. Zresztą, w potencjał tego zawodnika nikt nie wątpi. Udowodnił on, że potrafi dryblować, że może odnaleźć się w mało sprzyjających sytuacjach. Nieobce też były mu niekonwencjonalne zagrania, dzięki którym mógł rozwinąć skrzydła na boisku. Gole też strzelał. Tylko co zapamięta publiczność… wspaniałe bramki i dryblingi czy raczej poza boiskową burzę?
„Balo” sprawia wrażenie osoby o dwóch skrajnych obliczach. We Włoszech unosił się swoimi humorami. Rzucał koszulką o ziemię, buntował się w przypadku braku desygnacji do wyjściowego składu. Denerwowały go również niesłuszne (w jego przekonaniu) zmiany. Ogólnie rzecz ujmując sprawiał wrażenie, jakby nie podobał mu się Inter. Wystarczy chociażby wspomnieć o nasilającym się w zeszłym sezonie zamieszaniu w związku z Milanem. Rosły napastnik w koszulce „Rossonerich” pojawił się w telewizji, nie omieszkał również komentować swojego zainteresowania tym klubem.
W sumie w Manchesterze może dojść do analogicznej sytuacji. Dwa kluby z jednego miasta, kto wie, czy za jakiś czas (na przykład po zwolnieniu Manciniego, co przecież nie jest wykluczone) nie zacznie on puszczać oczek do rywala. To jednak wybieganie w przyszłość i być może stawianie piłkarza na siłę w złym świetle. Kto jednak nie patrzył z delikatnym przymrużeniem oka na jego obietnice po transferze… Będę się starał, będę się pilnował, zdobędę co tylko mogę – deklarował Balotelli.
Aż do meczu z West Bromwich? To niesamowite jak łatwo można zniszczyć dobre pierwsze wrażenie. Przecież zdobył on gola w swoim debiucie z Timisoarą. W meczu z „The Baggies” otworzył wynik spotkania. Potem podwyższył prowadzenie. Był widoczny przez cały czas, mogły to poświadczyć nawet gwizdy niezadowolenia na trybunach beniaminka. W drugiej połowie wystarczyły minuty, by napastnik wyleciał z boiska. Najpierw w mało spokojny sposób zademonstrował on swoje niezadowolenie po nieprzyznaniu rzutu karnego, a potem wyładował on narastającą złość na Mulumbu. Zupełnie niepotrzebne zagranie, które może skończyć się dłuższym niż ustawa przewiduje zawieszeniem.











