Rok temu porównywany, a przez niektórych ekspertów nawet stawiany na równi z Leo Messim i Cristiano Ronaldo. Zachwycał, bijąc kolejne rekordy, oraz przesuwał wytyczone dotąd granice. Obecnie po zawodniku, który oczarował cały świat, niewiele pozostało. Mohamed Salah rozczarowuje, grając bez błysku, polotu i finezji. Kolejnymi nieudanymi występami tylko potęguje pytanie: gdzie się podział „Król Egiptu”?
Po transferze do Liverpoolu nikt na Anfield Road nie oczekiwał od Egipcjanina cudów. Ot, byle tylko powtórzył statystyki z włoskich boisk. Dołożył kilkanaście asyst, kilkanaście bramek i byłoby świetnie. Tym bardziej że przecież zawodnicy z przeszłością w Serie A często nie sprawdzali się w zespole „The Reds”. Może poniekąd dlatego oczekiwania wobec Mohameda Salaha nie były wysokie. Dodatkowo na Wyspach nadal pamiętano, że Premier League za pierwszym podejściem Egipcjanin nie zawojował. Choć to już temat na oddzielny elaborat.
W każdym razie Mohamed Salah miał być ciekawym dodatkiem do drużyny Jürgena Kloppa. Bynajmniej nikt w osobie byłego gracza AS Roma przyszłej gwiazdy „The Reds” raczej nie upatrywał. Poza tym przecież nie było większych podstaw, by uważać inaczej. Szybki? Tak, jak najbardziej. Zwinny? Też, nawet bardzo. Drybler? Już nie do końca… Ze skutecznością też różnie bywało. Piłkarzy o podobnym profilu do Premier League przez lata trafiało bardzo wielu. Większość zgasła, zanim zaświeciła. A Mohamed Salah? Oślepiającym światłem błyszczał już podczas przedsezonowych przygotowań.
„Król Egiptu”
W pierwszych meczach sparingowych widać było nić porozumienia Egipcjanina szczególnie z Philippe Coutinho. Z każdym kolejnym spotkaniem eksperci i kibice utwierdzali się w przekonaniu, że z tej mąki będzie chleb. I rzeczywiście był. Gol w debiucie na pewno ułatwił zawodnikowi ponowny start w angielskiej ekstraklasie. Z każdym kolejnym meczem robiło się coraz bardziej interesująco. Egipcjanin kolekcjonował bramki oraz asysty, wykonując przy tym często pokraczne zwody. Duże susy, wysoko uniesione kolana wyglądające niczym bieg pająka zapewne by bawiły, gdyby nie były tak skuteczne. A na pająkowate zwody Mohameda Salaha nabierali się praktycznie wszyscy. A jeśli się nie nabierali, to piłkarz Liverpoolu wykorzystywał niesamowite atuty motoryczne.
W ten czy inny sposób górą w zdecydowanej większości pojedynków był Egipcjanin. Z czasem snajper „The Reds” stał się wręcz fenomenem. Pewnym urozmaiceniem obecnego, monotonnego futbolu. Do piedestału, na którym od lat przepychają się Leo Messi i Cristiano Ronaldo, miał w końcu dołączyć ktoś jeszcze. Tym bardziej że Egipcjanin bił kolejne rekordy. W tym ten jeden magiczny. Zdobywając 32 bramki w Premier League, pobił osiągnięcie dzielone dotąd przez Alana Shearera, wspomnianego już Portugalczyka oraz Luisa Suareza. Świat legł u stóp Mohameda Salaha.













