Absolutna czołówka angielskiej ligi. Każdy z nich zgromadził przynajmniej pół tysiąca występów w rozgrywkach Premier League. W zeszłą sobotę do zacnego grona jako trzynasty zawodnik w historii dołączył James Milner. Piłkarz niedoceniany i operujący zazwyczaj na drugim planie. Bez statusu gwiazdy, a jednak już zapisany na kartach historii angielskiego futbolu.
Angielska Premier League to dla zawodników bardzo trudne rozgrywki. Poziom sportowy cały czas się podnosi. Intensywność kalendarza spotkań jest wręcz nieludzka. Kiedy piłkarz z polskiej ekstraklasy (i wielu innych lig też) przegląda katalogi w poszukiwaniu miejsca na spędzenie Sylwestra, w Anglii grają co dwa lub trzy dni. Poza maratonem zimowym też nie jest o wiele łatwiej. Do rozgrywek krajowych dochodzą przecież jeszcze mecze w ramach europejskich pucharów. Niesamowite obciążenia sprawiają, że wiele organizmów nie daje rady. Kontuzje, problemy z regeneracją i niezaleczone mikrourazy.
Dodatkowo nikt w tej lidze nikogo nie oszczędza i jeżeli zajdzie taka potrzeba, to rywal sprowadzi do parteru. Sfauluje, być może nawet brutalnie, by tylko jego zespół odniósł korzyść. Tego właśnie obawiał się między innymi Cristiano Ronaldo, po latach wyjawiając jeden z powodów odejścia z Manchesteru United.
Dlatego obcokrajowcy kuszeni ofertami Realu Madryt czy Barcelony najczęściej uciekają z Premier League. W Hiszpanii liga nie jest tak intensywna, a rywale nie grają tak agresywnie. Czynnik finansowy też oczywiście ma olbrzymie znaczenie. Na wszystkie wymienione argumenty nie zważają jednak rodzimi gracze. Wychowani w ogniu Premier League nierzadko cierpią z powodu wspomnianej intensywności, ale na Wyspach zostają. Nawet jeśli ktoś zaoferuje im możliwość wygrzewania się w iberyjskim słońcu, to z angielskiej ligi nie odejdą. Dla wielu z nich świat futbolu zaczyna i kończy się na Premier League. Grając w angielskiej ekstraklasie przez ponad dekadę, kreują jej wizerunek. Nierzadko mimo zerwanych wiązadeł w kolanie lub gorszych kontuzji wracają po więcej. Są niczym Terminatorzy. Dzięki temu wstąpili do panteonu legend Premier League. W zeszłą sobotę dołączył do nich James Milner.
Trzynasty wspaniały
Debiutując w angielskiej ekstraklasie, Anglik nie mógł przypuszczać, że szesnaście lat później będzie miał na koncie pół tysiąca rozegranych spotkań w Premier League. Tym samym jako trzynasty zawodnik w historii dołączył do ścisłego grona legend. Graczy, którzy zdecydowaną większość swojej kariery spędzili na angielskich boiskach. Wśród nich są piłkarze absolutnie z najwyższej półki jak Steven Gerrard, Frank Lampard czy Rio Ferdinand. Zawodnicy o fantastycznych umiejętnościach, którymi przez lata zachwycali kibiców i dzięki którym zdobywali hurtowo trofea. W trzynastoosobowym gronie są także gracze o mniejszych możliwościach, wykuwający swój sukces w ogniu ciężkiej pracy. Jednym z takich przypadków jest właśnie James Milner.













