Raków Częstochowa bardzo efektownie kończy letnie transfery. Na kilka godzin przed zakończeniem okienka klub spod Jasnej Góry sprowadził do siebie gwiazdę PKO Ekstraklasy Michaela Ameyawa oraz ciekawego piłkarza z pierwszoligowych boisk – Jesusa Diaza. Można uznać te ruchy za desperackie, Raków bowiem w złym stylu wszedł w sezon. Nowi zawodnicy mają być lekarstwem na ofensywne bolączki „Medalików”. W związku z tym Diaz, a w szczególności Ameyaw stoją w Częstochowie przed niezwykle trudnym zadaniem.
Po powrocie Marka Papszuna do Częstochowy oczekiwania były ogromne. Drużyna nie musiała już rozgrywać spotkań co trzy dni w europejskich pucharach, a szkoleniowiec powracał do współpracy z Michałem Świerczewskim z łatką cudotwórcy i największej gwiazdy na polskim rynku trenerskim. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała projekt nowego-starego szkoleniowca. Raków wyglądał źle na początku sezonu, a to, co miało ulec poprawie z czasem, wcale się nie zmieniało. Na dodatek za ogromną sumę drużynę „Medalików” opuścił lider i kluczowy piłkarz – Ante Crnac. Gra Rakowa wyglądała tylko gorzej.
Raków ogląda się źle
Dla postronnych obserwatorów drużyna spod Jasnej Góry jest nudna i mało widowiskowa. Popisom Rakowa na boisku brakuje bardzo dużo, by zaczęły wzbudzać ekscytację. Natomiast kibiców częstochowskiej ekipy ulubieńcy po prostu frustrują swoją nieskutecznością i brakiem kreatywności. W siedmiu kolejkach ligowych „Medaliki” zwyciężały tylko z beniaminkami, z czego trzy punkty zdobyte w Gdańsku były wyszarpane w ostatnich minutach tego spotkania. Raków jest bezzębny i powolny. Częstochowianie kreują bardzo mało sytuacji, a gdy już uda im się wyczarować coś konkretnego pod bramką rywala, piłkarze rzadko trafiają w światło bramki.
Według oficjalnych danych PKO Ekstraklasy drużyna Marka Papszuna jest na 11. miejscu w tabeli xG z wynikiem o ponad pięć bramek gorszym od liderującego Lecha Poznań. Dla drużyny, która chce walczyć o mistrzostwo, to wynik katastrofalny, a ta statystyka jest szczególnie bolesna. Problem tkwi bowiem w systemie, a nie tylko w braku skuteczności piłkarzy ofensywnych. Cztery mecze zagrane na zero z przodu to poważny sygnał alarmowy. Z każdym kolejnym meczem coraz bardziej rozczarowują Lamprou i Amorim. Daleki od optymalnej dyspozycji jest Kochergin. Z klubu odszedł Ante Crnac. Pozytywów można szukać co najwyżej w solidnej grze obronnej i rozwoju Kacpra Trelowskiego. To jednak zdecydowanie za mało, by myśleć o sukcesach.











