To, że polskie środowisko piłkarskie jest ułomne, wiadomo od dawna. Kiedyś brakowało infrastruktury, później sprzedawano mecze, a teraz nasi rodzimi trenerzy kontynuują swoje metody treningowe, polegające na traktowaniu piłkarzy niczym rozkapryszonych dzieciaków.
O co konkretnie chodzi? Otóż kilka godzin temu (wtorek, 14 kwietnia) władze Jagiellonii Białystok poinformowały, iż do drużyny rezerw zespołu z Podlasia odesłany został jego najlepszy (!) strzelec, Mateusz Piątkowski. Powód? Zawodnik w ostatniej chwili odmówił złożenia podpisu pod przygotowanym dla niego nowym kontraktem. Dobrze, przyznaję — były gracz Dolcanu Ząbki, którego wartość szacowana przez portal transfermarkt.de oscyluje wokół kwoty 250 tys. euro, postąpił niezbyt profesjonalnie, ale czy nie można ukarać go w inny sposób?
Takie metody dyscyplinowania swoich podopiecznych przez trenerów wywołują jedynie salwy śmiechu i kojarzą się raczej ze szczenięcymi latami każdego człowieka. Wszyscy dostaliśmy kiedyś tego typu karę od rodziców: albo zrobisz coś, albo masz szlaban. Teraz ów szlaban nałożono na Piątkowskiego. A kto tego dokonał? Zapewne „polski Guardiola”, czyli Michał Probierz. Określanie go tym mianem coraz bardziej traci na aktualności, ponieważ prawdziwy Guardiola zapewne by tak nie postąpił. Ale cóż… Jaki kraj, tacy trenerzy i ich metody wychowawcze.
Nie mam zamiaru tutaj skupiać się jedynie na białostockim konflikcie, ponieważ to nie jest jakiś odosobniony przypadek, jeżeli chodzi o polską rzeczywistość. Gdybyśmy chcieli ustalić liczbę tego typu kar, jakie selekcjonerzy rodzimych klubów nakładają na zawodników, prędzej czy później pogubilibyśmy się. Bo tyle takich idiotycznych wręcz odsunięć zawodników od treningów z pierwszym zespołem danej drużyny już było, a różnią się one jedynie powodem, który do tego doprowadził. Czasami jest to niewłaściwe zachowanie futbolistów w tzw. czasie wolnym (słynna afera z Ljuboją i Radoviciem, którzy zabalowali pewnego razu w Enklawie), innym razem zaś ich słabsza forma lub niewłaściwe zachowanie względem pracowników klubu.
Może rzeczywiście każde z wyżej opisanych „przewinień” zasługuje na małe wstrząśnięcie poszczególnymi piłkarzami, ale czy odsuwanie ich od treningów z pierwszym zespołem to naprawdę jedyna kara jaką znają polscy trenerzy? Na co liczą stosując ten zabieg? Chcą pokazać, kto w klubie rządzi, a komu przypada rola służącego, który musi im usługiwać, a gdy tego nie uczyni — traktuje się go niczym małolata? T-Mobile Ekstraklasa nigdy nie będzie postrzegana jako w pełni profesjonalna organizacja, jeżeli jej ważnym ogniwem będą dalej tacy polscy „Mourinhowie” czy inni „Guardiole”.
Dlaczego szkoleniowcy nie są odsyłani do sprzątania korytarzy albo strzyżenia trawników, gdy osiągają słabe wyniki? Panie sprzątaczki na pewno chętnie odpoczęłyby trochę, patrząc, jak nasi trenerzy szorują podłogi. Praca fizyczna zmusza do refleksji zapewne o wiele bardziej niż treningi piłkarzy z juniorami. Zastanawiające jest przede wszystkim to, jak można tak łatwo wyrzucić z meczowej osiemnastki najlepszego strzelca ligi. Może rzeczywiście Piątkowski żądał za dużo pieniędzy przy podpisywaniu nowego kontraktu, ale dorośli ludzie dogadują się zgoła inaczej. Jeżeli kompromis nie był możliwy do osiągnięcia, wystarczyło powiedzieć: to jest twój ostatni sezon w Jagiellonii, masz grać najlepiej jak potrafisz, a po sezonie rób co chcesz. Z takiego rozwiązania skorzystaliby wszyscy.










