Podopieczni Freda Ruttena są prawdziwą rewelacją ligi holenderskiej. Do tej pory przegrali tylko raz i utrzymywali się w czołówce tabeli. Dziś Ajax Amsterdam miał pokazać Vitesse miejsce w szeregu, ale niespodziewanie sam został posłany na deski. Mecz zakończył się sensacyjnym wynikiem 0:2.
Mistrzowie Holandii w tym sezonie nie przegrali jeszcze w lidze. Mimo to do prowadzącego Twente tracili siedem oczek. To efekt zbyt częstego dzielenia się punktami z rywalami. Vitesse też długo było niepokonane, dało się zaskoczyć dopiero AZ Alkmaar w 9. kolejce Eredivisie. Można więc było uznać starcie obu drużyn za mecz na szczycie ligi holenderskiej.
Ajax dominował na murawie od pierwszego gwizdka, ale była to tylko przewaga w posiadaniu piłki. Podopieczni Franka de Boera nie potrafili wykończyć stworzonych przez siebie akcji celnym strzałem. Graczom z Amsterdamu brakowało dynamiki. Nie potrafili przebić się przez twardą defensywę Vitesse. Gdy wydawało się, że żadna z drużyn nie zejdzie z murawy, prowadząc, Wilfried Bony wykorzystał okazję i zdobył pierwszego gola w 38. minucie.
Po przerwie goście, uskrzydleni prowadzeniem, zaczęli kolejne natarcie. Zdobyli drugą bramkę w nieskomplikowany sposób – Bony przytrzymał piłkę w środku pola, podał na prawe skrzydło do Ibarry, ten dośrodkował, a młody Iworyjczyk wpakował futbolówkę do siatki strzałem głową z kilku metrów. To była banalnie prosta, lecz skuteczna akcja. Obrońcy Ajaksu wyglądali, jakby przestraszyli się szarżującego napastnika Vitesse. Frank de Boer próbował ratować sytuację, wprowadzając zmienników, ale nie udało mu się już rozruszać swojej drużyny. Trener mistrzów Holandii poczuł dziś prawdziwą gorycz porażki, tym gorszej, że niespodziewanej.
Dzięki temu zwycięstwu przyjezdni pokazali, że nikt w Eredivisie nie powinien ich lekceważyć. Nie zdziwię się też, jeśli wróble zaczną ćwierkać o transferze Wilfrieda Bony’ego do lepszego klubu. Jeśli snajper utrzyma obecną formę, to koronę króla strzelców ma w kieszeni.










