Skład finalistów tegorocznego Pucharu Narodów Afryki może być zaskoczeniem dla każdego, kto interesuje się futbolem. W najbardziej prestiżowym turnieju piłkarskim na Czarnym Lądzie zabraknie czterech z sześciu pochodzących z tego kontynentu finalistów ostatnich mistrzostw świata: Algierii, Kamerunu, Nigerii oraz RPA. Dodając do tego brak zwycięzcy trzech ostatnich edycji PNA, czyli Egiptu, możemy sobie uświadomić, jak wiele niespodzianek przyniosły eliminacje turnieju, który zostanie rozegrany na boiskach Gabonu i Gwinei Równikowej. Prześledźmy pokrótce przyczyny takiego stanu rzeczy.
Kamerun – Klątwa rzutów karnych trwa
Samuela Eto’o bezsprzecznie można nazwać najlepszym kameruńskim piłkarzem od czasów legendarnego Rogera Milli. O ile jednak Milla, mimo zaawansowanego wieku, potrafił swoimi bramkami zapewnić swojej ekipie awans do ćwierćfinału mistrzostw świata we Włoszech, to napastnik grający dziś w Anży Machaczkała dużo więcej sukcesów odnosi w piłce klubowej niż na poziomie reprezentacyjnym. Ostatnim spektakularnym triumfem Kamerunu było bowiem zwycięstwo w Pucharze Narodów Afryki w 2002 roku. Fani „Nieposkromionych Lwów” mieli więc nadzieję na przełamanie złej passy.

Ich ulubieńcy nie najlepiej rozpoczęli decydującą część eliminacji do 28. edycji afrykańskiego czempionatu. Remis na własnym terenie w starciu z Demokratyczną Republiką Konga oraz wyjazdowa porażka z Senegalem postawiła podopiecznych Javiera Clemente w fatalnym położeniu. Aby mieć nadzieję na awans do turnieju finałowego, Kameruńczycy musieli pokonać w rewanżu Senegal.
Mimo sporej przewagi, gospodarze nie potrafili zmusić do kapitulacji senegalskiego bramkarza, Bouny Coundoula. Wreszcie na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry desperacki atak Kameruńczyków przyniósł im rzut karny. Decyzja arbitra wywołała wielką radość na trybunach stadionu w Jaunde. Do piłki podszedł Samuel Eto’o, bo któż inny mógł być egzekutorem „jedenastki”, jeśli nie kapitan drużyny? Futbolówka nie ląduje jednak w siatce, a pechowy strzelec przez dłuższą chwilę leży na murawie, chowając twarz w dłoniach.
Zmory przeszłości wracają ze zdwojoną mocą. W 2005 roku Pierre Wome marnuje karnego, przez co Kamerun nie jedzie na mistrzostwa świata. Obrońca Interu Mediolan cudem uniknął wówczas linczu ze strony rozjuszonego tłumu. Rok później, w Pucharze Narodów Afryki, etatowym wykonawcą rzutów karnych jest już Samuel Eto’o. I tym razem pudło z jedenastu metrów wyrzuca „Nieposkromione Lwy” z turnieju.
Eto’o mimowolnie przyczynił się do trwających wiele godzin zamieszek na ulicach kameruńskiej stolicy, Jaunde. Wściekli ludzie podpalali samochody oraz koszulki z nazwiskiem swojego niedawnego idola. Policja informuje o czterech ofiarach śmiertelnych. Dzień później załamany kapitan staje przed kamerami telewizyjnymi i błaga rodaków o wybaczenie. Jego prośba zostaje spełniona, a Kamerun zgodnie z przewidywaniami zajmuje w swojej grupie eliminacyjnej drugie miejsce. Do mistrzostw awansuje Senegal, „Nieposkromionym Lwom” pozostają telewizyjne transmisje.











