Ostatnie dni na Półwyspie Iberyjskim zdominował jeden temat. Wbrew pozorom nie był to powrót najbardziej prestiżowych rozgrywek na świecie i związane z tym występy Realu, Atletico i Barcelony. Chodzi o sprawę zupełnie inną i o wiele poważniejszą. Sprawę, która może wywrócić piłkarską Hiszpanię do góry nogami.
Kilka miesięcy temu po raz pierwszy usłyszeliśmy oficjalnie, że niektóre mecze rozgrywane w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii mogły zostać zmanipulowane. Podobny wniosek można było wysnuć już podczas oglądania niektórych spotkań, bo ewidentnie było widać, że coś jest nie tak. Być może wpływ na nasze postrzeganie miała afera korupcyjna, która jeszcze kilka lat temu pustoszyła Polskę. Dlatego trudno nam było uwierzyć, że niespotykane zwroty akcji w wielu pojedynkach miały charakter wyłącznie przypadkowy i jedynymi czynnikami, jakie miały na to wpływ, były aspekty sportowe. Nie było jednak pewności, że nasze domysły są słuszne, bo cały czas nie było potwierdzenia.
To nadeszło kilkanaście tygodni temu, gdy prasa w Hiszpanii poinformowała, że prokuratura wzięła pod lupę mecz Levante – Real Saragossa, który został rozegrany pod koniec sezonu 2010/2011. Wówczas na boisku padł wynik 2:0, który pozwolił tym drugim utrzymać się w Primera Division. Od razu, gdy afera zaczęła docierać do środków masowego przekazu, rozpoczęły się przesłuchania piłkarzy, którzy mieli okazję występować w tamtym pojedynku. Najbardziej znane nazwiska – Uche oraz Gabi – obrały nieco różną taktykę. Ten pierwszy, który obecnie reprezentuje barwy Villarrealu, od początku zaprzeczał, że podczas tamtej rywalizacji działo się coś podejrzanego.

Zupełnie inny kierunek wybrał obecny gracz Atletico, który przyznał się do udziału w sprzedanym meczu i zapowiedział, że będzie ściśle współpracował z organami ścigania. Mimo daleko sięgającego śledztwa jeszcze nikomu nie zostały postawione zarzuty. Dopiero lada dzień ma ruszyć proces, który ma dotyczyć 42 osób. Jedyną ukaraną do tej pory osobą jest Javier Aguirre, który podczas tego feralnego pojedynku zasiadał na ławce trenerskiej Realu Saragossa. Federacja Japonii, która była jego obecnym pracodawcą, uznała, że widmo rychłego uznania za winnego wyklucza jego dalszą pracę na stanowisku selekcjonera kadry narodowej.
Od razu, gdy pojawiły się pierwsze doniesienia o podejrzanym pojedynku z sezonu 2010/2011, padły słowa, że może to być tylko wierzchołek góry lodowej i należy się spodziewać, że za jakiś czas będą się pojawiać informacje o kolejnych podejrzanych spotkaniach. Bardzo poważne śledztwo rozpoczęła we wtorek „Marca”, która na swojej okładce pisze o „skandalu, który zatrzęsie hiszpańską piłką”.












