Adrian Siemieniec został trenerem Jagielloni Białystok na początku kwietnia, zastępując na tym stanowisku Macieja Stolarczyka. Były trener rezerw zespołu z Podlasia jest najmłodszym szkoleniowcem w PKO Ekstraklasie. W roli trenera Jagielloni ma za sobą trzy spotkania. W rozmowie z nami opowiada o początkach swojej pracy w roli trenera, grze Jagiellonii czy o Marcu Gualu.
Jak zaczęła się Pana przygoda z trenowaniem?
– Swoją przygodę rozpocząłem od pracy z dziećmi, najpierw w akademii piłki nożnej w Czeladzi, następnie było Zagłębie Sosnowiec, potem na uczelni AWF Katowice i Rozwój Katowice. Bardzo chciałem angażować się w te projekty. Tam tak naprawdę rozpoczęła się moja historia z piłką seniorską. Kiedy przyszedłem na staż, drużyna była blisko awansu do drugiej ligi i zostałem wkomponowany do sztabu, a w wieku 21 lat zacząłem swoją pracę w roli asystenta na poziomie drugiej ligi w Rozwoju Katowice. Potem była już historia w Chrobrym Głogów z trenerem Mamrotem, a dalej to już oczywiście Pan bez problemu moje losy może prześledzić korzystając z internetu.
Mówił Pan, że w wieku 21 lat zaczął Pan pracę w rozwoju Katowice. W jakim wieku zaczął Pan trenować młodzież?
– Wtedy to były moje pierwsze treningi, ale nie prowadziłem ich sam, bo nie miałem jeszcze licencji. Pierwsze aktywności w roli trenera miały miejsce na przełomie 19-20 roku życia. Próbowałem pomagać swoim kolegom, z którymi wcześniej grałem. No i tak naprawdę w wieku 20 lat, jeśli dobrze pamiętam miałem już swoją drużynę. Łączyłem wtedy uczelnie, pracę w Rozwoju Katowice jako asystent i pracę z dzieciakami w Zagłębiu Sosnowiec, także trochę tej pracy było, ale zawsze traktowałem to jako pasję, a nie jako miejsce do zarabiania pieniędzy, więc bardzo się cieszyłem, że ten czas miałem wypełniony i mogłem się realizować na wielu płaszczyznach.
Czy jest Pana zdaniem jedna cecha wspólna, która łączy nowe pokolenie polskich trenerów, takich jak Pan albo Dawid Szulczek dla przykładu?
– Na pewno uważam, że znając tych młodych trenerów, którzy wchodzą, pojawiają się na rynku, to mam wrażenie, że przede wszystkim łączy nas pasja do piłki, do tego zawodu i to, że od młodych lat budowaliśmy tak naprawdę swoją pozycję. Poprzez właśnie to zaangażowanie i pasję do tego zawodu jesteśmy dzisiaj w tym miejscu.
Już Pan o tym zdążył wspomnieć, że pracował Pan bardzo długi czas z Ireneuszem Mamrotem. Są jakieś rozwiązania, które od niego Pan zaczerpnął?
– Moja wizja piłki i spojrzenie na futbol cały czas ewoluuje i się zmienia. Futbol też się zmienia, więc na dzisiaj to, co dobrze działa, bardzo często trzeba poddawać refleksji, cały czas trzeba się rozwijać, więc trenerzy muszą nieustannie iść do przodu i udoskonalać swój pomysł na grę. Muszą rozwijać się pod kątem taktycznym, ale też pod kątem zarządzania grupą. Dlatego ciężko wymienić mi jeden element. Bardziej to mogą być rzeczy związane z ideą, z tożsamością, z tym, co bym chciał, żeby drużyna grała. Niekoniecznie chodzi o jakieś konkretne rozegranie czy wariant tylko po prostu o to, jaką drużynę chcę widzieć na boisku, a chcę widzieć ekipę intensywną i zaangażowaną. Lubię, kiedy mój zespół potrafi zdominować mecz pressingiem albo posiadaniem piłki.











