To miała być drużyna na miarę PSG czy Manchesteru City. Miała włączyć się do walki o najwyższe trofea w Hiszpanii. Miała zwojować Ligę Mistrzów, być postrachem dla każdej drużyny, której przyszłoby przyjechać na Estadio La Rosaleda. Miała być – to słowo kluczowe. Co więc poszło nie tak?
Zabawa w petrodolary
9 kwietnia 2013 roku na Signal Iduna Park miała zdarzyć się rzecz historyczna. Malaga jedną nogą była już w półfinale Ligi Mistrzów, jednak wtedy zdarzył się cud. Dwie bramki Borussii w doliczonym czasie gry przekreśliły szansę hiszpańskiego klubu na największy sukces w historii. To jednak nie było początkiem problemów „Los Boquerones”. Te zaczęły się nieco wcześniej. Ale po kolei.
Przenieśmy się w czasie jeszcze o trzy lata wstecz. W 2010 roku klub z Andaluzji za 36 mln euro kupuje szejk Abdullah Al Thani. Dla sympatyków Malagi to cudowna wręcz wiadomość. Brak funduszy poprzedniego właściciela spędzał wszystkim sen z powiek. Już pierwsza konferencja Al Thaniego potwierdzała to, czego wszyscy się domyślali – szejk będzie w swój nowy nabytek pompował ogromne pieniądze. Zadeklarował, że w ciągu czterech sezonów Malaga zawojuje europejskie puchary. Przyszłość pokazała, że się nie mylił.
Nowe porządki
Letnie okienko transferowe przed sezonem 2011/2012 to prawdziwy rozkwit dla drużyny. Al Thani wydaje fortunę i sprowadza do klubu Demichelisa, van Nisterlooya, Monreala, Mathijsena, Toulalana, Isco, Santiego Cazorlę i bramkarza Kameniego. Ówczesny trener, Manuel Pellegrini, świetnie wykorzystał potencjał nowych zawodników i w tym samym sezonie zaprowadził Malagę na wysokie, czwarte miejsce w La Liga. Miejsce, które dało pierwszy w historii awans do Ligi Mistrzów. Kibice mogli czuć jedynie zachwyt.
Kolejny sezon to szósta lokata w lidze i świetne mecze w europejskich pucharach. Wydaje się, że wszystko idzie zgodnie z planem, a dobre wyniki to potwierdzają. Spełniły się słowa Al Thaniego o grze w Lidze Mistrzów, a również w ojczyźnie drużyna nie zawodzi. Isco stał się prawdziwą gwiazdą, Pellegrini, który od początku odważnie na niego stawiał, wprowadził go na wyższy poziom grania. Już wtedy z zainteresowaniem przyglądali mu się działacze Realu Madryt. Inwestycja, która kosztowała szejka 6 mln euro, już niedługo mogła zwrócić się z potężną nawiązką.
Długi, długi i jeszcze raz długi…
Na pierwszy rzut oka Malaga była na najlepszej drodze do wielkości. Wtedy jednak zaczynają docierać niepokojące wieści, jakoby właściciel klubu miał problemy z potężnymi długami. Z początku traktowane z dużym dystansem, nabrały na sile, gdy na jaw wychodzi, że kilku piłkarzy od dłuższego czasu nie otrzymuje pensji. W dodatku o pieniądze za transfery upominają się inne zespoły. Zarówno w klubie, jak i w jego otoczeniu zaczyna tworzyć się niezdrowa atmosfera. Do Manchesteru City odchodzi Manuel Pellegrini, do Realu Madryt Hiszpan Isco. Klub opuszcza także inny piłkarz, mający w założeniu stanowić jeden z filarów drużyny – Santi Cazorla. W sumie Malagę opuszcza aż 18 graczy. „Los Boquerones” rozpoczynają swoją drogę ku upadkowi.











