Fot. Thomas Vermaelen po raz kolejny pokazał swój instynkt strzelecki
Przed dwoma dniami ruszyły eliminacje do mistrzostw świata w strefie europejskiej. Znudzony przewidywalnością wyników wielkich zespołów, które grając tyłem do bramki przeciwnika, aplikują rywalowi kilka goli (Anglia, Holandia, Niemcy), czy bylejakością polskiej kadry (ciągłe afery i mnóstwo szkolnych błędów w grze) poszukiwałem czegoś innego, czegoś ciekawego, na czym warto zawiesić oko. Czegoś, z czego każdy podświadomie zdaje sobie sprawę, ale nie mówi o tym głośno. Pierwsze spotkania nie dały nam wielu odpowiedzi, ale moją uwagę zwrócił pewien szczegół. Ten szczegół to Belgia, której poczynania obserwuję (zapewne nie tylko ja) już od dłuższego czasu.
Belgowie ograli (2:0) w meczu wyjazdowym Walijczyków. Solidnych, ale nie byle jakich. Bale, Ramsey, Williams i kilku innych to wysokiej klasy piłkarze. Ktoś spyta: „I co z tego? Każdy czasem wygrywa. Nawet my”. Zgadzam się, ale „my” wygrywamy z San Marino albo co najwyżej remisujemy z kimś lepszym. Towarzysko. Udowodnię, że Belgom do bylejakości daleko, choć jeszcze kilka sezonów temu prawie nikt nie podzieliłby tego poglądu. Miesiąc temu rozegrali towarzyskie spotkanie z Holandią. Co by nie mówić, aktualnym wicemistrzem świata. Miał on posłużyć „Oranje” do wyleczenia kaca po Euro, ale chyba jeszcze go pogłębił, bo Belgowie wygrali ten pojedynek 4:2 i bynajmniej nie był to przypadkowy wybieg. Powiecie, że to tylko mecz towarzyski. Jasne. Szwajcarzy wygrali niedawno z Niemcami, ale to nie oznacza, że są od nich lepsi. Po prostu mieli lepszy dzień lub przeciwnik nie podszedł do tego spotkania z należytym szacunkiem dla rywala. Wcześniej, na mundialu w RPA, gdzie Szwajcarzy w swoim pierwszym grupowym meczu wylali kubeł zimnej wody na cieszącą się z tytułu jeszcze przed mistrzostwami Hiszpanię, też nikt nie zwrócił na to uwagi. Wróćmy jednak do tematu.
Eden Hazard to nadzieja reprezentacji Belgii (fot. hbvl.be)
Jako osoba zajmująca się na co dzień ligą angielską zacząłem się zastanawiać, skąd ten wysyp Belgów? Przecież to dopiero 40. drużyna w rankingu FIFA. To żywy przykład, że rankingi nie grają. Zwróćcie jednak uwagę, jak szybko Belgia galopuje w górę tego zestawienia. Przejdźmy jednak dalej. Rok temu Chelsea kupiła z Anderlechtu, króla strzelców belgijskiej ekstraklasy, Romelu Lukaku za 20 mln funtów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że rosły napastnik miał wówczas 18 lat. Przed Lukaku do Anglii trafili m.in. Vincent Kompany, który został wybrany najlepszym graczem Premiership ubiegłego sezonu, czy Fellaini, który jest liderem bardzo dobrze prezentującego się w tym roku Evertonu. W tym sezonie na Goodison Park trafił także Kevin Mirallas, który w poprzednich rozgrywkach był królem strzelców greckiej ekstraklasy. Mało? Głównie dzięki dobrej postawie obrońcy Arsenalu – Thomasa Vermaelena – jego zespół w trzech kolejnych spotkaniach nie stracił bramki. W Tottenhamie przestano płakać po Ledleyu Kingu, bo z Ajaksu sprowadzono jego następcę – Jana Vertonghena, który w pierwszych meczach udowodnił swoją wartość. Jego klubowym kolegą został Moussa Dembele, który trafił na White Hart Lane za 15 mln funtów. Biorąc pod uwagę to, co potrafi ten kreatywny zawodnik, to niedużo. Jest jeszcze niezły Mignolet z Sunderlandu, który w reprezentacji jest tylko rezerwowym. O kimś zapomniałem? Nie. Nie zapomniałem. Celowo kończę na Hazardzie, bo to piłkarz fenomenalny, niemieszczący się w żadne ramy. Swoista wisienka na torcie. Dość powiedzieć, że młody Belg miał udział przy prawie wszystkich bramkach swojego zespołu w ligowych rozgrywkach. Wcześniej pozbierał wszystkie indywidualne nagrody w Ligue 1, a gdy zrobiło mu się za ciasno, postanowił rozwijać się w innym otoczeniu.
Wydawałoby się, że to już wszyscy, którzy coś znaczą dla belgijskiej piłki. W innych ligach też ich nie brakuje. Nicolas Lombaerts zasłużył na miano najbardziej wartościowego obcokrajowca w rozgrywkach rosyjskiej Premier Ligi. Daniel Van Buyten kilka ostatnich sezonów był podporą Bayernu Monachium, a Thibaut Courtois mimo zaledwie 20 lat na karku już wygrał Ligę Europy i superpuchar. Po portugalskich boiskach w barwach Porto biega Steven Defour, a w Holandii jedną z największych gwiazd PSV jest Dries Mertens. W ostatnich dniach Zenit podkupił z Benfiki Axela Witsela za 40 mln euro. W belgijskiej drużynie jest jeszcze kilku innych dobrej klasy piłkarzy, ale nazwiska De Bruyne, Gilleta czy Alderweirelda z Ajaksu przeciętnemu Kowalskiemu nic nie mówią. A szkoda. I pomyśleć, że taki gwiazdozbiór uzbierano w 11-milionowym kraju bez większych tradycji piłkarskich. Brzmi jak żart, ale takie są fakty.
W Belgii miejscowa prasa zaczęła nazywać drużynę Marka Wilmotsa „złotą generacją”. Jaka to złota generacja, skoro niczego nie osiągnęła? Nie zagrała na mundialu ani na europejskim czempionacie. Powoli. Sami piłkarze z pokorą tonują takie zaszczytne tytuły. – Niczego nie osiągnęliśmy, musimy twardo stąpać po ziemi. Jeśli poprawimy wynik naszych rodaków z 1986 roku, kiedy Belgia dotarła do półfinału mistrzostw świata, to będziecie mogli mówić, że nadeszła złota era. Poczekajmy jeszcze kilka lat – powiedział dziennikarzom 19-letni napastnik Chelsea Romelu Lukaku. Przypomnijmy, że Belgia z Janem Ceulemansem i Enzo Scifo pokonała w 1986 roku Związek Radziecki i Hiszpanię, a dopiero w półfinale uznała wyższość Argentyny. Swoją drogą – „Poczekajmy jeszcze kilka lat”? Czyżby jakaś zapowiedź?
Belgijski dziennik („La Derniere Heure”) wyliczył, że przewidywany wyjściowy skład reprezentacji na pierwszy mecz eliminacji mundialu w Brazylii będzie trzecim najdroższym na świecie. Warci łącznie ok. 180 mln euro piłkarze ustępują pod tym względem jedynie Portugalii i Brazylii. Zdumiewające. Co więcej, tylko 4 z 25 graczy występuje w rodzimej lidze. Z ciekawości porównałem składy Belgii i innych wiodących europejskich zespołów. Belgowie mają zbliżoną wartość zespołu (cała kadra) do Anglików (3. zespół w rankingu FIFA), którzy według fachowego portalu Transfermarkt.co.uk są warci 290 mln euro. Belgowie o 450 tysięcy euro więcej.
Thomas Vermaelen jest kapitanem Arsenalu… (fot. skysports.com)
Niedawno na jednej z angielskich stron o tematyce sportowej jej autor postawił tezę, że Belgowie zdobędą mistrzostwo świata w 2018 roku. Cóż… aż takim optymistą nie jestem, choć historia zna przypadki drużyn, które pojawiały się w elicie niemal znikąd i przez kila lat robiły w niej furorę. Pamiętacie Polaków w latach 70.? Może i Belgia trafiła na swój czas. Na wybitnych graczy, którzy wystąpią razem dla jednej idei i osiągną swój cel, a wielu podekscytowanych tym faktem obserwatorów wprawią w zachwyt. Przeglądając statystyki z meczu z walijskim zespołem, widać, że nie jest to drużyna przypadkowa. 71% posiadania piłki, 93% celnych podań, 16 rzutów rożnych i ponad 620 podań w meczu wyjazdowym na trudnym terenie muszą robić wrażenie. Przypadków nie ma. Albo grasz atrakcyjnie cały czas, albo nie grasz wcale. Problem w tym, że Belgowie bardzo często są zespołem lepszym, ale przegrywają swoje spotkania. Przez wiele lat taką reprezentacją była Hiszpania. Grała jak nigdy, przegrywała jak zawsze. I to też powoli zaczyna się zmieniać.
Co jeszcze przemawia za Belgami? Przede wszystkim wiek. Średnia wieku wyjściowej jedenastki z piątkowego spotkania to 24,3 roku. Z Lukaku i de Bruyne, którzy weszli w drugiej części gry – 23,6. Lukaku debiutował w pierwszej reprezentacji w wieku 16 lat. Kompany i Hazard mieli po 17. Wyobrażacie sobie, że do naszej dorosłej kadry powołany zostaje Mariusz Stępiński, Kamil Juraszek, Adam Duda czy Łukasz Zwoliński? Ja jakoś nie bardzo. Powołania dla Milika, Wolskiego czy Kamińskiego też były tylko marchewką na zachętę i wszyscy dobrze o tym wiemy. Jak belgijski zawodnik się wyróżnia, to gra w kadrze, a my wolimy promować bylejakość za zasługi i dlatego będziemy oburzać się za bilety, brak motywacji i gwiazdorskie fochy co poniektórych niepolskojęzycznych Polaków.
Wracając do meritum. Kluby z Premiership kilka lat temu poszukując talentów, wpadały na zakupy niemal tylko do holenderskiej szkółki Ajaksu, a teraz przybywają także do Belgii. Mało tego. Nawiązują trwałą współpracę z tamtejszymi zespołami tak jak Arsenal z KSK Beveren czy Chelsea z Racingiem Genk. „The Blues” w rozwój szkółek zainwestowali 80 milionów euro. Na celowniku wyspiarskich ekip znalazł się m.in. Praet z Anderlechtu Bruksela, który w wieku 15 lat mógł zostać zawodnikiem Arsenalu.
Co zadziwiające, poza półfinałem mistrzostw Europy do lat 17 w 2007 roku i czwartym miejscem na igrzyskach w Pekinie (zespół do lat 23) próżno szukać jakichkolwiek znaczących osiągnięć tej złotej belgijskiej generacji. Dorosła kadra nie zakwalifikowała się na dwa ostatnie mundiale i trzy europejskie czempionaty (w sumie sześć, jeśli policzymy, że w 2000 roku jako gospodarz nie musieli się kwalifikować). Skąd zatem w tak maleńkim regionie tak ogromne zagęszczenie piłkarskich talentów? Wynika to z faktu, że belgijskie drużyny zostały postawione pod ścianą w obliczu problemów finansowych. Zaczęto rozwijać pomysły budowy szkółek piłkarskich, które działały przy klubach. Następnie najlepszych graczy sprzedawano za odpowiednie sumy do lepszych zespołów. Najwięcej zainwestowały oczywiście duże marki. Anderlecht Bruksela, Standard Liege i Genk na rozwój akademii piłkarskich przeznaczyły duże sumy pieniędzy. W Liege za 18 mln euro wybudowano nowoczesną akademię, w której skład wchodziły pełnowymiarowe boiska trawiaste i ze sztuczną nawierzchnią, kryte sale treningowe, siłownie, a nawet stadion z widownią na tysiąc widzów. Możliwości każdego z adeptów oceniano po 14. roku życia (w Anglii robi się to w wieku około 6-7 lat). Co więcej, chłopcy, którzy rozwijają się wolniej, nie są natychmiast eliminowani z systemu szkolenia, lecz otrzymują dodatkowe godziny ćwiczeń.
…a Vincent Kompany Manchesteru City (fot. skysports.com)
Nie bez znaczenia jest fakt, że Belgia to prawdziwka mozaika kulturowa. W Brukseli blisko 40% Belgów ma obce pochodzenie. Wielu z nich to imigranci z byłych kolonii. Afrykański rodowód mają, m.in. Lukaku (Kongo), Fellaini (Maroko), Dembele (Mali), Chadli (Maroko) oraz Kompany (Kongo). Wielu zawodników z Afryki zanim trafi do Hiszpanii lub Anglii zaczyna swoje kariery we Francji lub francuskojęzycznej Belgii. Emmanuela Eboue, Yaya Toure, Cheika Tiote, Petera Odemwingie, Josepha Yobo czy Gervinho przedstawiać nie trzeba. Tylko w Belgii przyznawana jest futbolowa nagroda – Ebony Shoe – dla najlepszych graczy afrykańskiego pochodzenia występujących w Jupiler League. Z obecnych reprezentantów Belgii w przeszłości wyróżnieniem tym uhonorowano Kompany’ego, Fellainiego i Lukaku.
Dlaczego w takim razie Belgowie nie potrafią wywalczyć wysokich miejsc lub chociaż dostać się na dużą imprezę? Można powiedzieć, że to brak doświadczenia i ogrania. Doktor kadry, Marc Goossens, stwierdził w jednym z wywiadów – Mentalność niektórych graczy jest opłakana. Często zachowują się niedopuszczalnie, a w takich warunkach nie da się normalnie pracować. To są pseudogwiazdy, postępują niczym zdziecinniałe snoby. Nie można jednak zwalać całej winy na niedojrzałość, bo Włosi, Hiszpanie, Argentyńczycy czy Brazylijczycy też mają swoich buntowników. Poza tym warto zaznaczyć, że Belgowie w eliminacjach do Euro baraż przegrali dopiero na finiszu.
Skoro jednak w Portugalii potrafiono nakłonić Ronaldo do gry zespołowej (kosztem swoich indywidualnych popisów), to dlaczego ta sama sztuka nie miałaby udać się i Belgom? Potencjał, który tkwi w tym zespole, jest nieporównywalny z niemal żadnym innym. Niemal, bo na sukces składa się wiele czynników i obecnie nie ma żadnego zespołu nie do pobicia. Belgowie w grupie mają Chorwację, Szkocję, Serbię, Macedonię i Walię. To grupa z tych, w których każdy może z każdym wygrać i przegrać, więc trudy zmagań wytrzyma tylko najlepszy. W mojej ocenie tym najlepszym będą Belgowie, którzy do Brazylii pojadą po naukę, a cztery lata później do Rosji… po medal?
Wiedziałem, że wcześniej czy później o nich
napiszecie. Fantastyczny zespół, który jeszcze
zadziwi świat. Świetny tekst. Cieszę się, że nie
skupieacie sie znowu na męczeniu polskiej kadry, bo
za dużo tego było. Pozdrawiam
~
~Robson
Nas gry w piłkę uczyli Węgrzy, a wiecie kto uczył
Belgów?? Anglicy i Szkoci. Nie ma co sie dziwic, że
tak im idzie :D Co ciekawe od 1958 (nie licząc
epizodu Advokata) zatrudniają samych Belgów.
Można? Można! :P Kwestia czasu jak Hazard zgarnie
złotą piłkę, a 11 sezonu Premier League będzie
składała się z samych Belgów.
~
~ole!
Belgia ma wielu świetnych zawodników (nie tylko
młodych):
Courtois (Chelsea,Atletico), Bolat (Liege), Vermaelen
(Arsenal), Kompany (MC), Vanden Borre (Genk), De
Bruyne (Werder, Chelsea), Fellaini (Everton),
Verenthongen (Tottenham), Dembele (Tottenham), Gillet
(Anderlecht), De Camargo (B.Monchengladbach), Hazard
(Chelsea), Lukaku (WBA, Chelsea), Mirallas (Everton),
mniej znany Badibanga (Anderlecht) i wielu innych
m.in.Lombaerts (Zenit).
~
~Kubens
Belgia to solidmy zespół, bardzo przyjemnie jest
ogłądać zespół po którym nikt by sie nie
spodziewał takiej gry:d
~
~Leon
Pięknie pan redaktor to wszystko opisał, ale
naprawdę pan wierzy w takie bajki? Belgia na podium
mistrzostw świata. Jakoś nie moge sobie tego
wyobrazić. Dlaczego np. Portugalia, Anglia od wielu
lat, czy afrykańskie zespoły w czasach swojej
świetności (Nigeria dekadę temu) nie doszły do
strefy medalowe mimo wielu świetnych piłkarzy?
JS
Jacek Szuba
A ja mogę sobie to wyobrazić. Reprezetacji, które
z ostatnim czasie bardzo się rozwinęły jest co
najmiej kilka. Bośnia, Szwajcaria, Serbia, czy Ghana
to tylko przykłady pierwsze z brzegu. Dlaczego
żaden z tych krajów nie powalczy na mundialu?
Uważam, że Belgia w odróżnieniu od tych
zespołów posiada tzw. wartość dodaną (wiek,
wyrównany skład, stały rozwój). Mają kilkunastu
graczy w takim wieku, który gwarantuje udział w co
najmniej dwóch następnych mundialach (Serbowie
nie). Belgowie zaczynają rozwijać się w swoim
kraju, ale dzięki temu, że szybko wyjeżdżają do
lepszych lig są prawdziwymi kosmopolitami. Adaptują
się w nowym środowisku, dostosowują do nowych
systemów gry, więc i zakres ich umiejętności
stale się podnosi. Co bardzo ważne wszyscy ci
młodzi piłkarze grają pierwszoplanowe role w
swoich klubach. Nie przesiadują na ławce, bo szybko
wypadliby z obiegu. Prosze mi uwierzyć na słowo,
że za kilka lat różnica między Belgami, a
Holendrami będzie niemal niewidoczna. Średni
zespół zmieni się w prawdziwego tytana. Mówi
się, że szczęście sprzyja lepszym. Gdyby tak
było to Anglicy, Portugalczycy, czy grający
porywającą piłkę na mundialu w 1998 roku
Nigeryjczycy wygrywaliby ze wszystkimi. Takim
zespołom często brakuje szczęścia w decydujących
momentach turnieju tak jak Ronaldo w spotkaniu
półfinałowym na EURO 2012 z Hiszpanami gdzie w
ostatniej minucie dogrywki miał na nodze piłke
meczową. Decydują detale. Nie dam Panu gotowej
odpowiedzi, bo taka nie istnieje. Jeśli Wilmots
wykorzysta potencjał tego zespołu to już w
Brazylii możemy zobaczyć pięknie grający
drużynę, która będzie groźna dla wszystkich. Dwa
lata później Belgowie mają EURO rzut beretem od
siebie – we Francji. Nastęnie mundial w Rosji. Nic
tylko wygrywać, bo podobna okazja przez długie lata
może się nie powtórzyć. Pozdrawiam :)
S
sh@rak
lecz nie ma co się rozpędzać z ich oceną…
chociaż ogromnego potencjału im odmówić nie
można. Ja Belgię pamiętam jeszcze z przełomu XX i
XXI wieku gdzie grali na całkiem niezłym poziomie –
1/8 w 98 na mundialu, 1/8 cztery lata później i
pamiętny mecz z Brazylią, gdzie sędzia nie uznał
im prawidłowo strzelonej bramki, która być może
ustawiłaby mecz i nie byłoby Brazylijczyków na
najwyższym podium. W kolejnych latach jednak Belgia
zniknęła z futbolowej mapy… aż do teraz, gdzie
mają młode pokolenie wspaniałych zawodników…
jednak muszą to umieć jeszcze wykorzystać. Te
eliminacje i ewentualnie mundial w Brazylii pokażą
ile Belgowie są naprawdę warci.
~
~'''
Wśród takich repry, które mają skład a brak
nawet Euro jest SERBIA!!
Dodaj komentarz
Przed dwoma dniami ruszyły eliminacje do mistrzostw świata w strefie europejskiej. Znudzony przewidywalnością wyników wielkich zespołów, które grając tyłem do bramki przeciwnika, aplikują rywalowi kilka goli (Anglia, Holandia, Niemcy), czy bylejakością polskiej kadry (ciągłe afery i mnóstwo szkolnych błędów w grze) poszukiwałem czegoś innego, czegoś ciekawego, na czym warto zawiesić oko. Czegoś, z czego każdy podświadomie zdaje sobie sprawę, ale nie mówi o tym głośno. Pierwsze spotkania nie dały nam wielu odpowiedzi, ale moją uwagę zwrócił pewien szczegół. Ten szczegół to Belgia, której poczynania obserwuję (zapewne nie tylko ja) już od dłuższego czasu.
Belgowie ograli (2:0) w meczu wyjazdowym Walijczyków. Solidnych, ale nie byle jakich. Bale, Ramsey, Williams i kilku innych to wysokiej klasy piłkarze. Ktoś spyta: „I co z tego? Każdy czasem wygrywa. Nawet my”. Zgadzam się, ale „my” wygrywamy z San Marino albo co najwyżej remisujemy z kimś lepszym. Towarzysko. Udowodnię, że Belgom do bylejakości daleko, choć jeszcze kilka sezonów temu prawie nikt nie podzieliłby tego poglądu. Miesiąc temu rozegrali towarzyskie spotkanie z Holandią. Co by nie mówić, aktualnym wicemistrzem świata. Miał on posłużyć „Oranje” do wyleczenia kaca po Euro, ale chyba jeszcze go pogłębił, bo Belgowie wygrali ten pojedynek 4:2 i bynajmniej nie był to przypadkowy wybieg. Powiecie, że to tylko mecz towarzyski. Jasne. Szwajcarzy wygrali niedawno z Niemcami, ale to nie oznacza, że są od nich lepsi. Po prostu mieli lepszy dzień lub przeciwnik nie podszedł do tego spotkania z należytym szacunkiem dla rywala. Wcześniej, na mundialu w RPA, gdzie Szwajcarzy w swoim pierwszym grupowym meczu wylali kubeł zimnej wody na cieszącą się z tytułu jeszcze przed mistrzostwami Hiszpanię, też nikt nie zwrócił na to uwagi. Wróćmy jednak do tematu.
Eden Hazard to nadzieja reprezentacji Belgii (fot. hbvl.be)
Jako osoba zajmująca się na co dzień ligą angielską zacząłem się zastanawiać, skąd ten wysyp Belgów? Przecież to dopiero 40. drużyna w rankingu FIFA. To żywy przykład, że rankingi nie grają. Zwróćcie jednak uwagę, jak szybko Belgia galopuje w górę tego zestawienia. Przejdźmy jednak dalej. Rok temu Chelsea kupiła z Anderlechtu, króla strzelców belgijskiej ekstraklasy, Romelu Lukaku za 20 mln funtów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że rosły napastnik miał wówczas 18 lat. Przed Lukaku do Anglii trafili m.in. Vincent Kompany, który został wybrany najlepszym graczem Premiership ubiegłego sezonu, czy Fellaini, który jest liderem bardzo dobrze prezentującego się w tym roku Evertonu. W tym sezonie na Goodison Park trafił także Kevin Mirallas, który w poprzednich rozgrywkach był królem strzelców greckiej ekstraklasy. Mało? Głównie dzięki dobrej postawie obrońcy Arsenalu – Thomasa Vermaelena – jego zespół w trzech kolejnych spotkaniach nie stracił bramki. W Tottenhamie przestano płakać po Ledleyu Kingu, bo z Ajaksu sprowadzono jego następcę – Jana Vertonghena, który w pierwszych meczach udowodnił swoją wartość. Jego klubowym kolegą został Moussa Dembele, który trafił na White Hart Lane za 15 mln funtów. Biorąc pod uwagę to, co potrafi ten kreatywny zawodnik, to niedużo. Jest jeszcze niezły Mignolet z Sunderlandu, który w reprezentacji jest tylko rezerwowym. O kimś zapomniałem? Nie. Nie zapomniałem. Celowo kończę na Hazardzie, bo to piłkarz fenomenalny, niemieszczący się w żadne ramy. Swoista wisienka na torcie. Dość powiedzieć, że młody Belg miał udział przy prawie wszystkich bramkach swojego zespołu w ligowych rozgrywkach. Wcześniej pozbierał wszystkie indywidualne nagrody w Ligue 1, a gdy zrobiło mu się za ciasno, postanowił rozwijać się w innym otoczeniu.
Wydawałoby się, że to już wszyscy, którzy coś znaczą dla belgijskiej piłki. W innych ligach też ich nie brakuje. Nicolas Lombaerts zasłużył na miano najbardziej wartościowego obcokrajowca w rozgrywkach rosyjskiej Premier Ligi. Daniel Van Buyten kilka ostatnich sezonów był podporą Bayernu Monachium, a Thibaut Courtois mimo zaledwie 20 lat na karku już wygrał Ligę Europy i superpuchar. Po portugalskich boiskach w barwach Porto biega Steven Defour, a w Holandii jedną z największych gwiazd PSV jest Dries Mertens. W ostatnich dniach Zenit podkupił z Benfiki Axela Witsela za 40 mln euro. W belgijskiej drużynie jest jeszcze kilku innych dobrej klasy piłkarzy, ale nazwiska De Bruyne, Gilleta czy Alderweirelda z Ajaksu przeciętnemu Kowalskiemu nic nie mówią. A szkoda. I pomyśleć, że taki gwiazdozbiór uzbierano w 11-milionowym kraju bez większych tradycji piłkarskich. Brzmi jak żart, ale takie są fakty.
W Belgii miejscowa prasa zaczęła nazywać drużynę Marka Wilmotsa „złotą generacją”. Jaka to złota generacja, skoro niczego nie osiągnęła? Nie zagrała na mundialu ani na europejskim czempionacie. Powoli. Sami piłkarze z pokorą tonują takie zaszczytne tytuły. – Niczego nie osiągnęliśmy, musimy twardo stąpać po ziemi. Jeśli poprawimy wynik naszych rodaków z 1986 roku, kiedy Belgia dotarła do półfinału mistrzostw świata, to będziecie mogli mówić, że nadeszła złota era. Poczekajmy jeszcze kilka lat – powiedział dziennikarzom 19-letni napastnik Chelsea Romelu Lukaku. Przypomnijmy, że Belgia z Janem Ceulemansem i Enzo Scifo pokonała w 1986 roku Związek Radziecki i Hiszpanię, a dopiero w półfinale uznała wyższość Argentyny. Swoją drogą – „Poczekajmy jeszcze kilka lat”? Czyżby jakaś zapowiedź?
Belgijski dziennik („La Derniere Heure”) wyliczył, że przewidywany wyjściowy skład reprezentacji na pierwszy mecz eliminacji mundialu w Brazylii będzie trzecim najdroższym na świecie. Warci łącznie ok. 180 mln euro piłkarze ustępują pod tym względem jedynie Portugalii i Brazylii. Zdumiewające. Co więcej, tylko 4 z 25 graczy występuje w rodzimej lidze. Z ciekawości porównałem składy Belgii i innych wiodących europejskich zespołów. Belgowie mają zbliżoną wartość zespołu (cała kadra) do Anglików (3. zespół w rankingu FIFA), którzy według fachowego portalu Transfermarkt.co.uk są warci 290 mln euro. Belgowie o 450 tysięcy euro więcej.
Thomas Vermaelen jest kapitanem Arsenalu… (fot. skysports.com)
Niedawno na jednej z angielskich stron o tematyce sportowej jej autor postawił tezę, że Belgowie zdobędą mistrzostwo świata w 2018 roku. Cóż… aż takim optymistą nie jestem, choć historia zna przypadki drużyn, które pojawiały się w elicie niemal znikąd i przez kila lat robiły w niej furorę. Pamiętacie Polaków w latach 70.? Może i Belgia trafiła na swój czas. Na wybitnych graczy, którzy wystąpią razem dla jednej idei i osiągną swój cel, a wielu podekscytowanych tym faktem obserwatorów wprawią w zachwyt. Przeglądając statystyki z meczu z walijskim zespołem, widać, że nie jest to drużyna przypadkowa. 71% posiadania piłki, 93% celnych podań, 16 rzutów rożnych i ponad 620 podań w meczu wyjazdowym na trudnym terenie muszą robić wrażenie. Przypadków nie ma. Albo grasz atrakcyjnie cały czas, albo nie grasz wcale. Problem w tym, że Belgowie bardzo często są zespołem lepszym, ale przegrywają swoje spotkania. Przez wiele lat taką reprezentacją była Hiszpania. Grała jak nigdy, przegrywała jak zawsze. I to też powoli zaczyna się zmieniać.
Co jeszcze przemawia za Belgami? Przede wszystkim wiek. Średnia wieku wyjściowej jedenastki z piątkowego spotkania to 24,3 roku. Z Lukaku i de Bruyne, którzy weszli w drugiej części gry – 23,6. Lukaku debiutował w pierwszej reprezentacji w wieku 16 lat. Kompany i Hazard mieli po 17. Wyobrażacie sobie, że do naszej dorosłej kadry powołany zostaje Mariusz Stępiński, Kamil Juraszek, Adam Duda czy Łukasz Zwoliński? Ja jakoś nie bardzo. Powołania dla Milika, Wolskiego czy Kamińskiego też były tylko marchewką na zachętę i wszyscy dobrze o tym wiemy. Jak belgijski zawodnik się wyróżnia, to gra w kadrze, a my wolimy promować bylejakość za zasługi i dlatego będziemy oburzać się za bilety, brak motywacji i gwiazdorskie fochy co poniektórych niepolskojęzycznych Polaków.
Wracając do meritum. Kluby z Premiership kilka lat temu poszukując talentów, wpadały na zakupy niemal tylko do holenderskiej szkółki Ajaksu, a teraz przybywają także do Belgii. Mało tego. Nawiązują trwałą współpracę z tamtejszymi zespołami tak jak Arsenal z KSK Beveren czy Chelsea z Racingiem Genk. „The Blues” w rozwój szkółek zainwestowali 80 milionów euro. Na celowniku wyspiarskich ekip znalazł się m.in. Praet z Anderlechtu Bruksela, który w wieku 15 lat mógł zostać zawodnikiem Arsenalu.
Co zadziwiające, poza półfinałem mistrzostw Europy do lat 17 w 2007 roku i czwartym miejscem na igrzyskach w Pekinie (zespół do lat 23) próżno szukać jakichkolwiek znaczących osiągnięć tej złotej belgijskiej generacji. Dorosła kadra nie zakwalifikowała się na dwa ostatnie mundiale i trzy europejskie czempionaty (w sumie sześć, jeśli policzymy, że w 2000 roku jako gospodarz nie musieli się kwalifikować). Skąd zatem w tak maleńkim regionie tak ogromne zagęszczenie piłkarskich talentów? Wynika to z faktu, że belgijskie drużyny zostały postawione pod ścianą w obliczu problemów finansowych. Zaczęto rozwijać pomysły budowy szkółek piłkarskich, które działały przy klubach. Następnie najlepszych graczy sprzedawano za odpowiednie sumy do lepszych zespołów. Najwięcej zainwestowały oczywiście duże marki. Anderlecht Bruksela, Standard Liege i Genk na rozwój akademii piłkarskich przeznaczyły duże sumy pieniędzy. W Liege za 18 mln euro wybudowano nowoczesną akademię, w której skład wchodziły pełnowymiarowe boiska trawiaste i ze sztuczną nawierzchnią, kryte sale treningowe, siłownie, a nawet stadion z widownią na tysiąc widzów. Możliwości każdego z adeptów oceniano po 14. roku życia (w Anglii robi się to w wieku około 6-7 lat). Co więcej, chłopcy, którzy rozwijają się wolniej, nie są natychmiast eliminowani z systemu szkolenia, lecz otrzymują dodatkowe godziny ćwiczeń.
…a Vincent Kompany Manchesteru City (fot. skysports.com)
Nie bez znaczenia jest fakt, że Belgia to prawdziwka mozaika kulturowa. W Brukseli blisko 40% Belgów ma obce pochodzenie. Wielu z nich to imigranci z byłych kolonii. Afrykański rodowód mają, m.in. Lukaku (Kongo), Fellaini (Maroko), Dembele (Mali), Chadli (Maroko) oraz Kompany (Kongo). Wielu zawodników z Afryki zanim trafi do Hiszpanii lub Anglii zaczyna swoje kariery we Francji lub francuskojęzycznej Belgii. Emmanuela Eboue, Yaya Toure, Cheika Tiote, Petera Odemwingie, Josepha Yobo czy Gervinho przedstawiać nie trzeba. Tylko w Belgii przyznawana jest futbolowa nagroda – Ebony Shoe – dla najlepszych graczy afrykańskiego pochodzenia występujących w Jupiler League. Z obecnych reprezentantów Belgii w przeszłości wyróżnieniem tym uhonorowano Kompany’ego, Fellainiego i Lukaku.
Dlaczego w takim razie Belgowie nie potrafią wywalczyć wysokich miejsc lub chociaż dostać się na dużą imprezę? Można powiedzieć, że to brak doświadczenia i ogrania. Doktor kadry, Marc Goossens, stwierdził w jednym z wywiadów – Mentalność niektórych graczy jest opłakana. Często zachowują się niedopuszczalnie, a w takich warunkach nie da się normalnie pracować. To są pseudogwiazdy, postępują niczym zdziecinniałe snoby. Nie można jednak zwalać całej winy na niedojrzałość, bo Włosi, Hiszpanie, Argentyńczycy czy Brazylijczycy też mają swoich buntowników. Poza tym warto zaznaczyć, że Belgowie w eliminacjach do Euro baraż przegrali dopiero na finiszu.
Skoro jednak w Portugalii potrafiono nakłonić Ronaldo do gry zespołowej (kosztem swoich indywidualnych popisów), to dlaczego ta sama sztuka nie miałaby udać się i Belgom? Potencjał, który tkwi w tym zespole, jest nieporównywalny z niemal żadnym innym. Niemal, bo na sukces składa się wiele czynników i obecnie nie ma żadnego zespołu nie do pobicia. Belgowie w grupie mają Chorwację, Szkocję, Serbię, Macedonię i Walię. To grupa z tych, w których każdy może z każdym wygrać i przegrać, więc trudy zmagań wytrzyma tylko najlepszy. W mojej ocenie tym najlepszym będą Belgowie, którzy do Brazylii pojadą po naukę, a cztery lata później do Rosji… po medal?