Legia Warszawa ma bezsprzecznie dużo słabszy sezon od Lecha Poznań. Jednak na wyjazd do stolicy Wielkopolski nikogo nie trzeba będzie specjalnie mobilizować. Nieraz to ta teoretycznie słabsza i mniej przekonująca w danym momencie drużyna wygrywała w tym klasyku. I tak też może być tym razem.
Murowanym faworytem starcia tym razem jest „Kolejorz”. Prawdopodobnie to zespół Macieja Skorży będzie rozdawał karty, ale „Wojskowi” będą mieli szansę zwyciężyć, nawet jeśli nie jakością piłkarską, to chytrym planem i mentalnością. Oto pięć powodów, dla których im się to uda.
Chcą rewanżu za jesień
Wszyscy pamiętamy ten nijaki pojedynek. Przed meczem postawieni pod ścianą warszawianie liczyli, że wraz z wygraną role w dalszej części sezonu się odwrócą. Była wiara, że nadszedł przełomowy moment sezonu, ale nie – nic się nie zmieniło. Dramatycznie słaba i bezradna Legia przeszła obok tego meczu i to lechici wywieźli z Łazienkowskiej bezcenne trzy punkty, które wtedy definitywnie zamykały mistrzom Polski drogę do obrony tytułu.
Wynik nie był miażdżący, gdyż ówczesny lider tabeli też nie grał najpewniej, jedynego gola zdobył po stałym fragmencie gry, a przy prowadzeniu sporadycznie wybierał się pod bramkę rywala. Jeśli przewaga boiskowa była tak niewielka, to czy teraz nie powinna zostać całkiem zneutralizowana? W końcu po pół roku spotkają się pozytywnie odmieniona Legia i raczej nieco słabszy niż jesienią Lech. Nie zdziwimy się, jeśli gośćmi ze stolicy będzie pałać żądza rewanżu i podobnie pragmatycznie zadadzą zwycięskie ciosy gospodarzom.
Zagrają z pomysłem
Znalezienie sposobu na poznaniaków musi być sporym wyzwaniem dla samego Aleksandara Vukovicia, ale to jak najbardziej możliwy scenariusz. Przy utrzymaniu bardzo dobrej formy formacji obronnej z Mateuszem Wieteską na czele, dalszych doskonałych interwencjach nowego golkipera Richarda Strebingera oraz odpowiedniej dozie szczęścia zachowanie czystego konta nie wydaje się nierealne. Z kolei z przodu legioniści mają odpowiednią moc, aby zaszkodzić każdemu w tej lidze.
To znowu nowa historia. Mamy prawo jechać tam z myślą o zwycięstwie. Aleksandar Vuković na konferencji przedmeczowej.
Wracający do dawnej dyspozycji Tomas Pekhart będzie czyhał przy każdej akcji, każdej wrzutce i spróbuje wykorzystać absencję równego mu Bartosza Salamona. Kluczem do triumfu mogą być również przebłyski Benjamina Verbicia i niezawodnego Josue. To właśnie długie podania Portugalczyka na szybkich skrzydłowych za plecy obrońców Lecha powinny wyklarować kilka niezłych sytuacji podbramkowych. Prawdopodobne, że chociaż raz bramkarz zostanie zaskoczony silnym kropnięciem na krótki słupek bądź technicznym strzałem na długi.










